wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Niedziela, 25 października 2009Kategoria >100km, Rower szosowy, Wypad
II dzień - Olkusz - Trzebinia - Zator - Andrychów - Beskid Targanicki (571m) - Porąbka - Chrobacza Łąka (828m) - Międzybrodzie Żywieckie - Żar (751m) - Łodygowice - Magurka Wilkowicka (908m) - Żywiec - Rajcza

Mimo zmiany czasu na trasę ruszam dopiero koło 7, niepotrzebnie wczoraj na ten boks czekałem. Pogoda taka sobie, dalej chłodno (7-8'C), szosa z początku jeszcze trochę mokra po wczorajszych opadach, ale za Trzebinią jest już sucho. Do Trzebini niebrzydki kawałek po wzgórzach, sporo lasów, samo miasto także całkiem-całkiem, kolejny raz przekonuję, że ten Śląsk wcale tak źle jak w stereotypach wielu ludzi z innych regionów (tylko kominy, kopalnie i smog) nie wygląda, generalnie miasta są tu ładniejsze niż w mazowieckim czy łodzkim. Za Trzebinią dalej górki, dopiero za Babicami zaczyna się wypłaszczać - widomy znak, że zbliża się Wisła. Przed mostem wyprzedza mnie dwójka rowerzystów, później na górkach przed Andrychowem ja ich mijam, aż wreszcie jedziemy w trójkę do samego Andrychowa. Droga za Zatorem nadspodziewanie płaska, jest kilka małych górek i bardzo łagodny podjazd do miasta (w sumie na ponad 300m). Oni wybierali się na przełęcz Kocierską, więc jeszcze kawałek pojechaliśmy wspólnie, po czym odbijam na Beskid Targanicki, który w kwietniu tego roku zaliczałem z drugiej strony. Okazuje się, że z tej strony jest jeszcze cięższy, maks dochodzi aż do 19% (wtedy przeleciałem zjazd tak szybko że licznik nie zdążył zareagować), na szczycie można już wypluwać płuca :)). Po krótkim odzipnięciu zjeżdżam do Porąbki, trzeba uważać, bo jest mokro i dużo dziur. W Porąbce zakupy i odpoczynek przed sklepem, następnie ruszam w stronę Jeziora Międzybrodzkiego, wjeżdżając na tamę je tworzącą.

Wreszcie zaczyna się robić dobra pogoda, temperatura dochodzi do 12-13'C, wychodzi słońce, decyduję się więc na jazdę w krótkich spodenkach, tym bardziej że zaraz mnie czeka największe wyzwanie wyjazdu, czyli słynna Chrobacza Łąka - polski podjazd nr2. Już na starcie ostra ściana, a później nie jest lżej :). Podjazd prawdziwie rzeźnicki, są ściany po 15-17%, bardzo odczuwam brak przełożeń, na 39-27 da się sensownie jechać do mniej-więcej 12%, później zaczyna się przepychanie. O ile na takich górach jak Beskid Targanicki - bardzo ostrych, ale krótkich nie jest to jeszcze wielkim problemem - to na takich rzeźniach jak Chrobacza to już potwornie ciężkie, strasznie obciąża nogi. Dałem radę dociągnąć do wysokości ok. 630m, ale tam kończy się dobry asfalt, a zaczyna się asfaltowo-szutrowy szlak, coś co bardzo dawno temu było asfaltem, do tego ten kawałek jest w lesie, co oznacza że jest tam bardzo mokro i ślisko; a jakby tego było mało - to dochodzi nachylenie 17% :)). Musiałem odsapnąć parę minut zanim ruszyłem dalej, cała dalsza jazda to ciężka katorga, do szczytu musiałem jeszcze stawać ze 2-3 razy, bardzo brakuje tej trzeciej tarczy z przodu. Sama końcówka na ok. 800m to już jazda po prostu po śliskich kamieniach, do tego dużo mokrych liści, nachylenie po 18-19%, wjechałem tu z ogromnym trudem, wymagało to kilkunastu prób ruszania, to szlak dobry dla rowerów górskich, nie szosowych opon 23mm. Strzelam fotkę pod schroniskiem, wjeżdżam jeszcze kawałek wyżej do wielkiego krzyża (ładna panorama) i po fotkach sprowadzam rower do początku tego kamienistego szlaku (zjechać na szosówce byłoby ekstremalnie trudno). Generalnie rzecz biorąc - to Chrobacza jest podjazdem porównywalnym z przełęczą Karkonoską, tam nachylenia są może i cięższe, ale są i wypłaszczenia, do tego cały czas jest asfalt, tutaj nie brakuje szutru i kamieni, co znacznie utrudnia jazdę. Zjazd z pięknymi widokami, błyskawicznie wracam na poziom jeziora, kontynuuję jazdę wzdłuż jego brzegów, trasa widokowo piękna. W Międzybrodziu Żywieckim ponownie przejeżdżam na drugą stronę doliny, by zaatakować kolejny znany podjazd - czyli górę Żar. Profil podjazdu może nie imponuje, ale nie mówi też wszystkiego, jest tu dużo ścian po 10-12%, a później dłuższe odcinki wypłaszczeń, tak więc średnie nachylenie rzędu 6-7%. Inna sprawa, że dane ze strony Michała Książkiewicza przesadzone, 20% to tutaj na pewno nie było (góra 13%), tyle nie miałem nawet na Chrobaczej (tam maks wynosił 19%). Ale widokowo podjazd bardzo fajny, Żar widać doskonale już z daleka, niewiele odcinków leśnych co daje szeroką perspektywę. W końcówce bardzo ostry zjazd, kawałek wypłaszczenia i ostra końcowa ścianka do zbiornika wodnego elektrowni. Ze szczytu miałem wspaniały widok - nad jeziorem Międzybrodzkim może mgły, a u góry piękne słońce i fantastyczne pejzaże. Zjazd bardzo przyjemny, wreszcie można poszaleć (62,6km/h), bo ten z Chrobaczej (to samo Beskid) są za wąskie i za kręte na bezpieczną jazdę.

Za Międzybrodziem krótki podjazd do kolejnego jeziora zaporowego, tym razem dużo większego - Żywieckiego. Chciałem je ominąć ze strony zachodniej, tak by nie wjeżdżać do samego Żywca, od skrzyżowania bardzo nieprzyjemna kostka, ale gdy już miałem zawracać wrócił asfalt. Droga na jeziorem bardzo fajna, liczne pagóreczki, ładne widoki. Ale wjazd na główną drogę Bielsko - Żywiec już przyjemny nie był, ruch ogromny. Staję na posiłek w przydrożnym barze (dwie kiełbaski) po czym skręcam na Łodygowice, okazało się że trzeba jechać aż do Wilkowic (tam zaczyna się podjazd) a na drodze było sporo remontów. Bardzo się tego podjazdu obawiałem - dużo trudniejszy od Żaru, a w nogach miałem już prawie 130km ciężkiej górskiej trasy. No i jechało się rzeczywiście ciężko, podjazd bardzo trudny, wiele ścian po 15-16%, zmordowałem się strasznie, pół trasy pokonując w bardzo nienaturalnej pozycji z głową niemal na poziomie kierownicy, wychyloną daleko w przód, w ten sposób nieco łatwiej "pociągnąć" rower na tak cholernie ciężkim przełożeniu, na 39-27 musiałem chwilami jechać po 6-7km/h, stawałem po drodze dwa razy. Trasa niemal w całości w lesie, całkiem sporo śniegu przy drodze, na zachodnich, zacienionych stokach po zeszłotygodniowych opadach zostało go jeszcze trochę. Końcówka już nieco łagodniejsza, szosa doprowadza na niemal 900m, później trzeba jeszcze odbić w lewo na szutrowy szlak by dojechać do położonego na samym szczycie schroniska.

Parę fotek na szczycie - i szybko wracam do głównej szosy. Niestety zaczyna już zmierzchać, kawałek do Żywca jedzie się bardzo nieprzyjemnie, ruch w stronę Bielska bardzo duży, sznur samochodów (ludzie pewnie wracają z weekendu) - co rusz oślepiają mnie ich światła. Dopiero za Żywcem robi się przyjemniej, bo cały ruch idzie niedawno wybudowaną trasą szybkiego ruchu do Zwardonia (na razie dochodzi chyba tylko do Węgierskiej Górki). Odcinek do Milówki na szczęście płaski, tylko jedna trochę większa ścianka, do tego bardzo dobrze oświetlony w drugiej części. Z Milówki postanowiłem jeszcze dociągnąć do Rajczy, co okazało się dużym błędem, bo o ile w Milówce było sporo ogłoszeń o kwaterach, to w Rajczy była z tym niezła bryndza, dość powiedzieć, że nakołowałem się tam za miejscówką ponad godzinę, dojechałem nawet i do Rycerki. Ale w końcu udało mi się znaleźć pokój na kwaterze za jedyne 25zł, skoczyłem jeszcze na obiad na smaczną pizzę (dobre 5-6zł taniej niż w Warszawie).

Zdjęcia

Dane wycieczki: DST: 182.10 km AVS: 21.51 km/h ALT: 2910 m MAX: 62.60 km/h Temp:10.0 'C
Sobota, 24 października 2009Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wypad
I dzień - Warszawa - Mszczonów - Tomaszów Maz. - Piotrków Tryb. - Przedbórz - Koniecpol - Pilica - Olkusz

Z wypadem w Beskid Mały nosiłem się już dłuższy czas, to bardzo fajny rejon dla miłośników kolarstwa szosowego, bo na stosunkowo niewielkim obszarze grupuje kilka najcięższych polskich podjazdów. Ale to nie było pogody, to nie było wolnego w pracy, tak więc już mocno zdesperowany zdecydowałem się ruszyć bardzo późno - pod koniec października (w przeciwnym razie trzeba by tą trasę odłożyć do wiosny).

Z domu wyruszam o 5.30, jeszcze ciemno, pogoda marna - mokra szosa i masa wilgoci w powietrzu, mgły przechodzące w mżawki; ale za to nadspodziewanie ciepło, bo aż 8'C, a byłem nastawiony na jazdę koło 0'C. Szybko docieram do Janek, gdzie wjeżdżam na szosę katowicką, wybrałem ten wariant, bo dziś mam bardzo długi dystans do pokonania, a tędy jest najbliżej. Odcinek do Mszczonowa - marny, jest co prawda szosa dwujezdniowa i pobocze, ale bardzo kiepskiej jakości, z dużą ilością kolein, dziur, dużo długich zfrezowanych odcinków, masa brudu, całe ochraniacze i rower mam w błocie. Świta dopiero parę km przed Mszczonowem, za tym miastem asfalt jest już idealny do samego Piotrkowa, więc jedzie się całkiem szybko, szosa szybko schnie. Widokowo trasa niespecjalna, jadę bez postojów aż do Wolborza, gdzie opuszczam szosę katowicką i po niemal 120km dłużej odpoczywam. Ale po 3km w stronę Koła okazuje się, że dalsza droga jest szutrowa, z kałużami i błotem, więc postanawiam wrócić na szosę katowicką przez Polichno. Przez cały ten objazd straciłem ponad 10km, bo musiałem jechać aż do Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie skręcam na Radom, a kawałek dalej odbijam na południe na Przedbórz. Początek drogi 742 marniutki, już się przeraziłem że tak będzie do samego Przedborza, ale szybko droga wraca do normy. Tereny nadspodziewanie płaskie, górki minimalnie, spodziewałem się tu większych pagórków. W Przedborzu kupuję delicje i drożdżówkę i odpoczywam w parku, dalej jadę boczną drogą na Wielgomłyny, wg mapy miał tu być szutrowy kawałek - ale był asfalt, w przeciwieństwie do tej sytuacji pod Wolborzem, gdzie miał być asfalt a było błoto :). Do Koniecpola cały czas jadę bocznymi drogami, dopiero za tym miastem zaczynają się większe górki, Lelów to już poziom 300m. Niestety na drodze do tego miasteczka zaczyna padać, przebieram się w strój przeciwdeszczowy. Kawałek do Pilicy mocno już daje w kość, górki są cały czas, do tego robi się ciemno, deszcz przestaje padać po ponad 30km. Do Pilicy dojeżdżam już ciemną nocą, na ładnym rynku wcinam dwa pączki zakupione w cukierni. Ostatni kawałek do Olkusza nieźle mnie zmęczył, o ile wcześniej specjalnie wykończony nie byłem - to tutaj nogi czuję już zdrowo. Na kawałku do Złożeńca trafia się jakaś bardzo ostra ściana, chyba ze 12% (było ciemno, licznika już nie widziałem), w sumie trzeba się wpompować aż na 470m, na drodze do Olkusza jest jeszcze kilka takich ścianek, do tego sporo jedzie się w lesie gdzie jest ciemno jak w przysłowiowej d. Murzyna :). Z ulgą docieram więc do Olkusza, idę na obiad do McDonaldsa, po czym jadę na nocleg do schroniska młodzieżowego "Jura". Wieczorem jeszcze musiałem zmagać się ze snem - by obejrzeć walkę Gołoty, ale wydarzenie za wielkie to jednak nie było...

Zdjęcia

Dane wycieczki: DST: 294.60 km AVS: 25.00 km/h ALT: 1896 m MAX: 52.00 km/h Temp:8.0 'C
Piątek, 23 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.80 km AVS: 24.00 km/h ALT: 132 m MAX: 35.30 km/h Temp:7.0 'C
Czwartek, 22 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 24.17 km/h ALT: 63 m MAX: 38.20 km/h Temp:5.0 'C
Środa, 21 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy (lekkie zawirowania wysokościomierza :)
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 24.17 km/h ALT: 156 m MAX: 35.90 km/h Temp:5.0 'C
Wtorek, 20 października 2009Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Piaseczno - Tarczyn - Janki - Warszawa

Wypad do Tarczyna. Jechało się bardzo nieprzyjemnie - w jedną stronę wiatr nie pomagał, w drugą już wyraźnie przeszkadzał. Do tego zimno i mokro, trochę mżawki, cały czas mokra jezdnia, pod koniec byłem już nieźle zmęczony
Dane wycieczki: DST: 66.50 km AVS: 25.58 km/h ALT: 234 m MAX: 33.70 km/h Temp:5.0 'C
Poniedziałek, 19 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i do Powsina
Dane wycieczki: DST: 28.10 km AVS: 23.75 km/h ALT: 114 m MAX: 37.50 km/h Temp:5.0 'C
Sobota, 17 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 25.59 km/h ALT: 66 m MAX: 39.20 km/h Temp:5.0 'C
Piątek, 16 października 2009Kategoria >100km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Grójec - Warka - Góra Kalwaria - Warszawa

Pierwszy dłuższy wypad w warunkach już niemal zimowych. Na szczęście pogoda po paru dniach wichur i śnieżyc się uspokoiła, tyle że dalej jest dość zimno. Ruszyłem późno, bo dopiero ok. 15.30. Do Grójca pod lekki wiatr, temperatura 3-4'C, nawet zrobiło się naprawdę ładnie i wyszło na dłużej słońce. Przejeżdżam przez centrum Grójca i wjeżdżam na chwilę na szosę krakowską, ciągle trwają tu budowy, w miejscu skrętu na Warkę są krótkie objazdy. Kawałek dalej zaczyna zmierzchać, temperatura szybko spada, jest zaledwie 0'C. Kawałek do Warki przyjemny, mały ruch; za to za Warką rośnie znacznie - widać wielu kierowców w piątek wyjeżdża za Warszawę, co rusz z naprzeciwka suną całe korowody aut a ich światła przeszkadzają w jeździe. W Górze Kalwarii krótki postój - i jak zwykle w takich warunkach nieźle mnie wytrzęsło, dopóki się jedzie - to w 0'C spokojnie można wyrobić - ale odpoczynek na powietrzu to momentalne wychłodzenie. Odcinek do Warszawy już przyjemniejszy, większość drogi oświetlona, bo jest dużo miasteczek po drodze; do domu docieram po 20.
Dane wycieczki: DST: 116.30 km AVS: 26.33 km/h ALT: 456 m MAX: 38.70 km/h Temp:2.0 'C
Poniedziałek, 12 października 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i po mieście
Dane wycieczki: DST: 32.70 km AVS: 25.15 km/h ALT: 161 m MAX: 39.80 km/h Temp:12.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl