wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Treking

Dystans całkowity:48343.90 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2301:28
Średnia prędkość:21.01 km/h
Maksymalna prędkość:82.10 km/h
Suma podjazdów:352992 m
Liczba aktywności:1072
Średnio na aktywność:45.10 km i 2h 08m
Więcej statystyk
Piątek, 4 czerwca 2010Kategoria >100km, Treking, Wypad
Litwa

III dzień - Berżniki - [LT] - Kapciamiestis - Druskienniki - Merecz - Varena - Lieponys - Rudziszki - Troki - Lentvaris

Budzi mnie dość mocny wiatr, pogoda raczej nieciekawa, chłodno ale nie pada. W Berżnikach robię ostatnie zakupy w Polsce, po czym skręcam na szutrową drogę w stronę granicy. Trasa mimo, że bez asfaltu - przyzwoitej jakości, da się jechać ze 20km/h, prowadzi głównie przez las, na samej granicy jest specjalnie wycięty ok 30m pas. Na przejściu nie ma żywej duszy, więc jadę dalej, po jakiś 2-3km pojawia się asfalt i zupełnie puściutką drogą docieram do Kapciamiestis (żeby nie łamać sobie języka na tych pogańskich terminach - mogą być po prostu "kapcie" :)). Stąd jadę na Lejpuny, na tym kawałku mocno dał mi popalić silny północny wiatr, gdy zaczyna jeszcze padać jestem już naprawdę wkurzony, gdybym miał pod ręką jakiegoś zakichanego ekologa bredzącego o ociepleniu klimatu (jest czerwiec!) - to mógłbym stracić panowanie nad sobą :)) Za miastem skręcam jednak na południe i do Druskiennik lecę w granicach 30km/h. Przed samym miastem przejeżdżam bardzo szeroki Niemen i wjeżdżam do centrum. Same Druskienniki jednak mnie rozczarowały, spodziewałem się czegoś ciekawszego, np. taki Nałęczów zrobił na mnie lepsze wrażenie, tutaj jak na uzdrowisko miasto jest wielkie, a jak na wielkie miasto - nie za wiele atrakcji.

Po odpoczynku w parku wyjeżdżam na trasę w stronę Merecza, droga szeroka, z poboczem, ruch niewielki i na całe szczęście w lesie - a to bardzo pomaga w walce z wiatrem. W międzyczasie zrobiła się piękna pogoda, po porannym chłodzie i deszczu na drodze do Lejpunów nie ma już śladu. Następne kilometry - to piękne lasy, choć po paru godzinach robi się to już nieco monotonne. Po ok. 100km robię zakupy (ceny porównywalne jak w Polsce), na postój staję po ok. 120km po zjeździe z drogi A4 na szutrówkę do Lieponys (na mojej mapie była zaznaczona jako droga drugorzędna). Tym razem szutrowy odcinek okazał się dużo dłuższy - aż jakieś 20km do Żeronys, ale droga przyzwoitej jakości, bardzo malownicza, duże wrażenie zrobiło na mnie kilka bardzo rozległych polan w środku lasu - przestrzenie niemal jak w Skandynawii! Jest też kilka ostrych ścianek, asfalt wraca dopiero kilka km przed Rudziszkami. Za miastem jeszcze jeden krótki postój, po czym ostra walka z wiatrem na drodze do Troków. Zamek na wyspie robi duże wrażenie wspaniałym ulokowaniem, na jeziorze wieje tak mocno, że są już całkiem spore fale, a na mostach trzeba uważać, żeby czapki z głowy nie zerwało. W Trokach zapomniałem nabrać wodę, później na drodze do Wilna nieźle się jej naszukałem, bo generalnie na Litwie jest dużo mniejsza gęstość zaludnienia niż w Polsce; ale przynajmniej wiatr na tej trasie miałem dobry, bo wieje bardziej z północnego zachodu. jechałem tak aż do Lentvaris, gdzie zjechałem spory kawałek z drogi do miasta, nabrałem wody i rozbiłem się na ładnej łące, gdzie w ogóle nie było komarów.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 184.40 km AVS: 21.11 km/h ALT: 459 m MAX: 42.90 km/h Temp:21.0 'C
Czwartek, 3 czerwca 2010Kategoria >100km, Treking, Wypad
Litwa

II dzień - Rosocha - Mikołajki - Ełk - Augustów - Giby - Berżniki

Rano po deszczowej nocy na szczęście pogoda jest OK, szybko ruszam więc na trasę, niestety okazuje się że mam flaka z tyłu, najpierw dopompowuję oponę (przebicie jest niewielkie), ale po paru kilometrach zatrzymuję się i łatam zarówno dętkę jak i oponę (miała sporą dziurę, przez którą nastąpiło przebicie). Pierwsze kilometry bardzo przyjemne, piękne słońce, mazurskie krajobrazy, dużo lasów z wspaniałym porannym powietrzem, pojawia się też trochę małych górek. Z lasów wylatuję pod samymi Mikołajkami, w miasteczku spory kawałek kostki, przy wyjeździe podjeździk. Kawałek dalej zastanawiam się nad wyborem dalszej trasy - czy jechać przez Olecko i Suwałki, czy też "dołem" przez Ełk. Ze względu na wiatr (północny) i fakt, że na drodze do Ełku jest dużo mniejszy ruch niż się spodziewałem (dziś jest Boże Ciało) wybieram wariant południowy. I była to dobra decyzja bo trasa okazała się bardzo przyjemną, z długimi leśnymi odcinkami, sporo nad jeziorami, ładne miasteczka. W samym Ełku trafiłem akurat na duże nabożeństwo i procesję, całe centrum było zamknięte, zrobiłem więc sobie objazd zjeżdżając na przyjemny deptak nad samym jeziorem Ełckim. W międzyczasie zrobiło się bardzo gorąco, ponad 30 stopni, z ulgą staję na postój. Gdy ruszam dalej od razu widać, że burza jest tylko kwestią czasu, powietrze bardzo parne, na horyzoncie są już ciemne chmury, przed Kalinowem dopada mnie gwałtowny deszcz, trochę zmokłem zanim zdążyłem się przebrać. Ulewny deszcz potrwał może jakieś 15-20 minut, ale później dalej lekko popadywało, tak więc właściwie niemal do Augustowa jechałem na mokro, jedynym plusem było to że przestało wiać.

Droga z Augustowa do Gib - to właściwie cały czas lasy, gdyby nie popadujący co chwilę deszcz (też dużo chłodniej 17-18'C) byłoby bardzo przyjemnie, ale i tak nie jechało się źle, choć po ponad 30km takiej trasy zaczynało już być nudno. W Gibach skręcam na boczną drogę i jadę pagórkowatą drogą w stronę Berżników rozglądając się za miejscem na nocleg, trafiło się dopiero po paru km, w lasku, niestety z masą komarów, czerwiec to już niestety nie marzec i skrzydlatych kolegów, szczególnie w okolicach jezior - są całe masy.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 182.30 km AVS: 22.60 km/h ALT: 572 m MAX: 44.40 km/h Temp:24.0 'C
Środa, 2 czerwca 2010Kategoria >100km, >200km, Treking, Wypad
Litwa

I dzień - Warszawa - Nieporęt - Pułtusk - Maków Maz. - Jednorożec - Myszyniec - Spychowo - Rosocha

Na okres Bożego Ciała postanowiłem się wybrać na wyjazd na Litwę, rozważałem też Ukrainę - ale zdecydowały lepsze prognozy pogody dla rejonów północnych, na południu zapowiadano poważne ulewy. Ruszam w środę bezpośrednio z Warszawy, trasą na Nieporęt i Pułtusk. Pierwsze kilometry idą bardzo sprawnie, jedzie się dość szybko, pogoda dobra, do Pułtuska docieram bez problemów. Krótka wizyta na rynku, postój pod zamkiem - i ruszam dalej. Kawałek za miastem opuszczam ruchliwą drogę 61, skręcając na pustą trasę na Maków. Krajobrazy typowo mazowieckie - głównie łąki i pola, w samym Makowie przejeżdżam mostem nad Orzycem, któremu już niewiele brakuje do przelania się, widać i tych rejonów ulewne deszcze nie oszczędzały. Dalej wjeżdżam na boczną drogę do Krasnosielca - zupełnie przyzwoitej jakości, głównie w lesie, robię sobie długi postój, jest cieplutko (22-25'C), więc aż nie chce się wstawać i jechać dalej. Za Krasnosielcem kieruję się na Jednorożec i Myszyniec, wszystko bocznymi drogami z minimalnym ruchem. Jedzie się sprawnie, choć już nie tak szybko jak na początku, powoli wiatr zaczyna się dawać we znaki, do Myszyńca docieram już trochę podmęczony, robię zakupy w sklepie i kawałek za miastem znów odpoczywam. Krajobrazy coraz ciekawsze - wreszcie jest trochę jezior, coraz więcej lasów, kończy się nuda Mazowsza, parę kilometrów za Myszyńcem zaczyna się województwo warmińsko-mazurskie. Szkoda tylko, że wiatr coraz mocniej wieje z północy, tak więc odcinek do Spychowa dość męczący, ale widoki rekompensują takie niedogodności. Za Kiełbonkami skręcam na Ruciane (po drodze miejscowość Zgon :) a następnie odbijam do Krutynia, w miejscowości Rosocha pierwszy raz przejeżdżam nad piękną Krutynią, słynną z pięknych spływów kajakowych. W rzece nabieram wody na nocleg i kawałek dalej rozbijam się na noc na polu pod laskiem. Gdy rozmawiałem przez telefon z rodzicami w Warszawie - okazało się że mają tam wielką burzę, minęło parę godzin - i dotarła również nad Mazury, przez sporą część nocy intensywnie padało.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 209.80 km AVS: 22.60 km/h ALT: 337 m MAX: 42.50 km/h Temp:23.0 'C
Wtorek, 1 czerwca 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i do sklepu
Dane wycieczki: DST: 22.60 km AVS: 20.86 km/h ALT: 20 m MAX: 54.70 km/h Temp:17.0 'C
Poniedziałek, 31 maja 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i do sklepu
Dane wycieczki: DST: 23.50 km AVS: 22.74 km/h ALT: 46 m MAX: 37.90 km/h Temp:16.0 'C
Niedziela, 30 maja 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy.
Powrót już metrem - bo strasznie lało a ja zapomniałem kurtki. Ale kawałek ze stacji do domu wystarczył by mnie zupełnie załatwić :))

Od dziś znowu używam licznika CM434, bo w VDO Z3 przestały mi działać guziki - i znowu poleciał sobie do Niemiec. Jak na tak drogi licznik - jednak za dużo z nim problemów :((
Dane wycieczki: DST: 8.60 km AVS: 21.50 km/h ALT: 33 m MAX: 37.60 km/h Temp:16.0 'C
Wtorek, 11 maja 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i po sklepach
Dane wycieczki: DST: 29.80 km AVS: 22.63 km/h ALT: 112 m MAX: 38.30 km/h Temp:20.0 'C
Poniedziałek, 10 maja 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 22.89 km/h ALT: 60 m MAX: 34.40 km/h Temp:15.0 'C
Niedziela, 9 maja 2010Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 24.86 km/h ALT: 69 m MAX: 38.40 km/h Temp:17.0 'C
Piątek, 7 maja 2010Kategoria >100km, Treking, Wypad
Pradziad

V dzień - Międzylesie - Autostrada Sudecka - Zieleniec - Duszniki-Zdrój - Przeł. Lisia (790m) - Radków - Nowa Ruda - Przeł. Jugowska (805m)- Dzierżoniów - Łagiewniki - Wrocław

Dzisiejszego dnia ruszam bardzo wcześnie, już o 6.30 jestem mna trasie, żegnamy się z Marcinem dziękując sobie za wspólną trasę (Marcin miał więcej wolnego, ja chciałem dociągnąć do Wrocławia w jeden dzień, alternatywą był powrót dzień później nocnym pociągiem z Jeleniej Góry, z którego musiałbym pójść prosto do pracy). Pierwsze kilometry z pięknymi widokami na Kotlinę Kłodzką i górskie masywy po jej drugiej stronie, oświetlone wschodzącym słońcem, wreszcie nie ma żadnych problemów z pogodą! Słynna Autostrada Sudecka robi wrażenie pięknymi widokami, niestety mocno rozczarowuje kiepściutką nawierzchnią, odcinki bez dziur należą tu do rzadkości. Na początku jest długi podjazd na ponad 700m (w tym bardzo ostra ściana do Gniewoszowa, ponad kilometr z nachyleniem po 10-12%). Później zaczyna się jazda góra-dół, głównie w lesie, to tutaj nawierzchnia mocno daje się we znaki. Większy podjazd zaliczam na przełęcz Spaloną, tam znowu wyjeżdża się z lasu, pojawiają się szerokie widoki (Marcin dotarł tutaj wraz z siostrą w środku zimy!).

Z przełęczy dziurawy zjazd do Mostowic, od tego miejsca jest już nowiutka elegancka droga do Zieleńca, prawie cały czas w górę. Zieleniec to taki polski mini-kurort narciarski z dużą ilością wyciągów, samo miasto (poza malowniczym położeniem) nie robi raczej wrażenia. Za miasteczkiem jeszcze kilka ostrych ścianek, po czym piękny, ostry zjazd na przełęcz Polskie Wrota. Stąd kontynuuję zjazd od Dusznik-Zdroju, skąd ruszam w Góry Stołowe, podjazdem przez Łężyce kieruję się na przełęcz Lisią, po drodze staję na pierwszy dzisiaj odpoczynek. Jazda tym wariantem na przełęcz była błędem, podobno miały być ciekawe widoki, ale jakieś genialne nie były, a przeszkadzała dziurawa droga, lepiej było pojechać przez Kudowę drogą Stu Zakrętów. Ale od przełęczy Lisiej zaczyna się piękny kawałek przez Park Narodowy Gór Stołowych, które robią duże wrażenie niezwykłymi formacjami skalnymi, droga Stu Zakrętów bardzo malowniczo mija wiele z nich, z trasy wspaniale prezentuje się słynny Szczeliniec Wielki. Kawałek za Szczelińcem zaczyna się długi i przyjemny zjazd do Radkowa, stąd już raczej płaską drogą jadę do Nowej Rudy, która robi wrażenie swoim położeniem - elegancko wpasowana w wąską kotlinkę

Kawałek dalej rozpoczyna się podjazd na przełęcz Jugowską w Górach Sowich, początek dość ostry, później tak 4-6%. W środkowej części podjazdu sporo ładnych widoków, później wjeżdża się w las, niestety nawierzchnia znowu bardzo marna. Na samej przełęczy rozmaitych tablic było kilkanaście, ale tej z nazwą i wysokością przełęczy oczywiście zabrakło, jak na większości polskich gór :). Zjazd równie kiepski jak i podjazd, cały czas trzęsło. W Dzierżoniowie robię drugi postój w parku, przeliczając czas i dystans orientuję się że są spore szanse na wyrobienie się na pociąg do Wrocławia, ale trzeba ostro jechać. Tak więc ostatni kawałek zasuwam bez żadnych postojów, wiatr raczej boczny, chwilami pomaga, chwilami przeszkadza. Drogi bardzo ruchliwe, z masą tirów, bez pobocza, tak więc to typowa jazda na dojechanie, bez większej przyjemności, z ulgą dojeżdżam do Wrocławia. Dworzec rozkopany, jadąc w kierunku dworca tymczasowego przejeżdżam tunel z prędkością 5-10km/h, co od razu wykorzystuje nasza bardzo dzielna policja, która bezwzględnie umie walczyć z tak strasznymi bandytami jak ja i inni rowerzyści.

Wyjazd mimo rozmaitych perturbacji pogodowych udany - udało się zobaczyć ładny kawałek Czech i Polski, w którym dotąd jeszcze nie byłem, szczególnie rejon Kotliny Kłodzkiej jest wart polecenia. Duże słowa uznania dla Marcina, który mimo jazdy na rowerze poziomym, wyraźnie wolniejszym od pionowego w górach - na tak trudnej trasie dawał sobie bardzo przyzwoicie radę, nie narzekał, nie wycofał się jak drugi Michał, mimo że jemu z naszej trójki na podjazdach było zdecydowanie najciężej.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 191.20 km AVS: 20.90 km/h ALT: 2121 m MAX: 63.40 km/h Temp:17.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl