Do pracy i do bankomatu. Wieczorem przy powrocie z pracy jechałem po strasznej śnieżycy, nawet główne drogi w Warszawie były mocno zaśnieżone, było bardzo ślisko, trzeba było mocno ograniczyć prędkość.
Dane wycieczki:
DST: 17.60 km AVS: 19.20 km/h
ALT: 89 m MAX: 34.80 km/h
Temp:-6.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.40 km AVS: 22.74 km/h
ALT: 77 m MAX: 33.70 km/h
Temp:-8.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.70 km AVS: 22.05 km/h
ALT: 72 m MAX: 33.90 km/h
Temp:-8.0 'C
Warszawa - Konstancin - Słomczyn - Gassy - Okrzeszyn - Warszawa
Krótka trasa nadwiślańska. Znowu chwycił silny mróz (-9'C), ładnych parę kilometrów przejechałem nieodśnieżonymi drogami, sporo też pod wiatr nad podwarszawskich polach.
Kilka fotek
Krótka trasa nadwiślańska. Znowu chwycił silny mróz (-9'C), ładnych parę kilometrów przejechałem nieodśnieżonymi drogami, sporo też pod wiatr nad podwarszawskich polach.
Kilka fotek
Dane wycieczki:
DST: 43.90 km AVS: 21.95 km/h
ALT: 140 m MAX: 36.80 km/h
Temp:-9.0 'C
Warszawa - Góra Kalwaria - Glinki - Karczew - Otwock - Warszawa
Pierwsza trasa w 2010 roku!
Postanowiłem się wybrać na pętelkę nad Wisłą, krótszym wariantem przez Glinki. Śnieg padał prawie cały czas, na szczęście nie za mocno. Do Góry Kalwarii - elegancko z wiatrem, droga przyzwoita, za to po przejechaniu mostu na Wiśle musiałem kawałek znieść rower i przejechać wałem do Glinek - co okazało się nie lada wyzwaniem, bo droga była cała w śniegu, więcej jak 10km/h nie dało się jechać, co chwila obracało rowerem. Ale kawałeczek był króciutki, w samych Glinkach jest już lepsza droga, aczkolwiek już nie w takim stanie jak do Góry - kiepsko odśnieżona, masa błota pośniegowego, do tego pod wiatr. Dopiero przed Otwockiem Małym wraca czarna droga i tak już jest do końca, jechało się w miarę sprawnie, temperatury rzędu -5'C jeszcze tak jazdy jak duże mrozy poniżej -10'C nie utrudniają. Końcówka Trasą Siekierkowską, ponownie z wiatrem.
Pierwsza trasa w 2010 roku!
Postanowiłem się wybrać na pętelkę nad Wisłą, krótszym wariantem przez Glinki. Śnieg padał prawie cały czas, na szczęście nie za mocno. Do Góry Kalwarii - elegancko z wiatrem, droga przyzwoita, za to po przejechaniu mostu na Wiśle musiałem kawałek znieść rower i przejechać wałem do Glinek - co okazało się nie lada wyzwaniem, bo droga była cała w śniegu, więcej jak 10km/h nie dało się jechać, co chwila obracało rowerem. Ale kawałeczek był króciutki, w samych Glinkach jest już lepsza droga, aczkolwiek już nie w takim stanie jak do Góry - kiepsko odśnieżona, masa błota pośniegowego, do tego pod wiatr. Dopiero przed Otwockiem Małym wraca czarna droga i tak już jest do końca, jechało się w miarę sprawnie, temperatury rzędu -5'C jeszcze tak jazdy jak duże mrozy poniżej -10'C nie utrudniają. Końcówka Trasą Siekierkowską, ponownie z wiatrem.
Dane wycieczki:
DST: 73.10 km AVS: 23.08 km/h
ALT: 239 m MAX: 37.40 km/h
Temp:-3.0 'C
Warszawa - Góra Kalwaria - Warka - Grójec - Piaseczno - Warszawa
Ostatnia trasa w 2009 roku. Przez większość trasy padał śnieg (aczkolwiek nie za mocny), od Góry Kalwarii jechałem już nocą. Do Warki warunki na szosie porządne, a odcinku do Grójca było już trochę śniegu, parę razy mnie obracało. Ale i odśnieżanie stało na wysokim poziomie - mijało mnie w sumie kilka pługów, czego na takiej drodze się nie spodziewałem, szczególnie w sylwestra. Przed Grójcem i większość powrotu już pod wiatr, jeszcze pod Piasecznem siadła mi przednia lampka, zapomniałem podładować baterie, na szczęście nawet wyładowana świeci światłem pozycyjnym, więc przynajmniej jestem widoczny. Od wjazdu do powiatu piaseczyńskiego droga już elegancka, odśnieżona w całości.
Ostatnia trasa w 2009 roku. Przez większość trasy padał śnieg (aczkolwiek nie za mocny), od Góry Kalwarii jechałem już nocą. Do Warki warunki na szosie porządne, a odcinku do Grójca było już trochę śniegu, parę razy mnie obracało. Ale i odśnieżanie stało na wysokim poziomie - mijało mnie w sumie kilka pługów, czego na takiej drodze się nie spodziewałem, szczególnie w sylwestra. Przed Grójcem i większość powrotu już pod wiatr, jeszcze pod Piasecznem siadła mi przednia lampka, zapomniałem podładować baterie, na szczęście nawet wyładowana świeci światłem pozycyjnym, więc przynajmniej jestem widoczny. Od wjazdu do powiatu piaseczyńskiego droga już elegancka, odśnieżona w całości.
Dane wycieczki:
DST: 115.60 km AVS: 23.20 km/h
ALT: 477 m MAX: 40.30 km/h
Temp:-4.0 'C
Do pracy i na pocztę
Dane wycieczki:
DST: 15.20 km AVS: 22.80 km/h
ALT: 78 m MAX: 33.50 km/h
Temp:-2.0 'C
Do pracy i po mieście
Dane wycieczki:
DST: 26.00 km AVS: 22.29 km/h
ALT: 155 m MAX: 39.20 km/h
Temp:-1.0 'C
Do pracy.
Niezła śnieżyca w czasie powrotu
Niezła śnieżyca w czasie powrotu
Dane wycieczki:
DST: 14.70 km AVS: 22.05 km/h
ALT: 73 m MAX: 36.50 km/h
Temp:0.0 'C
Niedziela, 27 grudnia 2009Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Pułtusk - Ciechanów - Mława - Działdowo - Iława - Susz - Dzierzgoń - Malbork
Do wyjazdu zmobilizowała mnie ostatnia trasa Mikiego, który wraz z kolegą przejechał ponad 300km w grudniu, postanowiłem również zmierzyć się z takim dystansem. Jako cel wybrałem Malbork, trasa do tego miasta jest bardzo wygodna jak na taki długi kawał, bowiem jedzie się prawie cały czas wzdłuż linii kolejowej, więc w razie jakiś problemów (o co na tak długiej trasie nietrudno) - jest sporo miejsc w których można się wycofać.
Na trasę ruszam bardzo wcześnie, już o 4.35, podobnie jak przed tygodniem jadę przez Nieporęt, Serock i Pułtusk do Ciechanowa. Ale tym razem jedzie się dużo łatwiej, temperatura tylko -1'C, nie -14'C. Wiatr jest generalnie z południowego zachodu, za Serockiem wyraźnie sprzyja. Nocą aż tak wiele się nie najechałem - do Serocka droga jest oświetlona, dalej już powoli zaczyna dnieć. Za Pułtuskiem skręcam na zachód i ten kawałek już trochę męczący, do tego bardzo nudny. W Ciechanowie zatrzymuję się na pierwszy odpoczynek na stacji kolejowej (by odpocząć w cieple). Do Mławy już ciekawiej, pierwszy raz mam okazję jechać ten odcinek za dnia (dotąd pokonywałem go dwa razy, ale nocą) - jednak przy świetle słonecznym to zupełnie inna sprawa. Jest trochę górek, wjeżdża się na 180m. Sama Mława dość duża, zabudowania ciągną się niemal do Iłowa - ważnego węzła kolejowego. Do Działdowa raczej płasko, kawałek za tym miastem skręcam na boczne drogi wyprowadzające mnie na trasę do Nowego Miasta Lubawskiego. W lesie na trasie robię drugi postój - i orientuję się, że marnie stoję z czasem, trzeba się porządnie sprężać by wyrobić się na pociąg w Malborku. Kawałek do skrętu na Lubawę dał mi w kość, bo wiatr zmienił się w międzyczasie na zachodni.
Parę słów o prognozach pogody, jednym słowem - są diabła warte, sprawdzałem przed wyjazdem warunki na new.meteo.pl - wiatr miał być południowy, a zachmurzenie pełne, z niskimi chmurami. A tym czasem wieje z zachodu, a słońce jest właściwie cały czas, nawet na jeden dzień nie można niczego być pewnym, dłuższe prognozy to już w ogóle loteria.
Po skręcie do Lubawy jest już lepiej, dalej ładny leśny dojazd do Iławy, samo miasteczko bardzo fajne, piękne wkomponowane w otaczający je Jeziorak - jedno z największych polskich jezior. Tu staję na ostatni odpoczynek, z czasem bardzo marnie - mam zaledwie 3h10min na 74km, a to oznacza zdrowe zasuwanie, bez jakichkolwiek postojów. Za Iławą łapie mnie zmierzch, do Susza docieram już po ciemku. Odcinek do Dzierzgonia mocno pagórkowaty, są fragmenty z niespecjalną drogą, w samym mieście (jak zapamiętałem z wrześniowej trasy po Mazurach) - długi zjazd do kotlinki na poziom jakiś 10m, po którym następuje dłuższy podjazd (7%). Za Dzierzgoniem droga skręca na zachód, ale na szczęście teraz zaczęło wiać z południa i aż tak nie przeszkadza. Niemniej z czasem bardzo krucho, odpalam podświetlenie w GPS na stałe, by na bieżąco monitorować prędkość, dystans i czas. 30km do Malborka to był ciężki kawałek chleba, nieprzeciętnie się naszarpałem, cały czas w dolnym chwycie, bardzo głodny; widać już taki urok tras do Malborka (ostatnim razem jadąc tu zmęczyłem się jeszcze bardziej walcząc o średnią powyżej 30km/h). Ale sukces odniosłem, na dworzec docieram 10min przed odjazdem (a okazało się, że pomyliłem godziny i miałem jeszcze kolejne 10min), na całe szczęście końcówka trasy była na północny zachód i wiatr trochę pomagał.
Wypad udany - dałem radę zaliczyć tak długą trasę w grudniu, pogoda właściwie nic mi nie przeszkadzała, temperatury miałem rzędu -1'C do 1'C - a to jednak zupełnie inna bajka niż pułap -10'C, przy odpowiednim ubraniu jedzie się niewiele gorzej niż w lecie. Trasa była nietypowa ze względu na bardzo małą liczbę postojów - wyjechałem o 4.35, a dojechałem o 18.20, więc 306km pokonałem w niecałe 14h (sam czas jazdy do Malborka to 12h). Wymaga to dużego samozaparcia na trasie i rzadkich postojów, ja na początku trochę za dużo czasu straciłem i w końcówce musiałem lecieć na łeb, na szyję. Nawet najeść się nie było czasu, całą trasę pokonałem na 3 kanapkach i dwóch czekoladach :)) W Malborku byłem głodny jak prawdziwy wilk, na szczęście jeszcze zdążyłem zrobić zakupy w sklepie.
Zdjęcia z wyjazdu
Do wyjazdu zmobilizowała mnie ostatnia trasa Mikiego, który wraz z kolegą przejechał ponad 300km w grudniu, postanowiłem również zmierzyć się z takim dystansem. Jako cel wybrałem Malbork, trasa do tego miasta jest bardzo wygodna jak na taki długi kawał, bowiem jedzie się prawie cały czas wzdłuż linii kolejowej, więc w razie jakiś problemów (o co na tak długiej trasie nietrudno) - jest sporo miejsc w których można się wycofać.
Na trasę ruszam bardzo wcześnie, już o 4.35, podobnie jak przed tygodniem jadę przez Nieporęt, Serock i Pułtusk do Ciechanowa. Ale tym razem jedzie się dużo łatwiej, temperatura tylko -1'C, nie -14'C. Wiatr jest generalnie z południowego zachodu, za Serockiem wyraźnie sprzyja. Nocą aż tak wiele się nie najechałem - do Serocka droga jest oświetlona, dalej już powoli zaczyna dnieć. Za Pułtuskiem skręcam na zachód i ten kawałek już trochę męczący, do tego bardzo nudny. W Ciechanowie zatrzymuję się na pierwszy odpoczynek na stacji kolejowej (by odpocząć w cieple). Do Mławy już ciekawiej, pierwszy raz mam okazję jechać ten odcinek za dnia (dotąd pokonywałem go dwa razy, ale nocą) - jednak przy świetle słonecznym to zupełnie inna sprawa. Jest trochę górek, wjeżdża się na 180m. Sama Mława dość duża, zabudowania ciągną się niemal do Iłowa - ważnego węzła kolejowego. Do Działdowa raczej płasko, kawałek za tym miastem skręcam na boczne drogi wyprowadzające mnie na trasę do Nowego Miasta Lubawskiego. W lesie na trasie robię drugi postój - i orientuję się, że marnie stoję z czasem, trzeba się porządnie sprężać by wyrobić się na pociąg w Malborku. Kawałek do skrętu na Lubawę dał mi w kość, bo wiatr zmienił się w międzyczasie na zachodni.
Parę słów o prognozach pogody, jednym słowem - są diabła warte, sprawdzałem przed wyjazdem warunki na new.meteo.pl - wiatr miał być południowy, a zachmurzenie pełne, z niskimi chmurami. A tym czasem wieje z zachodu, a słońce jest właściwie cały czas, nawet na jeden dzień nie można niczego być pewnym, dłuższe prognozy to już w ogóle loteria.
Po skręcie do Lubawy jest już lepiej, dalej ładny leśny dojazd do Iławy, samo miasteczko bardzo fajne, piękne wkomponowane w otaczający je Jeziorak - jedno z największych polskich jezior. Tu staję na ostatni odpoczynek, z czasem bardzo marnie - mam zaledwie 3h10min na 74km, a to oznacza zdrowe zasuwanie, bez jakichkolwiek postojów. Za Iławą łapie mnie zmierzch, do Susza docieram już po ciemku. Odcinek do Dzierzgonia mocno pagórkowaty, są fragmenty z niespecjalną drogą, w samym mieście (jak zapamiętałem z wrześniowej trasy po Mazurach) - długi zjazd do kotlinki na poziom jakiś 10m, po którym następuje dłuższy podjazd (7%). Za Dzierzgoniem droga skręca na zachód, ale na szczęście teraz zaczęło wiać z południa i aż tak nie przeszkadza. Niemniej z czasem bardzo krucho, odpalam podświetlenie w GPS na stałe, by na bieżąco monitorować prędkość, dystans i czas. 30km do Malborka to był ciężki kawałek chleba, nieprzeciętnie się naszarpałem, cały czas w dolnym chwycie, bardzo głodny; widać już taki urok tras do Malborka (ostatnim razem jadąc tu zmęczyłem się jeszcze bardziej walcząc o średnią powyżej 30km/h). Ale sukces odniosłem, na dworzec docieram 10min przed odjazdem (a okazało się, że pomyliłem godziny i miałem jeszcze kolejne 10min), na całe szczęście końcówka trasy była na północny zachód i wiatr trochę pomagał.
Wypad udany - dałem radę zaliczyć tak długą trasę w grudniu, pogoda właściwie nic mi nie przeszkadzała, temperatury miałem rzędu -1'C do 1'C - a to jednak zupełnie inna bajka niż pułap -10'C, przy odpowiednim ubraniu jedzie się niewiele gorzej niż w lecie. Trasa była nietypowa ze względu na bardzo małą liczbę postojów - wyjechałem o 4.35, a dojechałem o 18.20, więc 306km pokonałem w niecałe 14h (sam czas jazdy do Malborka to 12h). Wymaga to dużego samozaparcia na trasie i rzadkich postojów, ja na początku trochę za dużo czasu straciłem i w końcówce musiałem lecieć na łeb, na szyję. Nawet najeść się nie było czasu, całą trasę pokonałem na 3 kanapkach i dwóch czekoladach :)) W Malborku byłem głodny jak prawdziwy wilk, na szczęście jeszcze zdążyłem zrobić zakupy w sklepie.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 322.00 km AVS: 25.45 km/h
ALT: 1648 m MAX: 42.30 km/h
Temp:1.0 'C

