wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Niedziela, 10 kwietnia 2016Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.20 km AVS: 21.71 km/h ALT: 35 m MAX: 30.10 km/h Temp:8.0 'C
Sobota, 9 kwietnia 2016Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.00 km AVS: 22.50 km/h ALT: 35 m MAX: 32.80 km/h Temp:11.0 'C
Piątek, 8 kwietnia 2016Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 22.65 km/h ALT: 35 m MAX: 36.30 km/h Temp:10.0 'C
Czwartek, 7 kwietnia 2016Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 6

Ostatni dzień wyjazdu to krótki rekonesans trasą tegorocznego MP, bardzo mi się spodobała, podjazdy krótkie, ale soczyste i w sporych ilościach, do tego Pogórze Ciężkowickie z samego rana zasnute licznymi mgłami prezentowało się fantastycznie, żeby jeszcze trochę mniej wiosek tu było - to byłby prawie ideał. Kulminacja to podjazd pod zamek w Odrzykoniu i dwie krótkie, ale bardzo soczyste ścianki po 22-23%, z bagażem wciągnąłem to już z największym trudem. Pod zamkiem robię postój i wracam na Rzeszów, zaliczając pod drodze jeszcze sporo górek.

Cały wyjazd bardzo udany - niemal 1200km jazdy w świetnej pogodzie, mnóstwo wrażeń, przeprawy po dziurach na Ukrainie, mnóstwo podjazdów na Słowacji i naszych pogórzach; z pewnością warto było poczekać na tę dobrą pogodę!

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 134.10 km AVS: 23.60 km/h ALT: 1634 m MAX: 69.80 km/h Temp:17.0 'C
Środa, 6 kwietnia 2016Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 5

Dziś mocno górski dzień, od samego rana zaczynają się podjazdy, najpierw jadę do Lewoczy - wspaniale zachowanego średniowiecznego miasta, Stare Miasto robi wielkie wrażenie, kościół ratusz, mnóstwo pięknych kamieniczek; no i przede wszystkim komponuje się to w spójną całość. Z Lewoczy wymagającym podjazdem wjeżdżam na blisko 1000m, z góry fajnie było widać ośnieżone szczyty Tatr; następnie pagórkowatym terenem jadę w stronę Polski. Wiatr wczoraj południowy, dziś oczywiście odkręcił się na północny i sporo mi krwi napsuł, bo głównie na północ jechałem. Do Polski wjeżdżam przez Leluchów, główny postój dnia robię w pięknym Parku Zdrojowym w Krynicy. Dalej miałem w planach jechać drogą wojewódzką na Berest i Grybów, ale uznałem że nie ma co iść na łatwiznę i pojechałem jednak górami, zaliczając ciekawy podjazd za Krynicą oraz znane z MRDP Piorun i Banicę (tę tym razem w dół po 18% ściance ;)). Końcówka to kilka podjazdów Pogórza Ciężkowickiego, w samej końcówce, za Ciężkowicami się rozpadało i 10km jechałem na mokro (był to jedyny deszcz na całym wyjeździe), nocuję w rejonie Jodłówki.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 189.90 km AVS: 22.21 km/h ALT: 2540 m MAX: 69.40 km/h Temp:20.0 'C
Wtorek, 5 kwietnia 2016Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 4

Kolejny dzień to jazda po Słowacji, jadę drogą na Humenne, do Sniny bardzo fajnie i puściutko, dalej już się zrobił duży ruch. Na boczną drogę wracam za Vranovem, zaliczam tu duży podjazd na 650m, stąd już blisko do Koszyc. Oglądam śliczne centrum miasta i wyjeżdżam drogą na Krompachy. Ta całkiem wymagająca, trzeba zaliczyć dwa długie podjazdy (kończą się nad jeziorami). Rejon Krompachów to duże nagromadzenie cygańskich osiedli, mijałem kilka takich slumsów zbudowanych na wzgórzach - smutne to, bardzo smutne, bo ludzie żyją tam w fatalnych warunkach, tuż obok ogromnych kup śmieci; najbardziej szkoda dzieci, bo niczym sobie na taki los nie zasłużyły, a widziałem mnóstwo młodych dziewczyn z dziećmi i w ciąży, część wyglądających wyraźnie na nieletnie; niestety dorośli Cyganie mnożą się na potęgę fundując swoim dzieciom fatalny los, bo ciężko się z tego zamkniętego kręgu biedy wydostać.

Nocleg mam pierwszej klasy - dojeżdżam pod wspaniały Zamek Spiski, z wysokiego wzgórza panujący nad całą okolicą, namiot rozstawiam tak, by mieć na zamek doskonały widok.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 191.00 km AVS: 23.34 km/h ALT: 2130 m MAX: 59.50 km/h Temp:22.0 'C
Poniedziałek, 4 kwietnia 2016Kategoria >100km, >200km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 3

Rano szybko docieram do Iwano-Frankowa, ładnie położonego nad Jaworowym Stawem, krótki kawałek nową drogą do Korczowej (jedyne dwa kilometry dobrego asfaltu jakie miałem na Ukrainie :)). Za to droga do Gródka to już jest dramat, kratery jak po bombardowaniu, chwilami już nawet nieliczne samochody wyprzedzam, bo rowerem jestem w stanie sprawniej manewrować miedzy dziurami. W Gródku krótki postój na przebranie się, parę km za miastem wjeżdżam na drogę Lwów- Sambor. Ruch znacznie rośnie, ale asfaltowi daleko do jakości europejskiej, jak wiadomo Europa kończy się na Bugu :)). Do Samboru jazda nieprzyjemna, dużo ciężkich ciężarówek na drodze, które na tych dziurach hałasują niemiłosiernie, bo wszystko co w nich może to lata. Dopiero za Starym Samborem ruch zdecydowanie maleje i robi się całkiem przyjemne, kierowcy ciężarówek jednak wolą się nie zapuszczać wyżej w góry tą drogą ;). Spory kawałek jadę doliną Dniestru, nad rzeką robię też większy odpoczynek pod mostem kolejowym, słońce zaczyna prażyć już całkiem konkretnie, 27'C. Kilkanaście km za Starym Samborem zaczynają się większe podjazdy, okolica powoli zmienia charakter, pojawia się dużo bieszczadzkich połonin. Za Turką decyduję się jechać przez przełęcz Użocką i wjechać na Słowację wcześniej, przed Użgorodem zamiast jak pierwotnie planowałem, odbić do głównej drogi Lwów-Mukaczewo. Uznałem, że lepiej jechać po dziurach niż tłuc się drogą ( o której wcale nie było gwarancji, że będzie wiele lepsza) w huku ciężarówek.

Ale nie wiedziałem jeszcze na co się piszę - bo za Turką droga (której do optimum bardzo wiele brakowało) drastycznie się zepsuła i jazda na przełęcz Użocką zamieniła się w prawdziwą przeprawę po wszelkich typach nawierzchni - kraterach, szutrach, kamieniach, pozostałościach po spływających drogą potokach itd ;)). I to wszystko na karbonowej szosówce z bagażem, na oponach 25mm. Byłem na tej drodze 20 lat temu, jeszcze w liceum, na swojej pierwszej zagranicznej trasie rowerowej - wtedy droga była wiele lepsza, wyglądało to tak, jakby przez te 20 lat Ukraińcy nawet palcem nie kiwnęli, byłem w wielu krajach na rowerze, ale żaden się nawet nie zbliżał do poziomu ukraińskiego dziadostwa, drogowo to już poziom trzeciego świata. Sama droga ładna, pusto, wiele bieszczadzkich połonin dookoła, ale to jakość nawierzchni przykuwa 90% uwagi rowerzysty, na zjazdach cały czas trzeba jechać na hamulcach, ręce drętwieją od hamowania i ściskania kierownicy. Na samej przełęczy bramka kontrolna, gdzie sprawdzają paszport, dalej zaczyna się Zakarpacka Obłast i droga powraca do standardu sprzed Turki - czyli dziury cały czas, ale daje się już normalnie jechać. Na przejście graniczne dojeżdżam już po zmierzchu, na szczęście okazało się, że również i tu jest przejście piesze, więc bez większych kłopotów wjeżdżam na Słowację, gdzie od razu okazuje się, że jednak da się zrobić równą drogę, bo podróżując po Ukrainie można stracić tę wiarę ;)

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 211.60 km AVS: 22.43 km/h ALT: 1569 m MAX: 51.30 km/h Temp:20.0 'C
Niedziela, 3 kwietnia 2016Kategoria >100km, >200km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 2

W nocy było -2'C, rano wszystko oszronione, gdy ruszam temperatura ledwo przekracza zero, ale szybko rośnie, bo jest równie słonecznie jak wczoraj. Na dzisiejszą trasę umówiłem się z Kviato, spotykamy się na moście na Wieprzu koło Nielisza. Razem ruszamy w stronę granicy ukraińskiej, ale od razu widać, że dziś takiej sielanki jak wczoraj nie będzie - bo tym razem wiatr jest przeciwny. W Zamościu robimy zakupy, odwiedzamy przepiękny rynek (o wczesnej godzinie jeszcze bez bud z jedzeniem i pamiątkami) - i ruszamy na wschód. Wiatr dał nam sporo popalić, bo tereny w rejonie Tyszowiec obfitują w długie proste po odkrytym terenie. Temperatura już całkiem znośna, ale wiatr zimny i nieprzyjemny. Za Tyszowcami kuriozalny wypadek z mojej winy, Kviato stał trochę przede mną na jezdni, ja natomiast jechałem wpatrzony w GPS i przywaliłem równo w jego rower. Obaj się wywróciliśmy bo prędkość była pod 20km/h, ale na szczęście nic poważniejszego się ani nam, ani rowerom nie stało, jedyna strata to pęknięta szprycha w kole Kviato, ale dało się z tym dalej jechać. Tak więc z GPS na pewno warto uważać :)). Końcówka do Dołhobyczowa to wredna walka z wiatrem na prostych, na granicę docieramy przed 14. Tutaj żegnam się z Kviato, który rowerem wraca do siebie (tego dnia wyszło mu ponad 200km) - dzięki za spotkanie i towarzystwo na trasie!

Wjeżdżam na Ukrainę, przejście w Dołhobyczowie wygodne, bo piesze, więc nie ma problemów z rowerami. Początek za Uhrynowem jeszcze od biedy w normie, ale gdy wjeżdżam na główniejszą do Czerwonogradu dziur znacznie przybywa. Wiatr się nieco uspokoił, więc jedzie się całkiem OK, tyle że boli siedzenie, bo dziury są wszechobecne. W Żółkwi fragment po masakrycznym szutrze, po czym na ładnym rynku staję na odpoczynek, również przykuwając uwagę menela liczącego na dwie hrywny ;). Dwa tygodnie temu razem z Żubrem również tu robiliśmy postój, ale wtedy było zimno i nieprzyjemnie, teraz bez problemu można siedzieć w krótkich spodenkach! Końcówka dnia to jazda fatalną drogą za Żółkwią, choć tereny ładne (rejon Jaworowskiego Parku Narodowego), wioseczki mocno zapyziałe, ale dzięki temu trzymające swój klimat. Nocuję w lesie na szczycie niewielkiego podjazdu.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 203.00 km AVS: 23.07 km/h ALT: 912 m MAX: 39.20 km/h Temp:14.0 'C
Sobota, 2 kwietnia 2016Kategoria >100km, >200km, Canyon, Wypad
Wiosna na Ukrainie i Słowacji - dzień 1

W tym roku długo czekałem w blokach startowych na porządniejszy wiosenny wyjazd, pogoda jednak nie rozpieszczała. Parę razy już byłem bliski ruszenia w mało optymalnych warunkach - ale z pewnością warto było poczekać, bo okazało się, że z pogodą trafiłem niemal idealnie.

Pierwszego dnia ruszam na Lubelszczyznę, rano jeszcze chłodno, ale po 3h można się już przebrać w krótkie spodenki, pięknie świecące słońce wystarczająco ogrzało powietrze, jedzie się elegancko, z wiatrem w plecy. Przed Wilgą 6km odcinek po betonowych płytach na DW 801 - taki lajtowy trening przed Ukrainą ;)). Na krótki postój staję w Maciejowicach, gdzie od razu przykułem uwagę miejscowego menela, ostatnio na połowie wyjazdów budzę ciepłe uczucia wśród tego środowiska, widać muszę wyglądać tak naiwnie, że nadzieje że nieśmiertelne "złotóweczkę panie kierowniku" odniesie skutek są całkiem duże :). Kolejny, dłuższy postój w Kazimierzu, w słoneczny weekend całkiem sporo ludzi, ale jeszcze daleko do tłumów. Obowiązkowa wizyta na pięknym rynku i ruszam dalej. O ile do Kazimierza jechałem cały czas po płaskim to dalej zaczynają się wreszcie górki, jadę do Nałęczowa, w Niedrzwicy wjeżdżam na chwilę na trasę MP z 2014 roku, z którą wiąże się sporo miłych wspomnień. Końcóweczka już nocą, na biwak rozkładam się pod lasem, kawałek za Żółkiewką.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 238.80 km AVS: 26.68 km/h ALT: 892 m MAX: 51.00 km/h Temp:11.0 'C
Piątek, 1 kwietnia 2016Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 18.50 km AVS: 22.20 km/h ALT: 35 m MAX: 32.30 km/h Temp:4.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl