wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 302151.84 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.28%)
  • Czas na rowerze: 550d 16h 43m
  • Prędkość średnia: 22.74 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2015

Dystans całkowity:2541.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:103:44
Średnia prędkość:24.50 km/h
Maksymalna prędkość:65.40 km/h
Suma podjazdów:14296 m
Liczba aktywności:21
Średnio na aktywność:121.02 km i 4h 56m
Więcej statystyk
Piątek, 30 października 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.70 km AVS: 21.91 km/h ALT: 35 m MAX: 33.20 km/h Temp:8.0 'C
Czwartek, 29 października 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 22.65 km/h ALT: 35 m MAX: 34.00 km/h Temp:9.0 'C
Środa, 28 października 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 22.65 km/h ALT: 35 m MAX: 37.40 km/h Temp:8.0 'C
Poniedziałek, 26 października 2015Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Ryga - dzień 5

Jest jeszcze jakaś sprawiedliwość na tym świecie - bo ostatniego dnia po rozmaitych przeprawach z pogodą, ciągłymi kontuzjami i awariami ostatniego dnia wreszcie trafiłem optymalne warunki. Piękna słoneczna pogoda, koło 10 stopni i wiatr w plecy; jechało się więc elegancko. Dzisiaj po drodze miałem dużo leśnych terenów oraz kilka niebrzydkich miasteczek jak Kuldiga (rzeka ładnie wkomponowana w miasto) oraz Talsi, gdzie robiłem dłuższy postój. Od Talsi nad Bałtyk długie leśne odcinki, zupełnie puściutko, choć droga mocno dziurawa. Nad Bałtykiem robię kolejny postój na wydmach w parku narodowym Kemelu. Końcówka już mniej ciekawa - przejazd przez Jurmalę, czyli chyba największy łotewski kurort - i tę "kurortowość" tego miejsca widać nawet o tej porze roku, miasto przypomina zachodni nadmorski moloch turystyczny nastawiony na masowego turystę.

Do Rygi wjeżdżam główną drogą, ruch potężny, po 3 pasy w każdym kierunku, ale tego typu wjazdy do dużych miast są najwygodniejsze, bo błyskawicznie przebijamy się do centrum, zamiast co 300-500m stawać na światłach jak w Jurmali. Sama Ryga robi wrażenie, piękna starówka, także charakterystyczny most z pylonami na ogromnej Dźwinie. Czasu miałem ponad 3h, więc spokojnie starczyło na jedzenie i wieczorną rundkę po starówce.

Cały wyjazd - udany, choć na pewno nie była to trasa z gatunku "lekko, łatwo i przyjemnie" ;)). Pogoda dała sporo popalić, dużo jazdy w deszczu i pod wiatr, jazda długich dystansów o tej porze roku wymaga też dłuższej jazdy nocą. Mocno dostałem w kość przez nietypowe kontuzje spowodowane przez buty z cholewką i wcierające się w kolano spodnie, które męczyły mnie cały wyjazd. Ale kraje nadbałtyckie to bardzo przyjemne tereny na rower, a trasę zaprojektowałem bardzo sensownie, tak by omijać ruchliwe drogi. Przede wszystkim jest tu pusto, gęstość zaludnienia o niebo niższa niż w Polsce, co przekłada się na bardzo liczne widoki szerokich przestrzeni zamiast niekończących się brzydkich wiosek oraz wiele mniejszy ruch. Można powiedzieć, że Pribałtyka to taka namiastka Skandynawii. Ale w przeciwieństwie do Szwecji czy Norwegii - tutaj nie ma żadnych kłopotów z zaopatrzeniem, sklepy są czynne jeszcze dłużej niż w Polsce, także w niedzielę, wiele dużych marketów do 20 a nawet do 22.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 197.50 km AVS: 25.48 km/h ALT: 600 m MAX: 50.50 km/h Temp:9.0 'C
Niedziela, 25 października 2015Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Ryga - dzień 4

Dziś chciałem w końcu dojechać za dnia, a to przy dystansie pod 200km nie jest łatwym zadaniem; jednak wiatr wreszcie miał być korzystny. Ale nic z tego - gdy ruszam okazuje się że mam flaka z przodu. Szybka zmiana dętki i niedzielnym porankiem wjeżdżam do Kłajpedy. Miasto nie za ciekawe, raczej przemysłowe (to główny port Litwy), z zabudową współczesną. W mieście orientuję się, że mam kolejnego flaka, tym razem już się nieźle wkurzyłem. Oponę sprawdziłem bardzo dokładnie kilka razy - i nic nie znalazłem, niestety popełniłem błąd nie sprawdzając gdzie względem opony była dziura. Łatanie na raty, bo raz łatka puściła - jednym słowem straciłem kupę czasu, no i tym razem byłem już niemal pewien, że będę musiał zmieniać jeszcze raz. I tak się stało, ale dziurka była tak mała, że zeszło poważniej dopiero po 30km w Połądze. Tym razem już bardzo dokładnie sprawdziłem położenie dziury w dętce względem opony - i znalazłem mikroskopijnie wystający drucik, może na jakieś ćwierć milimetra. Takie gówienko - a ile może krwi napsuć! ;).

Sama Połąga to niebrzydki kurort, o tej porze roku wygląda myślę, że sporo lepiej niż w środku lata, rzekłbym nieco nostalgicznie. Zjechałem tu kawałek w bok, nad sam Bałtyk. Przez pasmo wydm nadmorskich są tu zrobione fajne drewniane ścieżki, sporo to lepiej wygląda niż nad naszym morzem. Morze wzburzone - bo i po wczorajszej dobrej pogodzie nic nie zostało. Tyle dobrego, że dziś wreszcie jadę z wiatrem, dzięki czemu szybko docieram na łotewską granicę. Droga do Lipawy jest w remoncie, są wahadła na odcinku dobrych 20km. Niestety pogoda psuje się coraz bardziej i wkrótce zaczyna porządnie lać, pada ze 30km do Lipawy i kawałek za miastem, dobrze że jest w miarę ciepło 9-10 stopni, bo przy 3-4'C byłoby już bardzo słabo. Sama Lipawa niebrzydka, również duży port bałtycki jak Kłajpeda, ale sporo bardziej przypadła mi do gustu, niestety ze względu na lejący deszcz zwiedzanie ograniczyłem do przejazdu przez centrum, zamiast jazdy krótszą i sporo szybszą obwodnicą.

Za Lipawą skręcam na wschód - i dopiero teraz poczułem siłę wiatru, 35km/h na prostej z bagażem osiągało się bez większego wysiłku. Główną drogę opuszczam po kilkunastu km, skręcając na boczną na Aizpute. Deszcz przestał padać, na zachodzie nawet przed zachodem słońca pojawiły się przejaśnienia, co ekstra wyglądało. Tereny bardzo fajne do jazdy - przede wszystkim niewielka gęstość zaludnienia, rozległe zielone łąki. Niestety szybko zapadł zmrok, zdecydowałem się więc skrócić dzisiejszy dzień o 25km i nadrobić to jutro, gdy zapowiadano lepszą pogodę, bo dziś byłem już przemoczony i wystarczająco przeczesany. Nocuję na łące, pod belą skoszonego siana, w nocy się zupełnie rozjaśniło i wyszedł księżyc blisko pełni.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 171.00 km AVS: 25.21 km/h ALT: 371 m MAX: 39.90 km/h Temp:9.0 'C
Sobota, 24 października 2015Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Ryga - dzień 3

Od rana silne mgły, chwilami widać na 50m, ale to wróży niezłą pogodę na drugą część dnia. Pod Jurborkiem przekraczam Niemen, mgła jest taka, że z mostu ledwie widać tę wielką rzekę. Do Taurogów przyjemny leśny odcinek, nietypowo bez szeroko wyciętych drzew, co jest znakiem firmowym posowieckich terenów - większość dróg w lasach jest tak wykonanych, że las wycina się na szerokość ze 2-3 razy większą niż sama droga, co wygląda słabiutko. Dalej wieje z zachodu, więc praktycznie cały dzisiejszy dzień jadę pod wiatr, na szczęście jest sporo słabszy niż wczoraj. Mgły opadają dopiero po ponad 80km w Taurogach - odtąd mam piękne słońce. Ale październikowy dzień króciutki, już po 18 (17 polskiego czasu) robi się ciemno, końcowe 30km jadę po zmierzchu, nocuję w lesie, parę kilometrów przed Kłajpedą.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 189.60 km AVS: 23.60 km/h ALT: 457 m MAX: 46.00 km/h Temp:10.0 'C
Piątek, 23 października 2015Kategoria >100km, Canyon, Wypad
Ryga - dzień 2

Kolejnego dnia ruszamy o świcie, Gabriel postanowił mnie odprowadzić aż do Mariampola, więc większość dzisiejszego dnia pojedziemy razem. Warunki niestety mizerne - podobnie jak wczoraj mokre szosy, co chwile przechodzą przelotne deszcze, do tego mocny wiatr z zachodu. Po wczorajszej trasie boli mnie też mocno kostka - po iluś próbach przestawienia pozycji w rowerze w końcu orientuję się, że kontuzję wywołały zimowe buty SPD, których wysoka cholewka wrzyna się w nogę. Niestety zimowe buty to porażka, wiele cieplejsze od letnich nie są, a wygoda dużo mniejsza, na dużym deszczu też przed mokrymi stopami nie zabezpieczą. Jedziemy wariantem przez Gruszki, puściutkie drogi, za Nowym Dworem ładne zielone łąki, dalej Puszcza Augustowska. Polskę opuszczamy przez Ogrodniki, przed granicą jemy jeszcze obiad w barze.

Na Litwie jest już trudniej - odbijamy bardziej na zachód, a wieje bardzo mocno, wg prognoz 8-10m/s, co rusz łapią nas też deszcze. Ale do Mariampola docieramy w dobrej formie, tutaj żegnam się z Gabrielem - dzięki za gościnę i wspólną jazdę; Gavek miał jeszcze kawał drogi powrotnej - przez Suwałki i Augustów do Nowego Dworu. Ja miałem już sporo mniej, ale za to odcinek zaraz za Mariampolem czołowo pod wiatr. Kawałek dalej łapie mnie zmrok, po zakupach w Pilwiszkach przejeżdżam jeszcze kilkanaście km i rozbijam się na noc pod lasem.

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 184.10 km AVS: 23.60 km/h ALT: 650 m MAX: 46.20 km/h Temp:10.0 'C
Czwartek, 22 października 2015Kategoria >100km, >200km, >300km, Canyon, Wypad
Ryga - dzień 1

Koniec października to już nie bardzo termin na wielodniowe wyjazdy, ale jako że miałem parę dni wolnego - postanowiłem wyruszyć do Rygi; do trasy w tym kierunku zachęcił mnie Gavek, który w tym okresie wybierał się do swojego domku w Nowym Dworze.

Trasę do Nowego Dworu zdecydowałem się przejechać w jeden dzień, a jako, że wybrałem ciekawszą opcję wzdłuż wschodniej granicy - czekała mnie długa 350km trasa i to z pełnym bagażem wyprawowym. Ruszam już o 2 w nocy, jezdnie są mokre, ale nie pada, za to mam sprzyjający wiatr. Niestety już po 30km, za Sulejówkiem zaczyna lać i pada koło 3h, aż do świtu, a jest ledwie 4-5 stopni, więc jedzie się mizernie. Do tego zaczynają się kontuzje, w tym nietypowa kontuzja kolana, wynikająca nie z samej jazdy, a z obcierania długich spodni o kolano, która mnie będzie męczyć cały wyjazd. Jednym słowem jedzie się bardzo marnie, a wielka ilość kilometrów pozostałych do Nowego Dworu nie podnosi morale. Za Sokołowem byłem już bardzo bliski wycofania się, sprawdziłem nawet pociągi z Siedlec i Siemiatycz - i postanowiłem pociągnąć jeszcze do Siemiatycz lub Hajnówki. W międzyczasie jednak trochę odżyłem, w Hajnówce gotuję obiad i ruszam na ostatnie 150km. Ściana wschodnia to bardzo przyjemne tereny do jazdy - mały ruch, w tym rejonie niezłe drogi, sporo lasów. Przed Kruszynianami zaliczam ok. 5km szutru, ale dzięki temu nie trzeba jechać przez Białystok lub Supraśl. W Krynkach łapie mnie zmrok, końcówka to boczne drogi pod samą białoruską granicą, niemal całość z nowiutkim asfaltem, więc jedzie się elegancko. Z Gabrielem spotykam się w Kuźnicy i po zakupach ruszamy do jego domku.

A tam cieplutko i to w starym, dobrym stylu - domek jest ogrzewany za pomocą pieca kaflowego, który nie tylko ogrzewa, ale pozwala również na wygodne wysuszenie zamoczonych w czasie deszczu ciuchów, po wielu kilometrach na zimnie bardzo przyjemnie posiedzieć trochę w cieple ;))

Zdjęcia z wyjazdu


Dane wycieczki: DST: 355.70 km AVS: 25.87 km/h ALT: 1422 m MAX: 50.50 km/h Temp:5.0 'C
Wtorek, 20 października 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.00 km AVS: 23.08 km/h ALT: 35 m MAX: 36.70 km/h Temp:10.0 'C
Poniedziałek, 19 października 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 23.23 km/h ALT: 35 m MAX: 34.60 km/h Temp:9.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl