Wpisy archiwalne w kategorii
Treking
| Dystans całkowity: | 48343.90 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2301:28 |
| Średnia prędkość: | 21.01 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 82.10 km/h |
| Suma podjazdów: | 352992 m |
| Liczba aktywności: | 1072 |
| Średnio na aktywność: | 45.10 km i 2h 08m |
| Więcej statystyk | |
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 23.51 km/h
ALT: 60 m MAX: 38.90 km/h
Temp:27.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 23.51 km/h
ALT: 60 m MAX: 34.60 km/h
Temp:26.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 23.51 km/h
ALT: 26 m MAX: 42.30 km/h
Temp:22.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 23.51 km/h
ALT: 94 m MAX: 38.80 km/h
Temp:22.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.60 km AVS: 23.68 km/h
ALT: 57 m MAX: 36.50 km/h
Temp:24.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 24.86 km/h
ALT: 50 m MAX: 40.10 km/h
Temp:32.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.70 km AVS: 24.50 km/h
ALT: 51 m MAX: 65.50 km/h
Temp:28.0 'C
Litwa
VI dzień - Rieciai - Simnas - Łoździeje - [PL] - Ogrodniki - Sejny - Wigry - Suwałki
Dziś mam do pokonania sporo krótszą trasę niż w poprzednich dniach, wiatr korzystniejszy niż wczoraj - równo z południa, co powoduje, że w drugiej części dnia (z Sejn) będę miał nieco korzystniejsze warunki. Początek - to pagórkowata trasa przez dużo małych wioseczek, za Simnasem na drodze do Łoździei trochę lasów, ale generalnie tereny nie są tak ładne jak na północnym wschodzie. Sporo górek - wjeżdża się na ok. 150-170m, pogoda cały czas słoneczna, po paru dniach mam już całe czerwone przedramiona - ale zdecydowanie wolę takie problemy niż zmagania z deszczem. Granicę przekraczam w Ogrodnikach, budynki dawnego przejścia zajmują spory obszar, teraz stoją już niemal całkowicie niepotrzebne, jedynie z paru kantorów jest jakiś pożytek. Do Sejn trasa mocno pagórkowata, jest trochę ładnych jezior, jednak krajobrazy Mazur czy Suwalskiego robią większe wrażenie niż te litewskie. W Sejnach w centrum odpoczywam, następnie już w mocnym upale (ponad 30'C) jadę nad Wigry, do odjazdu pociągu mam dużo czasu, więc postanawiam zajechać pod kamedulski klasztor będący swoistą wizytówką tego rejonu. Turystów jeszcze niewielu, więc można było w spokoju obejrzeć zabudowania samego klasztoru i posiedzieć ponad godzinkę na pomoście nad samymi Wigrami; a i temperatura była w sam raz na lody :). Końcówka do Suwałk spokojna, na początku sporo lasów Wigierskiego Parku Narodowego, później wjeżdża się trochę wyżej, samo miasto średniej urody, ale i dość spokojne, bez większego ruchu (poza główną trasą do Budziska). Pociąg "Hańcza" ma w składzie wagon rowerowy - więc wracałem do Warszawy jak panisko :)
Wyjazd udany, choć nieco zepsuty przez wiatr - ale taki już urok Litwy, w wielu relacjach z tego kraju spotykałem się z opiniami, że tutaj wiać potrafi solidnie - i potwierdziło się to w 100%. Z moich obserwacji - ciekawsza jest jednak południowa i wschodnia Litwa, natomiast rejon zachodni z Kownem - to już nie to samo, mniej lasów, mniej pięknej przyrody. Na pewno warto zobaczyć samo Wilno i piękny zamek w Trokach, natomiast Kowno można sobie darować, jeśli nie leży na naszej trasie - to nie ma się co specjalnie "gimnastykować" by tam zajechać.
Zdjęcia z wyjazdu
VI dzień - Rieciai - Simnas - Łoździeje - [PL] - Ogrodniki - Sejny - Wigry - Suwałki
Dziś mam do pokonania sporo krótszą trasę niż w poprzednich dniach, wiatr korzystniejszy niż wczoraj - równo z południa, co powoduje, że w drugiej części dnia (z Sejn) będę miał nieco korzystniejsze warunki. Początek - to pagórkowata trasa przez dużo małych wioseczek, za Simnasem na drodze do Łoździei trochę lasów, ale generalnie tereny nie są tak ładne jak na północnym wschodzie. Sporo górek - wjeżdża się na ok. 150-170m, pogoda cały czas słoneczna, po paru dniach mam już całe czerwone przedramiona - ale zdecydowanie wolę takie problemy niż zmagania z deszczem. Granicę przekraczam w Ogrodnikach, budynki dawnego przejścia zajmują spory obszar, teraz stoją już niemal całkowicie niepotrzebne, jedynie z paru kantorów jest jakiś pożytek. Do Sejn trasa mocno pagórkowata, jest trochę ładnych jezior, jednak krajobrazy Mazur czy Suwalskiego robią większe wrażenie niż te litewskie. W Sejnach w centrum odpoczywam, następnie już w mocnym upale (ponad 30'C) jadę nad Wigry, do odjazdu pociągu mam dużo czasu, więc postanawiam zajechać pod kamedulski klasztor będący swoistą wizytówką tego rejonu. Turystów jeszcze niewielu, więc można było w spokoju obejrzeć zabudowania samego klasztoru i posiedzieć ponad godzinkę na pomoście nad samymi Wigrami; a i temperatura była w sam raz na lody :). Końcówka do Suwałk spokojna, na początku sporo lasów Wigierskiego Parku Narodowego, później wjeżdża się trochę wyżej, samo miasto średniej urody, ale i dość spokojne, bez większego ruchu (poza główną trasą do Budziska). Pociąg "Hańcza" ma w składzie wagon rowerowy - więc wracałem do Warszawy jak panisko :)
Wyjazd udany, choć nieco zepsuty przez wiatr - ale taki już urok Litwy, w wielu relacjach z tego kraju spotykałem się z opiniami, że tutaj wiać potrafi solidnie - i potwierdziło się to w 100%. Z moich obserwacji - ciekawsza jest jednak południowa i wschodnia Litwa, natomiast rejon zachodni z Kownem - to już nie to samo, mniej lasów, mniej pięknej przyrody. Na pewno warto zobaczyć samo Wilno i piękny zamek w Trokach, natomiast Kowno można sobie darować, jeśli nie leży na naszej trasie - to nie ma się co specjalnie "gimnastykować" by tam zajechać.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 115.60 km AVS: 22.02 km/h
ALT: 420 m MAX: 38.80 km/h
Temp:27.0 'C
Litwa
V dzień - Leliai - Wiłkomierz - Janów - Kowno - Prienai - Rieciai
Pierwsze co robię po pobudce - to sprawdzenie wiatru, oczywiście okazuje się że musiał się zmienić od wczoraj o 180 stopni - mocno wieje z południa! Ale nie ma wyjścia - trzeba jechać, pierwsza część trasy do Wiłkomierza (po litewsku Ukmerge) jeszcze nie idzie źle, boczny wiatr tak nie szkodzi. Do samego Wiłkomierza doprowadza długi zjazd, na prostej udaje mi się przekroczyć nawet 60km/h. Wiłkomierz raczej niespecjalny, a za miastem zaczyna się 20km remont drogi, który bardzo utrudnia jazdę, co chwilę jest wahadłowy ruch, a drogi na tyle wąskie, że nie można jechać rowerem, gdy coś jedzie z naprzeciwka. Do tego łapie mnie jeszcze burza, sporo trzeba jechać po mokrych drogach, czasem lekko błotnistych. No i do tego już wyraźnie pod wiatr, który szczególnie dał mi w kość na już wyremontowanym fragmencie drogi przed Janowem. Samo miasto minąłem bokiem, niepotrzebnie pojechałem za znakami na Kowno, zamiast przez centrum miasta, dystans był podobny, a moja droga prowadziła brzydkimi terenami nad samą rzeką.
Za Janowem odpoczywam, do Kowna prowadzi stąd już doskonała dwujezdniowa droga, do tego na Litwie nie zauważyłem w ogóle żadnych znaków autostrad i dróg ekspresowych, nawet na drogach które ewidentnie mają taki charakter - a to powoduje, że można po nich legalnie jeździć rowerem. Przed Kownem wiatr nieco zmalał, wjazd do centrum też dość wygodny - główną szeroką ulicą, ruch niewielki. Stara część miasta nawet niebrzydka, choć oczywiście do klasy Wilna daleko, niemniej spodziewałem się czegoś gorszego, a centrum niebrzydko wkomponowane jest w dwie największe rzeki Litwy - Niemen i Wilię. Jako, że wiatr się zupełnie uspokoił postanawiam wrócić do Suwałk nie główną drogą przez Mariampol, a bocznymi przez Łoździeje i Ogrodniki. Kawałek za Kownem kolejny postój i ruszam na Prienai, nieoczekiwanie droga jest bardzo ruchliwa, wielu ludzi wraca do Kowna z weekendu (jest niedziela), a nie ma pobocza, do tego znowu wraca przeciwny wiatr. Szczególnie po skręcie w Prienai dał mi mocno w kość, ze 20km równo pod wiatr nieźle mnie wkurzyło, bo na mapie miałem podaną znacznie mniejszą odległość; żeby utrzymać tempo 20km/h trzeba było się nieźle namordować. Po skręcie na drogę 181 nabieram wodę i dobre 10km jadę szukając miejsca na nocleg (m.in. skręcając w boczną drogę wpakowałem się niezłe błoto), zachodnia Litwa jest znacznie gęściej zaludnionia, w ogóle ma inny charakter niż wschodnia, znacznie mniej tutaj lasów, tereny tez już nie tak ładne. Rozbijam się w końcu na polu pod Rieciai; to był wyraźnie najtrudniejszy dzień na tym wyjeździe, długi dystans, w większości pokonany pod wiatr, często całkiem mocny.
Zdjęcia z wyjazdu
V dzień - Leliai - Wiłkomierz - Janów - Kowno - Prienai - Rieciai
Pierwsze co robię po pobudce - to sprawdzenie wiatru, oczywiście okazuje się że musiał się zmienić od wczoraj o 180 stopni - mocno wieje z południa! Ale nie ma wyjścia - trzeba jechać, pierwsza część trasy do Wiłkomierza (po litewsku Ukmerge) jeszcze nie idzie źle, boczny wiatr tak nie szkodzi. Do samego Wiłkomierza doprowadza długi zjazd, na prostej udaje mi się przekroczyć nawet 60km/h. Wiłkomierz raczej niespecjalny, a za miastem zaczyna się 20km remont drogi, który bardzo utrudnia jazdę, co chwilę jest wahadłowy ruch, a drogi na tyle wąskie, że nie można jechać rowerem, gdy coś jedzie z naprzeciwka. Do tego łapie mnie jeszcze burza, sporo trzeba jechać po mokrych drogach, czasem lekko błotnistych. No i do tego już wyraźnie pod wiatr, który szczególnie dał mi w kość na już wyremontowanym fragmencie drogi przed Janowem. Samo miasto minąłem bokiem, niepotrzebnie pojechałem za znakami na Kowno, zamiast przez centrum miasta, dystans był podobny, a moja droga prowadziła brzydkimi terenami nad samą rzeką.
Za Janowem odpoczywam, do Kowna prowadzi stąd już doskonała dwujezdniowa droga, do tego na Litwie nie zauważyłem w ogóle żadnych znaków autostrad i dróg ekspresowych, nawet na drogach które ewidentnie mają taki charakter - a to powoduje, że można po nich legalnie jeździć rowerem. Przed Kownem wiatr nieco zmalał, wjazd do centrum też dość wygodny - główną szeroką ulicą, ruch niewielki. Stara część miasta nawet niebrzydka, choć oczywiście do klasy Wilna daleko, niemniej spodziewałem się czegoś gorszego, a centrum niebrzydko wkomponowane jest w dwie największe rzeki Litwy - Niemen i Wilię. Jako, że wiatr się zupełnie uspokoił postanawiam wrócić do Suwałk nie główną drogą przez Mariampol, a bocznymi przez Łoździeje i Ogrodniki. Kawałek za Kownem kolejny postój i ruszam na Prienai, nieoczekiwanie droga jest bardzo ruchliwa, wielu ludzi wraca do Kowna z weekendu (jest niedziela), a nie ma pobocza, do tego znowu wraca przeciwny wiatr. Szczególnie po skręcie w Prienai dał mi mocno w kość, ze 20km równo pod wiatr nieźle mnie wkurzyło, bo na mapie miałem podaną znacznie mniejszą odległość; żeby utrzymać tempo 20km/h trzeba było się nieźle namordować. Po skręcie na drogę 181 nabieram wodę i dobre 10km jadę szukając miejsca na nocleg (m.in. skręcając w boczną drogę wpakowałem się niezłe błoto), zachodnia Litwa jest znacznie gęściej zaludnionia, w ogóle ma inny charakter niż wschodnia, znacznie mniej tutaj lasów, tereny tez już nie tak ładne. Rozbijam się w końcu na polu pod Rieciai; to był wyraźnie najtrudniejszy dzień na tym wyjeździe, długi dystans, w większości pokonany pod wiatr, często całkiem mocny.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 174.30 km AVS: 20.92 km/h
ALT: 572 m MAX: 61.30 km/h
Temp:22.0 'C
Litwa
IV dzień - Lentvaris - Wilno - Niemenczyn - Podprodzie - Święcany - Ignalino - Malaty - Leliai
Od rana piękna pogoda, do Wilna jedzie się elegancko z wiatrem boczno-w plecy. Sam wjazd do miasta - doskonały, aż do samego centrum wjeżdża się szeroką dwujezdniową drogą, na której prawie nie ma świateł, więc mija nas całe nieprzyjemne przebijanie się przez miasto, tak charakterystyczne dla dużych aglomeracji (a do takich Wilno spokojnie można zaliczyć). Samo Wilno robi na mnie spore wrażenie - to naprawdę ładne miasto, dużo lepiej zarządzane i utrzymywane od Lwowa, w którym niedawno również miałem okazję przebywać. Jako, że godzina jest wczesna w centrum jeszcze pusto, właściwie tylko turyści (głównie polskie wycieczki); robię krótką rundkę po ścisłym centrum, jest sporo klimatycznych wąskich uliczek. Byłem oczywiście pod Ostrą Bramą, wjechałem także na Górę Trzech Krzyży z której roztacza się niezła panorama miasta, sam podjeździk choć krótki - to bardzo ostry do 12%, końcówkę trzeba już wprowadzać rower przy schodach.
Wilno opuszczam drogą na Święcany, długo się zastanawiałem czy jest sens jechać daleko na północ do Auksztockiego Parku Narodowego, ale korzystny wiatr przekonał mnie do dłuższej trasy, tym bardziej, że z Wilna do Kowna nie ma właściwie sensownej drogi na rower (poza główną). Pierwsze kilometry to dość duży ruch, droga bez pobocza, ale za to w pięknym lesie. W Niemenczynie most na Wilii jest w przebudowie, wymaga to objazdu przez centrum miasteczka, za którym zaczyna się elegancka szosa, ruch też zdecydowanie zmalał - tak więc podróżuje się bardzo przyjemnie. Trasa głównie przez sosnowe lasy, których w tym rejonie Litwy nie brakuje, dzięki nim znacznie mniej odczuwa się wiatr (który w międzyczasie zamienił się na północny). Przed Święcanami staję na długi postój, ostatni odcinek do Ignalina daje mi już nieźle popalić. Tutaj lasów jest już niewiele, jedzie się głównie otwartym terenem, do tego właściwie cały czas po małych górkach - tak więc przeciwny wiatr bardzo przeszkadza. Widoki za to ładne - wielkie przestrzenie, wiosek przy drodze (tak typowych dla Polski) właściwie nie ma. Ignalino robi na mnie wrażenie dość sennego miasteczka, od tego miejsca zaczynam już zawracać na południowy zachód (jak sprawdziłem było to najdalej wysunięte na wschód miejsce do jakiego dotarłem na rowerze :).
Od razu za miasteczkiem zaczyna się Auksztocki Park Narodowy z wspaniałymi lasami i pięknymi jeziorami, nad jednym z nich staję na dłuższy postój. Miałem w tym rejonie nocować, ale że jest jeszcze dość wcześnie, postanawiam pociągnąć sporo dalej, by jutro do Kowna mieć bliżej, tym bardziej że wiatr jest całkowicie nieprzewidywalny, co chwilę się zmienia. Odcinek do Kaltanenai bardzo przyjemny (szczególnie przejazd przez Paluse - sporo drewnianej zabudowy). Za Kaltanenai skręcam na zachód do Malatów i zaczynają się ogromne lasy, ciągną się dobre 30km, do tego trasa dalej mocno pagórkowata, odcinek od Ignalina - to chyba najładniejszy fragment tego całego wypadu, warto tu było jechać taki kawał z Wilna. Kawałek za Malatami nabieram wody w wiosce i rozbijam się na nocleg pod lasem, niestety znów komarów są całe roje.
Zdjęcia z wyjazdu
IV dzień - Lentvaris - Wilno - Niemenczyn - Podprodzie - Święcany - Ignalino - Malaty - Leliai
Od rana piękna pogoda, do Wilna jedzie się elegancko z wiatrem boczno-w plecy. Sam wjazd do miasta - doskonały, aż do samego centrum wjeżdża się szeroką dwujezdniową drogą, na której prawie nie ma świateł, więc mija nas całe nieprzyjemne przebijanie się przez miasto, tak charakterystyczne dla dużych aglomeracji (a do takich Wilno spokojnie można zaliczyć). Samo Wilno robi na mnie spore wrażenie - to naprawdę ładne miasto, dużo lepiej zarządzane i utrzymywane od Lwowa, w którym niedawno również miałem okazję przebywać. Jako, że godzina jest wczesna w centrum jeszcze pusto, właściwie tylko turyści (głównie polskie wycieczki); robię krótką rundkę po ścisłym centrum, jest sporo klimatycznych wąskich uliczek. Byłem oczywiście pod Ostrą Bramą, wjechałem także na Górę Trzech Krzyży z której roztacza się niezła panorama miasta, sam podjeździk choć krótki - to bardzo ostry do 12%, końcówkę trzeba już wprowadzać rower przy schodach.
Wilno opuszczam drogą na Święcany, długo się zastanawiałem czy jest sens jechać daleko na północ do Auksztockiego Parku Narodowego, ale korzystny wiatr przekonał mnie do dłuższej trasy, tym bardziej, że z Wilna do Kowna nie ma właściwie sensownej drogi na rower (poza główną). Pierwsze kilometry to dość duży ruch, droga bez pobocza, ale za to w pięknym lesie. W Niemenczynie most na Wilii jest w przebudowie, wymaga to objazdu przez centrum miasteczka, za którym zaczyna się elegancka szosa, ruch też zdecydowanie zmalał - tak więc podróżuje się bardzo przyjemnie. Trasa głównie przez sosnowe lasy, których w tym rejonie Litwy nie brakuje, dzięki nim znacznie mniej odczuwa się wiatr (który w międzyczasie zamienił się na północny). Przed Święcanami staję na długi postój, ostatni odcinek do Ignalina daje mi już nieźle popalić. Tutaj lasów jest już niewiele, jedzie się głównie otwartym terenem, do tego właściwie cały czas po małych górkach - tak więc przeciwny wiatr bardzo przeszkadza. Widoki za to ładne - wielkie przestrzenie, wiosek przy drodze (tak typowych dla Polski) właściwie nie ma. Ignalino robi na mnie wrażenie dość sennego miasteczka, od tego miejsca zaczynam już zawracać na południowy zachód (jak sprawdziłem było to najdalej wysunięte na wschód miejsce do jakiego dotarłem na rowerze :).
Od razu za miasteczkiem zaczyna się Auksztocki Park Narodowy z wspaniałymi lasami i pięknymi jeziorami, nad jednym z nich staję na dłuższy postój. Miałem w tym rejonie nocować, ale że jest jeszcze dość wcześnie, postanawiam pociągnąć sporo dalej, by jutro do Kowna mieć bliżej, tym bardziej że wiatr jest całkowicie nieprzewidywalny, co chwilę się zmienia. Odcinek do Kaltanenai bardzo przyjemny (szczególnie przejazd przez Paluse - sporo drewnianej zabudowy). Za Kaltanenai skręcam na zachód do Malatów i zaczynają się ogromne lasy, ciągną się dobre 30km, do tego trasa dalej mocno pagórkowata, odcinek od Ignalina - to chyba najładniejszy fragment tego całego wypadu, warto tu było jechać taki kawał z Wilna. Kawałek za Malatami nabieram wody w wiosce i rozbijam się na nocleg pod lasem, niestety znów komarów są całe roje.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 202.30 km AVS: 21.48 km/h
ALT: 916 m MAX: 51.40 km/h
Temp:22.0 'C

