wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 302151.84 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.28%)
  • Czas na rowerze: 550d 16h 43m
  • Prędkość średnia: 22.74 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2014

Dystans całkowity:1397.80 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:61:24
Średnia prędkość:22.77 km/h
Maksymalna prędkość:53.90 km/h
Suma podjazdów:7701 m
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:87.36 km i 3h 50m
Więcej statystyk
Środa, 31 grudnia 2014Kategoria Wypad, Treking
Zima w Tatrach - dzień 3

Noc bardzo zimna -19'C, a w takich temperaturach wszystko sztywnieje, namiotów nie dało się w całości pochować do pokrowców, tyle miejsca po zwinięciu zajmowały. Pogoda od samego rano ekstra, z naszej miejscówki mamy szeroki widok na Liptów, obserwujemy pięknie wschodzące słońce. Pierwsza część dnia to podjazd do Strbskiego Plesa, odbijamy z drogi w bok tak by dojechać nad samo jezioro. To oczywiście jest zamarznięte, więc przejechaliśmy w jego poprzek po lodzie. Widoki wspaniałe, bo jezioro otaczają wysokie szczyty, a do tego wcześnie rano jest tu puściutko, ledwie parę osób. Ze Strbskiego Plesa wracamy na Drogę Wolności i kontynnujemy jazdę pod Tatrami podziwiając kolejno masywy Gerlacha i Łomnicy. Na zjeździe Gabriel zaliczył na lodzie wywrotkę, na szczęście niegroźną - ale generalnie droga jest w zdedcydowanej większości czarna, bo jest w sporej części wystawiona na słońce. Z Tatrzańskiej Kotlinki odbijamy na północ długim podjazdem na przełęcz Żdiarską, te rejony są bardziej osłonięte, więc i śniegu w okolicy dużo więcej, do tego droga ciekawsza, bo dość wąska, więc i bardziej "klimatyczna" niż szeroka Droga Wolności. Kawałek przed przełęczą robimy sobie postój na stoku narciarskim, fajnie prezentowały się nasze rowery oparte o płotek razem z nartami odpoczywających miłośników białego szaleństwa ;))

Z przełęczy Żdiarskiej do Zakopanego czekało nas jeszcze sporo gór, droga w tym rejonie jest bardzo pofalowana. Odcinek do Łysej Polany chyba najpięknieszy na całym wyjeździe - biała droga po sosnowym lesie z wielkim czapami śniegu na drzewach, dalej pozamarzane domki Tatrzańskiej Jaworzyny z wielkimi soplami. Po drodze do Zakopanego jeszcze odbiliśmy kawałek na Głodówkę tak by zobaczyć słynną panoramę Tatr - i z pewnością było warto, bo przy pełnym słońcu góry prezentowały się fantastycznie. Końcówka do Zakopanego w większości po białej drodze, do miasta wjeżdżamy od strony Toporowej Cyrhli. Na dworcu znowu ta sama użerka, nie można kupić biletów na rower, bo system pokazuje, że wszystko zajęte, a tępa kasjerka odmawia wydania nam kwitka, że nie może sprzedać biletu na roweru (co upoważnia do zakupu biletu na rower u konduktora bez dopłat) - jednym słowem dno, PKP nigdy nie umie niczego zrobić poprawnie, po zmianach w systemie komputerowym przy wejściu Pendolino "wyprodukowali" taki piękny kwiatek.

Wyjazd bardzo udany - zaliczyliśmy cała planowaną trasę, mieliśmy okazję pojeździć w wymagających, prawdziwie zimowych warunkach - w śnieżycy, na silnym mrozie, po białych drogach, zaliczyliśmy dwa zimowe biwaki. Świetnie trafiliśmy z pogodą, mieliśmy idealne warunki, bo silny mróz bardzo często łączy się ze słoneczną, wyżową pogodą, a Tatry w zimowej szacie w słońcu wyglądają kapitalnie. Podziękowania dla Gabriela, który na trasie doskonale dawał sobie radę, choć był to jego pierwszy zimowy wypad, do tego ma ogromną odporność na niskie temperatury, całą trasę przejechał w butach SPD i ani razu nie było mu zimno w stopy, a jechaliśmy nawet przy -18'C. Podziękowanie dla Krzyśka za pożyczenie zimowego śpiwora. Ostatnie dwa lata jeździłem na tego typu wypady w płaskie rejony Suwalszczyzny i w porównaniu z tą typowo górską trasą widać dużą różnicę, jest wiele ciężej, długie podjazdy w takich temperaturach, po ośnieżonych drogach, z bagażem przekraczającym 20kg - dają w kość sporo bardziej, 100km na takiej trasie to już bardzo wymagający dystans.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 96.20 km AVS: 18.21 km/h ALT: 1242 m MAX: 49.00 km/h Temp:-10.0 'C
Wtorek, 30 grudnia 2014Kategoria Wypad, Treking, >100km
Zima w Tatrach - dzień 2

W nocy było -12'C, gdy ruszamy rano jest -10'C. Drogi w dobrym stanie, pierwszy odcinek to płaski kawałek w stronę Tvrdosina. Pochmurna rankiem pogoda szybko zaczyna się klarować i gdy skręcamy na Zuberec jest już piękne słońce, więc zimowa jazda zapowiada się doskonale. Podjazd na Kvacanske Sedlo długi i wymagający, sporą część jedzie się już po białych drogach, większa część podjazdu zacieniona, więc i zimniej, -12-13'C. Spod przełęczy piękny widok na Liptów u naszych stóp. Zjazd szybki, obawialiśmy się trochę o jakość drogi, bo nachylenia są tu duże, ale zjechało się bez problemów, z prędkościami nawet koło 40km/h, sporo łatwiej niż wczoraj z Glinnego. Na dole zaczął silnie wiać wiatr, był nieprzyjemny odcinek z bocznym wiatrem nawiewającym śnieg na drogę. Ale gdy dojechaliśmy do Mikulasza pogoda się uspokoiła, robimy tu krótki postój na stacji, a następnie parę km dalej większy postój na dworcu kolejowym w Liptowskim Hradoku.

Stąd zaczyna się już podjazd drogą pod Tatrami, w zachodzącym słońcu mamy kapitalne widoki na ośnieżony masyw Tatr, z górującym nad wszystkim wspaniałym masywem Krywania. Po zachodzie słonca temperatura szybko zaczęła spadać, za Podbanskiem było już -17-18'C. Końcówka męcząca, podjazdy dają popalić, a chcieliśmy wjechać aż na poziom ok.1200m, tak by jutro wiele do góry już nie zostało. Ale ta zimowa nocna jazda po Tatrach miała i wiele uroku, noc była jasna i góry było widać jeszcze długo po zachodzie słońca.

Na nocleg rozkładamy się parę kilometrów przed Strbskim Plesem, tak by ten atrakcyjny rejon zobaczyć jutro rano, już za dnia.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 112.80 km AVS: 17.18 km/h ALT: 1486 m MAX: 47.70 km/h Temp:-12.0 'C
Poniedziałek, 29 grudnia 2014Kategoria Wypad, Treking
Zima w Tatrach - dzień 1

Ostatnimi czasy zimy mamy króciutkie i mało intensywne - więc gdy już się taka prawdziwa zima u nas wreszcie pojawi trzeba to od razu wykorzystać. Taka właśnie była idea tego wypadu dookoła Tatr na który wybraliśmy się pod koniec roku wraz z Gavkiem.

Pociągami dojeżdżamy do Pszczyny (od pewnego czasu w systemie informatycznym PKP jest bardzo wkurzający błąd i na pociągi spółki Intercity nie można kupić w kasie biletów na rower, bo system pokazuje, że wszystkie takie miejsca na rowery są zajęte). Z Pszczyny ruszamy już na rowerach, warunki przyzwoite, -5'C i wiatr w plecy. Pierwszy odcinek mało ciekawy - szosą katowicką do Bielska, tam robimy duże zakupy na 3 dni w sklepie. Za Bielskiem zaczyna mocniej padać śnieg, wkrótce opady są na tyle solidne, że korkują szosę do Żywca. A że droga jest wąska, bez pobocza - w korku musieliśmy sporo stać i my, bo z dużymi bagażami przeciskanie się środkiem ruchliwej jezdni było ryzykowne. Przemęczyliśmy się w ten sposób do Żywca (do miasta dojeżdżamy już po ciemku), za Żywcem skończył się korek, natomiast śnieg padał cały czas, coraz więcej zbierało się go na drodze i oczywiście na naszych rowerach ;). Za Żywcem jedzie się już cały czas do góry, początkowo to łagodny podjazd, ostrzej robi się dopiero po kilkunastu km za Korbielowem. Do Korbielowa jechało się prawie cały czas w światłach licznych wiosek, dalej już zupełnie po ciemku. Podjazd na koniec dnia dał nam w kość, jazda zimą z ciężkim bagażem po górach to zupełnie inna bajka niż latem, tym bardziej w gęsto padającym śniegu. Ale podjazd to była ta łatwiejsza część - bo w takich warunkach to zjazd był bardziej wymagający, trzeba było bardzo uważać jadąc poniżej 20km/h. Gabriel miał jeszcze gorzej, bo jechał na rowerze przełajowym, z oponami 32mm i barankiem, w którym hamuje się sporo mniej wygodnie niż na prostej kierownicy; przez to lekko odmroził koniec palca, jadąc z małymi dziurkami w rękawiczkach, bo temperatura spadła do -9'C.

Ale zjechaliśmy bez wywrotek, pociągnęliśmy jeszcze kawałek przez ciąg wiosek po słowackiej stronie i na nocleg rozstawiliśmy się kawałek przed Namestovem.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 94.10 km AVS: 18.76 km/h ALT: 933 m MAX: 39.70 km/h Temp:-7.0 'C
Niedziela, 28 grudnia 2014Kategoria Treking, Wycieczka
Wypad do Kampinosu z Krzyśkiem, Tomkiem i Reniferem. Solidny mróz -9'C, po ostatniej obrzydliwej pogodzie wreszcie zima złapała solidnie, śniegu w samym lesie niewiele, ale ośnieżone drzewa od razu wyglądają o niebo lepiej niż to by było przed świętami. Ciekawa trasa przez Sieraków do Palmir, następnie do Wierszy, powrót żółtym i zielonym szlakiem do Lipkowa

Kilka fotek z trasy
Dane wycieczki: DST: 71.60 km AVS: 17.90 km/h ALT: 234 m MAX: 35.20 km/h Temp:-9.0 'C
Środa, 24 grudnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście, dalej obrzydliwie
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 18.12 km/h ALT: 35 m MAX: 29.50 km/h Temp:7.0 'C
Wtorek, 23 grudnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście, obrzydliwa pogoda
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 18.88 km/h ALT: 35 m MAX: 36.10 km/h Temp:9.0 'C
Poniedziałek, 22 grudnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 19.28 km/h ALT: 35 m MAX: 34.80 km/h Temp:7.0 'C
Sobota, 20 grudnia 2014Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wycieczka
Mława z Kotem

Po grudniowej trasie do Wilna nie myślałem, że w tym roku będę robił jeszcze jakąś dłuższą trasę. Ale, że pogodę w grudniu mamy bardziej jak w marcu, więc trafiła się okazja do kolejnego długiego przejazdu tym razem już nie samotnie, a w bardzo miłym towarzystwie Kota ;))

O kierunku trasy zdecydował kierunek wiatru, bo zapowiedziano solidną wichurę z zachodu. Wieczorem dojeżdżam do Poznania, po 22 ruszam z dworca, w Swarzędzu spotykam się z Marzeną i już wspólnie jedziemy dalej. Pierwsza część trasy to dużo bocznych dróg w rejonie Poznania, można powiedzieć - legowisko Kota ;)). Jedzie się bardzo sprawnie, bo wiatr wyraźnie sprzyja, w miarę ciepło 4-5 stopni, a noc dość jasna, widać sporo gwiazd, nawet się zatrzymaliśmy i wyłączając lampki pooglądaliśmy rozgwieżdżone niebo. Po drodze mijamy sporo małych miasteczek, ze względu na liczne świąteczne iluminacje pod koniec grudnia nocą jedzie się przyjemniej. Na odcinku do Trzemeszna odbijaliśmy na północ, by zaliczyć brakującą mi gminę - tutaj dopiero czuć jak solidnie wieje, wiatr jest zauważalnie mocniejszy niż był na mojej trasie do Wilna, gdzie nagadano bzdur o rzekomym orkanie, a był jedynie wiatr jakich wiele. W Trzemesznie odcinek po kostce, jest też niebrzydka wieża - i znowu zatapiamy się w ciemność bocznych dróg. Trochę się zastanawialiśmy jak to będzie z postojem, bo przy takich temperaturach zdecydowanie lepiej odpoczywać w cieple, a jechaliśmy po takich zadupiach, gdzie nie było co marzyć o całonocnej stacji benzynowej. Nadzieję dawał jedynie Skulsk położony na 130km, gdzie był krótki kawałek krajówki i tam postanowiliśmy dociągnąć. I był to dobry pomysł, bo kawałek za miasteczkiem była stacja Orlenu na której zrobiliśmy ok. 30min przerwy. 

Ze Skulska czekało nas jeszcze 70km jazdy nocą do Włocławka, odcinek przeleciał bardzo sprawnie, większość dróg na tym kawałku była idealnie z wiatrem, za Lubrańcem, gdy wjechaliśmy na drogę wojewódzką zaczął się już poranny ruch, a na krajówce za Brześciem Kujawskim był już całkiem spory. Na horyzoncie zaczęły się pojawiać już pierwsze przejaśnienia, do Włocławka wjeżdżaliśmy już w świetle dziennym. Tu w McDonaldzie zrobiliśmy sobie długi postój, prawie 2h - aż tak długo bo akurat w ten sposób układały nam się pociągi z Mławy, lepiej było odpoczywać tu (w McDonaldach zawsze dobrze grzeją ;)) niż na kiepskim dworcu w Mławie. Marzena na nocnej i zimnej trasie trochę podziębiła krtań, tak więc od Włocławka coraz częściej pokasływała, by móc normalnie oddychać, takie niestety są uroki długich tras zimą, wiele godzin na chłodnym powietrzu swoje robi.

Przejazd przez Włocławek niezły, przede wszystkim ciekawy most nad szeroką Wisłą z którego nieźle widać miasto i drugi wysoki brzeg, na który trzeba było podjechać, nachylenie dochodziło aż do 10%. Wraz ze świtem siła wiatru jeszcze wzrosła, teraz wiało już koło 9-10m/s, a przy takim wietrze dobrze się jedzie jedynie jak jest równo w plecy, bo gdy wieje z boku bardzo to już zaczyna przeszkadzać. My mieliśmy to szczęście, że niemal całą trasę mieliśmy równo z wiatrem, tak więc odcinek do Sierpca i dalej do Bieżunia zleciał elegancko, a 30km/h często gościło na liczniku. Za to między Bieżuniem a Żurominem droga odbijała na północ i tam jadąc z bocznym wiatrem było już ciężko, wiatr często szarpał kołami, do tego droga była wąska i dość ruchliwa, więc dodatkowym utrudnieniem były ciężarowe samochody wytwarzające solidne podmuchy. Ale to było jedynie 10-12km, po czym końcówkę od Żuromina do samej Mławy mamy już z wiatrem. Przed Mławą trafiły się jeszcze dwie trochę większe góreczki, na dworzec przypominający czasy PRL-u dojeżdżamy krótko przed zachodem słońca.

Pociągiem dojeżdżamy do Warszawy Gdańskiej i tu mieliśmy zaledwie 40min na ekspresowe zwiedzanie Warszawy, do odjazdu pociągu Kota do Poznania. Ale to wystarczyło by się przejechać Traktem Królewskim, którego świąteczne iluminacje robią wielkie wrażenie, pierwszy raz tam byłem w tym roku, tak pięknego oświetlenia nigdy w Polsce nie widziałem, bez żadnego naciągania można powiedzieć, że to światowa klasa, niestety zdjęcia kiepskim aparatem tego zupełnie nie oddają.

Jednym słowem - cała trasa bardzo udana, dobrze zaplanowana tak by optymalnie wykorzystać pogodę, ponad 300km w grudniu to już kawał trasy, wymaga długiej jazdy w ciemnościach (my przejechaliśmy nocą 200km). Podziękowania za wspólną jazdę dla Kota, która bez problemów wytrzymała tak wymagający dystans, nie wierzcie w to co często pisze, że nie umie jeździć zimą ;))
Zdjęcia

Zaliczone gminy
 - 2 (CZERNIEJEWO, TRZEMESZNO)
Dane wycieczki: DST: 339.80 km AVS: 26.07 km/h ALT: 1232 m MAX: 50.90 km/h Temp:5.0 'C
Czwartek, 18 grudnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście. Straszne korki w centrum
Dane wycieczki: DST: 25.70 km AVS: 19.77 km/h ALT: 50 m MAX: 30.60 km/h Temp:4.0 'C
Środa, 17 grudnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 19.70 km/h ALT: 35 m MAX: 29.00 km/h Temp:2.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl