wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 302151.84 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.28%)
  • Czas na rowerze: 550d 16h 43m
  • Prędkość średnia: 22.74 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2012

Dystans całkowity:1290.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:56:57
Średnia prędkość:22.65 km/h
Maksymalna prędkość:69.10 km/h
Suma podjazdów:5363 m
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:56.09 km i 2h 28m
Więcej statystyk
Środa, 31 października 2012Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Wieczorna pętla nad Wisłą
Dane wycieczki: DST: 71.20 km AVS: 27.56 km/h ALT: 170 m MAX: 51.80 km/h Temp:5.0 'C
Piątek, 26 października 2012Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 22.39 km/h ALT: 46 m MAX: 38.70 km/h Temp:7.0 'C
Czwartek, 25 października 2012Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 22.95 km/h ALT: 56 m MAX: 40.90 km/h Temp:9.0 'C
Środa, 24 października 2012Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 22.39 km/h ALT: 45 m MAX: 35.50 km/h Temp:8.0 'C
Wtorek, 23 października 2012Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 21.86 km/h ALT: 42 m MAX: 33.90 km/h Temp:11.0 'C
Niedziela, 21 października 2012Kategoria >100km, Góral, Wypad
Redzikowo – Czarna Dąbrówka – Sierakowice – Kartuzy – Żukowo – Gdańsk

Mimo sporego zmęczenia wyścigiem postanowiłem wrócić z Harpagana rowerem do Gdańska, choć już bez terenowych akcentów. Trasa niebrzydka, długo utrzymywała się mgła, a wraz z nią temperatura koło 11-12’C, ale po jakiejś 11 pięknie się przejaśniło i już niemal do samego Gdańska było ładnie. A krajobrazy po drodze niebrzydkie, sporo charakterystycznych dla Kaszub górek, szczególnie w drugiej części trasy. To jest właśnie takie spory bonus wynikający ze startów w Harpaganie – że przy okazji można sobie zwiedzić sporo nieznanych rejonów, a ja akurat Pomorze znam słabiutko, więc takie wyjazdy mają też wyraźnie turystyczny aspekt. Na zjazdach już w Gdańsku łapię jeszcze gumę, ale do odjazdu pociągu miałem spory zapas czasu, więc obeszło się bez nerwów.

Wracałem TLK, tym razem jazda z obowiązkową miejscówką się przydała, bo pociąg był mocno napchany, gdy jeszcze okazało się że mam miejsce w najlepszym z wagonów do przewozu rowerów (tym bezprzedziałowym znanym z ekspresów) i to przy samym rowerze – wiedziałem że to za piękne by mogło długo potrwać :) Swoją karę trzeba było zapłacić, pociąg po drodze miał awarię hamulców, te w naszym wagonie hamowały resztę składu, kolejarze długo nad tym się biedzili, w końcu okazało się że niewłaściwie ustawili jakąś wajchę od tych hamulców w wagonie – czysty profesjonalizm ;))

Zdjęcia z wyjazdu



Zaliczone gminy - 2 (Sierakowice, Chmielno)
Dane wycieczki: DST: 126.60 km AVS: 21.95 km/h ALT: 672 m MAX: 44.40 km/h Temp:16.0 'C
Sobota, 20 października 2012Kategoria >100km, >200km, Góral, Wypad
Harpagan 44

O dziwo udało mi się nawet całkiem nieźle wyspać, koło 5h, rano solidne śniadanie, pakowanie rzeczy na wyścig, odbieranie roweru – i na starcie jestem ze sporym zapasem czasowym, jest czas na chwilę rozmowy z Remigiuszem. Październikowy termin Harpagana – oznacza konieczność nocnej jazdy, niewiele, ale jednak. Start jest o 6.30, jak wiele osób decyduję się na wariant trasy z grubsza zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Na początku na asfalcie ruszyłem za bardzo mocnymi Danielem Śmieją i Pawłem Brudło, którzy na asfalcie od razu wrzucili tempo koło 35km/h, ale już w Mianowicach skręcamy w teren. Pierwszy punkt wydawał się z pozoru łatwy, ale straciliśmy na niego kupę czasu, do tego w rejonie punktu było spora błota, przez pedały SPD zaliczyłem tu aż trzy gleby. Większa grupka w czasie szukania punktu zupełnie się rozbiła, dalej postanawiam więc jechać sam, tempo mam wtedy co prawda zauważalnie wolniejsze, ale za to zyskuje się na nawigacji, bo jazda na czyimś kole z dużym wysiłkiem średnio służy precyzyjniejszej nawigacji, na czym innym skupia się uwagę.

Z 1 ruszam na 11, jest trochę asfaltu, następnie już szuter, sam punkt raczej dość prosty. Stąd przerzucam się w stronę 7, jest tutaj piękny kawałek skrajem lasu, opadająca mgła oświetlana promieniami wschodzącego słońca zapewnia kapitalne widoki, dla takich wrażeń warto się zrywać koło 5 rano ;) Sam punkt udało się znaleźć bez kłopotów, nad brzegiem jeziora. Dalej przejazd terenem do Rębowa, jako że za Rębowem droga rzekomo asfaltowa okazuje się szutrem wybieram krótszy wariant przez Malczkowo, tam było dużo chamskiej kostki, tutaj bardzo przydaje się rower z pełnym zawieszeniem, bo trzęsie niewąsko, inni jadą raczej bokami, ja mogę i samym środkiem. Za Malczkowem pojechałem wariantem zachodnim, dobrze na tym wyszedłem, bo droga była trochę lepsza niż na wschodzie i na punkt dotarłem szybciej niż osoby jadące z tamtej strony (rozdzieliliśmy się na rozjeździe).

Z punktu wracam do asfaltu tą samą drogą i jadę w kierunku „trójki”, tutaj się trochę głupio załatwiłem, za późno skręciłem i trochę pokołowałem po lesie, a punkt był dość prosty. Z 3 na 17 droga niełatwa, właściwie cały czas terenem, w lesie pełnym przecinek trochę pobłądziłem, musiałem się fragment przebijać przez gęsty las prowadząc rower, ale nagrodą za to błądzenie było spotkanie ze wspaniałym jeleniem z dużym porożem, który wyskoczył z lasu jakieś 10m przede mną, niestety uciekł tak szybko że nie zdążyłem wyjąć aparatu. W Święchowie wjeżdżam wreszcie na większą drogę, w stronę punktu jadę dłuższym, ale pewniejszym wariantem przez Gogolewko, za PGR-em dość piaszczysty podjazd w lesie, po czym zjazd na sam punkt na którym spotykam Remigiusza, a chwilę później nadjeżdża też Turysta.

Z punktu wyjeżdżam razem z Remigiuszem, on 6 postanawia odpuścić, ale podsunął mi myśl, żeby na ten punkt pojechać drogą przez Nożyno – dłuższa, ale więcej asfaltu, też niebrzydka, fajny kawałek przed samym Nożynem. Kolejny punkt znajduje się przy „wigwamie” nad jeziorem, nad które doprowadza szybki terenowy zjazd. Tutaj postanowiłem zrobić skrót terenem do asfaltu wzdłuż jeziora, wiele nie błądziłem, ale teren nie taki prosty, więc nie wiem czy to się w sumie opłaciło. Stąd szybki przerzut do Krosnowa, dojazd terenem w stronę Sowiej Góry – i tu już zaczęły się spore problemy, jestem niemal pewien że mapa w tym rejonie źle pokazywała drogi, bo byłem przekonany że skręciłem we właściwym miejscu, a droga skończyła się pod stromą ścianą. Zaczęło się więc spore kołowanie po całym, dość sporym masywie tej górki, sporo pchałem rower i przedzierałem się przez niezłe chaszcze, urozmaicając sobie poszukiwania klnięciem na autora owej mapy ;)) Sporo tu czasu straciłem, niemniej w końcu na punkt trafiłem, na tym właściwym szczycie spotykam Remigiusza kulturalnie zajadającego kolejną kanapeczkę :))

Ja jeszcze ciągle się łudziłem że jest szansa na zaliczenie wszystkich punktów, więc leciałem cały czas z wywieszonym językiem, z Sowiej Góry szybko do asfaltu, następnie do Borzytuchomia, tutaj męczący kawałek co prawda po asfalcie, ale pod wiatr i sporo pod górę. Punkt miał być pod pomnikiem przyrody, również sporo tu czasu poleciało, bo punkt był ciężki, znowu w lesie była kupa przecinek, jak się od razu dobrze nie wjechało, lub nie wjechało na osoby co jechały z punktu – to były spore problemy, bo mapa wiele tu nie pomagała. Po sporym kołowaniu punkt znajduję i już szybko, w dół i z wiatrem wracam do Borzytuchomia, za miasteczkiem pod górę i nieoczekiwanie asfalt zamiast szutru który był na mapie, ten się pojawił dopiero pod koniec dróżki przed punktem, który był całkiem nieźle ukryty, nie przy drodze tylko kawałek przy niej, na szczęście ludzie z punktu krzyknęli na mnie i uniknąłem nadmiernego kołowania. Wyjeżdżając z punktu spotykam jeszcze Turystę z kolegą i dalej kontynuuję jazdę na punkt nr 2, większość terenem – ale drogi przyzwoite, sam punkt banalny.

Stąd czeka mnie dłuższy przerzut asfaltem w stronę 16, niestety sporo pod wiatr, choć trochę chroni przed nim las. W końcówce spore podjazdy, sam dojazd do punktu ciekawy, jest spory kawałek chamskiej kostki, na dojeździe do punktu znowu spotykam Turystę, który dał mi krótkie wskazówki dojazdu na sam punkt (dość prosty), a z kolei na samym punkcie jest Remigiusz, który nieźle się załatwił docierając na punkt od drugiej, znacznie bardziej terenowej strony, bo było tam duże błoto koło fabryki torfu ;)) Z 16 jadę na 8, droga nadspodziewanie dobra, punkt dość prosty koło leśniczówki, chociaż ewidentnie źle zaznaczony na mapie, był przy samej leśniczówce, która jest daleko od centrum czerwonego kółeczka. Stąd droga kamiennymi płytami prowadziła na północ, więc pojechałem nią zamiast przebijać się terenem, myślę że się to opłaciło bo szybko dotarłem do asfaltu i pojechałem do Bąkowa. Tam przejechałem za mostek mijając zagrodzoną drogę, ale gdy nie było kolejnej zauważyłem rowerzystów zjeżdżających z punktu właśnie ową zagrodzoną drogę, więc pojechałem tam, bez problemów trafiając na punkt 18. Stąd sporo terenu (przyzwoite drogi) do Gumieńca w okolice punktu nr 10. I tu zaczęła się zabawa na której w efekcie poległem. Wg mapy na punkt docierała tylko droga od północy, wyjechałem więc na zachód (kawałek „za mapę”), wróciłem na drogę, zgodnie z mapą podjechałem pod górę i skręciłem w przecinkę. Punktu nie znalazłem, zacząłem więc objeżdżać wszystkie przecinki w rejonie, parę razy przebijałem się przez gęsty las, kilka razy spotykałem innych rowerzystów równie zagubionych i wkurzonych co ja. Straciłem tu kupę czasu, bo szkoda mi było tego wysiłku włożonego w znalezienie punktu. W końcu mocno wkurzony ruszam dalej, a tu guma! Klnąc na czym świat stoi zmieniam dętkę, pompuję koło i szybko ruszam dalej. A tu jak na złość dość trudne drogi do Zelkówka, ale najbardziej wkurzyłem się koło Skarszowa, gdy okazało się że zamiast asfaltu zaznaczonego na mapie czekało mnie parę kilometrów chamskiej kostki, a następnie płyt, tutaj zdałem sobie sprawę że już na czas nie zdążę, odpuściłem więc zupełnie i spokojnym tempem jechałem dalej, kończąc trasę już ciemną nocą, to czy zajmę 50 czy 200 miejsce nie miało już znaczenia.


Jednym słowem – klęska, cały wielki wysiłek włożony w walkę na trasie poszedł w diabły, aż 210km praktycznie bez odpoczynku (stawałem tylko w sprawach nawigacyjnych). Cały ten kawałek od punktu 10 na metę jechałem mocno wkurzony, a gdybym w momencie gdy złapałem gumę miał pod ręką autora trasy to chyba bym go trwale uszkodził ;)) Po przyjeździe na metę myślałem „nigdy więcej”, ale gdy trochę ochłonąłem przyszedł czas na bardziej trzeźwą ocenę – niewątpliwie błędem było za dużo czasu straconego na 10, trzeba było go po prostu odpuścić, zdecydowanie za długo tam siedziałem, źle oszacowałem czas potrzebny na dojazd do mety. Do tego momentu jechałem bardzo przyzwoicie, mimo że niemal całą trasę samotnie, z dość celną nawigacją, gdyby nie ta wpadka na 10 wyciągnąłbym pewnie koło 50 punktów dających przyzwoite miejsce; ale gdyby babcia miała wąsy... Brutalne fakty są takie, że na tym punkcie poległem z kretesem, cały wcześniejszy dobry przejazd został zmarnowany. Nadal mam bardzo mieszane odczucia wobec takich imprez, z jednej strony to bardzo fajna zabawa, ale z drugiej te mapy nawet do podtarcia się nie nadają (bo za twarde;)). Po powrocie sprawdziłem trasę na GPMapie, która przecież nie należy do produktów porównywalnych dokładnością z takimi mapami topograficznymi – ale jednak tam asfalty były zaznaczone poprawnie, a na tej mapie była masa wpadek, co gdy człowiek śpieszy się na metę ma kluczowe znaczenie, gdy jak w moim przypadku asfalt z mapy okazuje się dziurawą kostką, gdzie da się jechać 12-14km/h. A przy tym trzeba zauważyć, że owa mapa topo – jest mapą bardzo nową, bo była na niej już wybudowana niedawno obwodnica Słupska, której na GPMapie z 2009 jeszcze nie ma – więc nie jest to kwestia czasu jej wydania, tylko żałosnej precyzji wykonania. Druga kwestia – jedną sprawą jest zaplanowanie bardzo trudnej trasy (zwycięzca był na tylko 17 punktach, mimo świetnej pogody), natomiast druga to ewidentne partactwo autora trasy (Bartłomieja Bobera) w zaznaczeniu niektórych punktów na mapie. Punkt nr 8 był po prostu źle zaznaczony, to samo było z 19 na którym nie byłem, ale który był na szczycie góry, co z mapy, ani z opisu za nic nie wynikało, bo góra była na mapie wyraźnie nie w centrum kółeczka. Można zrozumieć jeszcze że mapa jest niedokładna i trzeba kombinować na własną rękę, ale niedopuszczalna jest sytuacja, gdzie punkty się na niej źle zaznacza i później osoby które wierzą w stan z mapy tracą przez złe oznaczenie czas i nerwy.


A inna sprawa – to widzę już wyraźnie, żeby myśleć o zdobyciu tytułu Harpagana trzeba jechać sporo szybciej, średnie koło 20km/h nawet przy doskonałej nawigacji i bez większych wpadek na punktach nie wystarczą, realnie oceniając trzeba jechać przynajmniej koło 22-23km/h, tak by być w stanie w limicie 12h przejechać koło 230km (z czego ok. połowa w terenie), a to raczej poza moim zasięgiem; a i to jest realne jedynie przy w miarę łatwej trasie; bo przy trudnej nawet najlepsi w te klocki nie zbliżają się do tytułu Harpagana, z trzech wersji tras Harpaganowych – na rowerowej jest zdecydowanie najtrudniej o zaliczenie wszystkich punktów.

Zdjęcia z wyjazdu (z samego Harpagana niestety nie za wiele)



Zaliczone gminy - 6 (Damnica, Potęgowo, Borzytuchom, Kołczygłowy, Trzebielino, Kobylnica)
Dane wycieczki: DST: 210.80 km AVS: 19.19 km/h ALT: 1499 m MAX: 42.00 km/h Temp:18.0 'C
Piątek, 19 października 2012Kategoria >100km, Góral, Wypad
Charzykowy – Swornegacie – Laska – Dzierzążnik – Bytów – Słupsk – Redzikowo

Rano jeszcze chłodno, ale już widać, że będzie kolejny dzień dobrej pogody, temperatura szybko rośnie. Pierwszy odcinek to przejazd nad wielkim jeziorem Charzykowskim, droga prowadzi w większości lasem. Ruch na niej żaden, ale mimo tego budują tu jakąś ścieżkę - kuriozum, tuż przy drodze długości aż ok. 10km, oczywiście z fatalnego bruku. Od dłuższego czasu są ostrzeżenia o remoncie mostu w Małych Swornegaciach, zaryzykowałem jazdę i opłaciło się, most dla samochodów był zerwany, ale była kładka wykorzystywana przez robotników. Za mostem wjeżdżam w teren – i zaczyna się najciekawszy kawałek dzisiejszej trasy – długa jazda głębokimi lasami, sporo małych jeziorek, meandrująca Brda (w tym rejonie są poprowadzone na niej szlaki kajakowe). Trasa trochę dała mi w kość, były piaski, było trochę górek, też i odcinki bruku. Trafiłem również i na krótką przeprawę przez bagienko, w tym rejonie wcale nie jest tak sucho jak np. w Kampinosie. Na asfalt wracam dopiero kawałek przed Bytowem, w samym Bytowie robię zakupy i większy postój.

Dalej jadę już asfaltem, odcinek do Słupska całkiem ciekawy, trochę górek, ładne krajobrazy, mały ruch, świetna pogoda, więc jechało się przyjemnie. W samym Słupsku krótka pętelka po centrum i kawałek do Redzikowa, gdzie jest położona baza Harpagana. Trochę za dużo dziś przejechałem jak na dzień przed wyścigiem, do tego niemało w bardziej wysysającym siły terenie – ale z pewnością było warto, bo tereny między Chojnicami a Bytowem – bardzo ciekawe, ciekawsze nawet od tych przez które prowadził sam Harpagan, a nigdy jeszcze tu nie byłem.

W bazie parę spotkań ze znajomymi osobami, pogadałem m.in. z Flashem, który postanowił nieoficjalnie wystartować razem z trasą pieszą - był chyba jedynym w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawem, w odwodzie miał tylko rekawki ;))

Zdjęcia z wyjazdu



Zaliczone gminy - 7 (Lipnica, Studzienice, BYTÓW - miasto powiatowe, Czarna Dąbrówka, Dębnica Kaszubska, Słupsk - wieś, SŁUPSK - miasto powiatowe + powiat grodzki)
Dane wycieczki: DST: 126.10 km AVS: 20.39 km/h ALT: 760 m MAX: 45.70 km/h Temp:18.0 'C
Czwartek, 18 października 2012Kategoria Góral, Wypad
Bydgoszcz- Koronowo – Gostycyn – Kęsowo – Chojnice – Charzykowy

Pierwsza część dnia to autokarowa podróż z Warszawy do Bydgoszczy, na miejscu jestem o 14 – i nie tracąc czasu od razu ruszam na trasę, bo październikowy dzień już krótki. Pierwszy odcinek to jazda dość ruchliwą krajówką, niemniej wiatr w plecy i piękna jak na tę porę roku pogoda powodują, że jedzie się z przyjemnością. Kawałek za Koronowem opuszczam główniejszą szosą i w stronę Chojnic jadę najpierw drogą wojewódzką, następnie już zupełnie bocznymi dróżkami, a pod sam koniec jest nawet i parę kilometrów piaszczystego szuterku. Im dalej na północ tym ciekawsze tereny, wszędzie kolorowo, bo jesienne barwy są na wszystkich drzewach. Do Chojnic docieram już po zachodzie słońca, w sumie chciałem dziś przejechać więcej, żeby jutro mieć bardziej ulgowy dzień – ale uznałem, że nocna jazda ciekawymi terenami w jakie właśnie wjeżdżałem nie ma sensu, najwyżej jutro trochę bardziej zmęczę się przed Harpaganem ;)) Robię więc w Chojnicach zakupy, wyjeżdżam kawałek za miasto i rozkładam się na nocleg w lesie pod Charzykowami.

Zdjęcia z wyjazdu



Zaliczone gminy - 5 (Gostycyn, Kęsowo, Chojnice - wieś, CHOJNICE - miasto powiatowe, Człuchów - wieś)
Dane wycieczki: DST: 93.80 km AVS: 23.35 km/h ALT: 482 m MAX: 45.80 km/h Temp:18.0 'C
Środa, 17 października 2012Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 23.54 km/h ALT: 38 m MAX: 38.00 km/h Temp:17.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl