wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Środa, 24 września 2014Kategoria >100km, Góral, Wypad
Tatry - dzień 2

Pospaliśmy wystarczająco, bo jako, że sklep otwierali o 9, nie było sensu się spieszyć. W sklepie mechanika nie było, odesłali nas do kolejnego w Mszanie, a tam z kolei do większego sklepu w Rabce, która była na naszej trasie. Tam wreszcie udało się naprawić hamulec, choć mechanik z początku wątpił w naszą diagnozę, że hamulec jest zapowietrzony, ale po dokładniejszej inspekcji poznał, że w tym leży problem. Koniec końców - udało się go doprowadzić do normalnego stanu i mogliśmy wreszcie wjechać w góry. Jako, że straciliśmy sporo czasu na te naprawy - postanowiliśmy jak największą część podjazdu na Turbacz zaliczyć asfaltem, na mapie mieliśmy taką drogę, która dochodziła aż na 900m. Szybko jednak się okazuje, że nieźle się nabraliśmy, droga już na jakiś 600m przechodzi w teren, do tego jest mocno błotnista. Pierwszą część przejechaliśmy, niestety drugą trzeba było już wpychac, bo nachylenie było za duże na jazdę, ponad 20%. W ten sposób wpychamy na grzbiet przez który przechodzi szlak rowerowy (jednocześnie to fragment czerwonego Głównego Szlaku Beskidzkiego).

Tam już w większości daje się jechać, szlak urozmaicony, są też zjazdy, choć generalnie jedziemy w górę. Przeszkadza natomiast duża ilość błota, co rusz trzeba omijać wielkie kałuże, które "obrasta" solidna dawka błota. Przy mijaniu jednej z nich dość niewinnie wyglądającej zaryło mi się przednie koło i poleciałem na bok, na szczęśćie zdążyłem jeszcze podeprzeć się nogą i ręką, więc przynajmniej kurtki nie usyfiłem. Ale buty miałem całe w błocie, zassało mnie tak, że trudno było nogę z tego bagienka wyciągnąć ;)). W końcówce podjazdu pojawiają się coraz ciekawsze widoki, a jako, że od rana jest piękna pogoda - z grzbietu widać elegancko Tatry. Szczyt Turbacza obecnie jest w większości bez lasu, więc widoki cały czas nam towarzyszą. Ze szczytu krótki zjazd do schroniska, tam fundujemy sobie po żurku, który zjadamy na tarasie racząc się pięknym widokiem na Tatry. Pod schroniskiem był też wąż z wodą przeznaczony do mycia obuwia, więc udało mi się doprowadzić się do jako-takiego stanu po wywrotce.

Spod schroniska piękny przejazd dużą bezleśną hala w stronę Kiczory, stąd Turbacz prezentuje się o wiele okazalej niż z drugiej strony, to najładniejszy kawałek dzisiejszego dnia. Z Kiczory zaczyna się długi zjazd, na fragmencie musieliśmy sprowadzać, bo było za duże nachylenie na jazdę, ale w większej części dało się jechać. Na przełęczy Knurowskiej wjeżdżamy na asfalt i stąd szosami kontynuujemy jazdę nad jezioro Czorsztyńskie, zaliczając solidny podjazd pod Falsztyn, widoki robią wrażenie, z trasy ładnie prezentują się ruiny zamku w Czorsztynie. Jako, że czasu do zmroku nie zostało już wiele postanowiliśmy jechać na szlak nad Dunajcem by jeszcze część zobaczyć przy świetle dziennym, tam łapie nas zmrok. Już nocą dojeżdżamy do Szczawnicy, robimy zakupy - i wracamy w stronę Sromowiec tym samym szlakiem. Jazda ciemną nocą po szlaku miała swój urok, trochę trzeba uważać, bo szlak często prowadzi nad samą rzeką, więc można się skąpać ;) Na szlaku nabieramy też wodę, podczas tej czynności podjechał jakiś zabawny Słowak, który twierdził, ze nocą nie wolno tu jeździć i że zapłacimy karę, oczywiście go olaliśmy ;) Ze szlaku wyjeżdżamy na Toporec, zaliczamy większą część podjazdu i kawałek przed przełęczą nocujemy na skraju lasu.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 112.70 km AVS: 13.89 km/h ALT: 1849 m MAX: 56.50 km/h Temp:12.0 'C
Wtorek, 23 września 2014Kategoria Wypad, Góral
Tatry - 1 dzień

Do terenowego wyjazdu w góry przymierzaliśmy się razem z Krzyśkiem od pewnego czasu, w końcu udało się zgrać terminy i w miarę przyzwoitą pogodę - i ruszyliśmy.

Ruszamy z Warszawy po południu, dojeżdżamy busem Krzyśka do Wieliczki, stamtąd starujemy już na rowerach, pogoda marna, temperatura poniżej 10 stopni. Jako, że było już koło 18, więc większość trasy jechaliśmy już nocą. Chcieliśmy dojechać kawałek za Mszanę, tak by jutro już od rana wjechać w teren. Teren pagórkowaty, w Dobczycach robimy zakupy w sklepie, kawałek za miastem okazuje się, że główna droga na Mszanę jest w remoncie z powodu zerwania i podmycia mostu, więc trzeba było jechać objazdem - a ten wiązał się z długim podjazdem, ponad 100m w pionie z odcinkiem 14%. Na zjazdach okazuje się, że mój przedni hamulec działa bardzo mizernie, faktycznie to spowalnia, nie hamuje. O ile na szosie można spokojnie jechać z jednym hamulcem - to w terenie taka jazda jest już bardzo trudna, wiele kawałków które dałoby się przejechać trzeba by sprowadzać. Nieźle mnie to wkurzyło, bo w tym roku ten hamulec był już odpowietrzany, a teraz znowu powtórka w najmniej oczekiwanym momencie; niestety hamulce hydrauliczne, choć wygodniejsze - są dużo bardziej awaryjne od mechanicznych, a model Avid Elixir 7, które posiadam - to wyjątkowy awaryjny badziew, na pewno nie wart prawie 1000zł które za nie dałem licząc, że za taką sumę dostanę wysokiej jakości produkt.

Nocne podjazdy idą sprawnie i przed 22 meldujemy się w Mszanie, tu przy głównej drodze jest sklep rowerowy, postanawiamy więc rozbić się na nocleg i jutro rano spróbować naprawić hamulec.

Zdjęcia z wyjazdu

Dane wycieczki: DST: 52.70 km AVS: 18.71 km/h ALT: 872 m MAX: 53.10 km/h Temp:8.0 'C
Wtorek, 23 września 2014Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Poranna pętelka do Powsina, pogoda marna, popadujący deszcz
Dane wycieczki: DST: 16.80 km AVS: 28.00 km/h ALT: 45 m MAX: 38.60 km/h Temp:10.0 'C
Poniedziałek, 22 września 2014Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Wieczorna pętelka przez Gassy
Dane wycieczki: DST: 34.20 km AVS: 27.36 km/h ALT: 40 m MAX: 37.20 km/h Temp:12.0 'C
Poniedziałek, 22 września 2014Kategoria Rower szosowy, Wypad
Rano ruszam krótko przed wschodem słońca, szybko pojawia się bardzo gęsta mgła, w której jadę już do końca. Często widoczność była poniżej 50m, taka jazda ma swój urok. Sprawnie pokonuję ok.35km do Rewala, a parę km przed miastem spotykam Roberta Woźniaka, który wyjechał na krótką przejażdżkę po wczorajszej jeździe z Elbląga.

O 9 zaczyna się impreza i dekoracje maratonu szosowego w Rewalu (Marzena wygrała w swojej kategorii!), następnie dekoracje za cały sezon owych maratonów. Ciągnęło się to długo, bo stroje BBTour wręczano dopiero na koniec. W porównaniu z ostatnimi laty - zmieniono dość istotnie grafikę, przede wszystkim spodenek - i nie są to zmiany na lepsze, zamiast zostawić charakterystyczny niebieski kolor, dodano dużo czarnego, przez co wygląda to gorzej. Rozmiarówka dość komiczna, na mnie L jest wyraźnie za małe, natomiast XXL, które odbierałem dla kolegi - pasuje w miarę OK, choć też minimalnie większe mogłoby być ;)

W planach na dziś mieliśmy jazdę z Kotem w rejon Choszczna, niestety przez to, że impreza dość długo się przeciągnęła - nic z tego nie wyszło, za mało zostalo czasu by wyrobić się na sensowny pociąg do Warszawy. Zabrałem się więc z Danielem samochodem do Stargardu Szczecińskiego (dzięki za podwiezienie!) i stamtąd dość napchanym pociągiem wróciłem do Warszawy.
Dane wycieczki: DST: 51.90 km AVS: 23.59 km/h ALT: 129 m MAX: 37.50 km/h Temp:16.0 'C
Sobota, 20 września 2014Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wypad, >500km
Nad Bałtyk po stroje "Bałtyku"

Stroje za ukończenie BBTour tradycyjnie są rozdawane na zakończenie PP w maratonach szosowych, jako, że w tym roku zakończenie było duży kawał ode mnie - aż w Rewalu nie planowałem tam wyjazdu. Ale 2 dni przed prognozy pogody akurat w tym rejonie Polski były przyzwoite, podczas gdy w innych rejonach już nie za bardzo - więc zdecydowałem jednak się wyruszyć nad Bałtyk po stroje "Bałtyku" ;))

Jadę nietypowo jak na tak długi dystans - z namiotem i sprzętem kuchennym, to najdłuższa trasa jaką dotąd robiłem z bagażem.  - Wyjeżdżam z Warszawy dopiero po 18, ponad godzinę straciłem na bujanie się z przednim kołem, które wibrowało przy hamowaniu, w końcu musiałem zawrócić do domu i zmienić na inne. Początek nieciekawy - przejazd rzez Warszawę i dość ruchliwa krajówka do Sochaczewa. Tam zaczyna padać deszcz, jakieś małe przelotne opady zapowiadali, ale tutaj lunęło całkiem solidnie i 40km do Gąbina jechałem w deszczu. W Gąbinie postój na stacji benzynowej, gdy ruszyłem deszcz się już uspokoił. Aż do Torunia jadę trasą BBTour, w nocy na drodze bardzo pusto, lekki wiaterek w plecy pomaga, więc jedzie się całkiem przyzwoicie, senność mnie nie męczy. W Toruniu Wisłę przekraczam eleganckim nowym mostem, na przystanku autobusowym w mieście robię postój. Kawałek za miastem zaczyna świtać, pojawia się gęsta mgła, temperatura koło 9-10 stopni.

Na drodze do Tucholi robi się już cieplej, piękne krajobrazy lasów i pól samego świtu, gdy jeszcze w wielu miejscach utrzymują się mgły. Za Tucholą mniej ciekawy kawałek, krajówka w rejonie Chojnic i Człuchowa, do tego zaczęła mnie trochę męczyć senność. Po zjeździe z krajówki już ciekawiej, przede wszystkim dużo lasów, piękne zapachy, pojawiają się już pierwsze drzewa w jesiennych barwach; a dzień ładny - słonecznie, lekko powyżej 20 stopni i praktycznie bezwietrznie. I podobnie wygląda dalsza trasa - dużo lasów, mały ruch na drogach, spodziewałem się w tym rejonie więcej górek, trochę się pojawiło, ale generalnie jest tu znacznie bardziej płasko niż na Mazurach. Natomiast charakterystyczna dla Zachodniego Pomorza jest niewielka gęstość zaludnienia, odcinki między wioskami są wiele większe niż na Mazowszu, ma to wiele uroku, z noclegami na dziko nie ma żadnych problemów. Drogi nadspodziewanie dobre, szosy wojewódzkie z reguły z dobrym asfaltem, na bocznych więcej dziur.

Z początku chciałem jechać aż pod sam Rewal, ale gdy stało się jasno, że wymagałoby to jazdy ok. 2h w ciemnościach, a że byłem już dość zmęczony postanowiłem skończyć jazdę wcześniej i na noc rozłożyłem się w lesie, kawałek za Rzesznikowem. Trasa udana, poza deszczem pod Sochaczewem w dobrej pogodzie; choć taki dystans o tej porze roku robi się już trochę za długi, noc trwa prawie 12h, a przy samotnej jeździe to nieuchronnie nuży i na świt czeka się z wytęsknieniem. Jazda z bagażem też była średnim pomysłem, na takim dystansie lepiej się jednak dodatkowo nie obciążać.

Zdjęcia


Zaliczone gminy - 11 (CZŁUCHÓW - miasto powiatowe, CZARNE, Szczecinek-wieś, SZCZECINEK - miasto powiatowe, BARWICE, POŁCZYN-ZDRÓJ, Świdwin-wieś, ŚWIDWIN - miasto powiatowe, Sławoborze, Rymań, Brojce)
Dane wycieczki: DST: 520.60 km AVS: 25.37 km/h ALT: 1580 m MAX: 48.80 km/h Temp:17.0 'C
Środa, 17 września 2014Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.20 km AVS: 24.00 km/h ALT: 35 m MAX: 34.60 km/h Temp:20.0 'C
Wtorek, 16 września 2014Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.20 km AVS: 23.38 km/h ALT: 25 m MAX: 35.90 km/h Temp:21.0 'C
Niedziela, 14 września 2014Kategoria >100km, >200km, >300km, Góral, Wycieczka
Krwawa Pętla po raz czwarty

Sezon bez Krwawej Pętli - to nie byłby prawdziwy sezon, więc po raz kolejny postanowiłem się zmierzyć z tym bardzo wymagającym szlakiem ;) Termin wrześniowy rządzi się swoimi prawami, więc postanowiłem ruszyć na trasę bardzo wcześnie, tak by nocą przejechać więcej na początku, gdy trasa jest łatwiejsza. Z domu ruszam przed 2, o 3 w Górze Kalwarii wjeżdżam na trasę pętli. Szybko przyzwyczajam się do nocnej jazdy, przy mocnym oświetleniu ponad 400 lumenów widoczność nawet w terenie jest przyzwoita, a pierwsza część Krwawej Pętli w stronę Zalesia - to głównie przyzwoite leśne szutrówki. Tym razem na rzeczce przed Zalesiem jest kładka, jak na razie 50% szans na forsowanie - na 4 moich przejazdach dwa razy musiałem rzeczkę forsować, dwa razy była kładka ;)). Jednym słowem - typowa prowizorka zrobiona na odwal się, zamiast zrobić raz a porządnie stabilny mostek - co sezon stawia się takie dziadostwo, które prędzej czy później się rozpada, tegoroczna kładka też się tak mocno chwiała, że długo to pewnie nie pożyje...

Nocka upływa spokojnie, cieplutko (najniższa temperatura to 14'C), jedynie co jakiś czas pojawiają się święcące oczy, głównie kotów, w rejonie Magdalenki zaczyna już świtać. Przed Nadarzynem mijam remont szosy katowickiej, kawałek dalej forsuję Zimną Wodę, niski poziom wody daje szanse na przejazd przez bagna bez dodatkowych atrakcji. Ale kawałek przed Podkową jest fragment fatalnego gruntu, który po nawet niewielkim deszczu zamienia się w płynne błoto, a przez noc lekko popadywało. I z jakieś 500m wystarczyło, żeby porządnie usyfić zarówno rower jak i mnie, błoto z tego kawałka na nogach dowiozłem do domu ;). Za Podkową przelotowy kawałek do Zaborowa, w międzyczasie niespecjalna po świcie pogoda zaczyna się ładnie klarować, ociepla się do ponad 20'C - w takich warunkach aż chce się jechać. W Zaborowie kończy się łatwy kawałek - i wjeżdżam w Kampinos, tutaj teren już trzyma solidny poziom, są singielki, jest trochę góreczek, no i to wszystko w pięknie pachnącym (głownie sosnowym) lesie.

W Lesznie po ok. 110km już podmęczony staję na dłuższy postój na ryneczku, stąd ruszam na kampinoski kawałek, jedzie się całkiem sprawnie, szybko docieram nad Kanał Łasica, kontynuując jazdę żółtym szlakiem łącznikowym Warszawskiej Obwodnicy Turystycznej dojeżdżam w północne rejony puszczy, skąd zielonym szlakiem docieram nad Wisłę. Z wiślanej ostrogi mam piękny widok na szeroko rozlaną (już po ujściu Narwi) rzekę; niewiele jest w Europie tak dużych nieuregulowanych rzek, a w rejonie Warszawy Wisła wygląda sporo lepiej niż taki duży kanał jak to jest w okolicach Krakowa. Znad Wisły obowiązkowo jadę na PKP Modlin, by zaliczyć oficjalny początek czerwonego szlaku. Za Modlinem zaczyna się już solidniejsza "rąbanina" - Lasy Chotomowskie to rejon zbliżony do Kampinosu, jest trochę piaszczystych wydm wysysających siły, ale i dających sporo frajdy w jazdy. Na przecięciu z gdańską linią kolejową tym razem nie ryzykuję jazdy felerną windą, w której zablokowaliśmy się rok temu z Krzyśkiem i na wiadukt rower wnoszę ;). Bagienka przed Nieporętem - suchutkie jak nigdy, zero problemów; w samym Nieporęcie staję na zasłużony postój robiąc zakupy w markecie przy ryneczku. Pogoda doskonała, chwilami nawet 30'C - takie temperatury w połowie września to już rzadko się trafiają.

Za Nieporętem - mozolny odcinek na Marki, za którymi przejeżdżam przez Horowe Bagno, również bez żadnych niespodzianek, wystarczyło kawałek poprowadzić rower. Przed Zielonką powoli zaczyna się już MPK, pojawiają się piachy i pagóreczki - i tak już będzie na dłuższym kawałku, to chyba najbardziej wymagający odcinek Krwawej Pętli. Coraz bardziej zaczynam odczuwać zmęczenie, ponad 200km w nogach swoje robi. Pod wieczór docieram do Wiązowny, tutaj krótki postój i szybko ruszam na szlak dolinką Mieni, tak by go zaliczyć jeszcze przed zapadnięciem ciemności, by było co zobaczyć. Ale kolejne odcinki trzeba już jechać ciemną nocą - najpierw rejon dużej górki koło Otowcka, a następnie wredny kawałek przed Pogorzelą, na którym szlak bardzo kręci. Ale z nawigacją problemów nie miałem, udało się uniknąć błędów i tracenia czasu na zawracanie i szukanie szlaku. Za Pogorzelą ostatni bardziej wymagający odcinek - czyli poniemieckie bunkry na piaszczystej górze. Tutaj już się trochę wkurzyłem, najpierw miałem wywrotkę po tym jak mi się przednie koło na zjeździe w piachu zaryło, chwilę później okazało się, że w jej wyniku przestał działać aparat fotograficzny (na szczęście w domu wrócił do życia). Do tego w rejonie bunkrów sporo się zmieniło od zeszłego roku, pojawiły się jakieś duże wykopy i górki z piaskiem, przez co lekko zakołowałem i musiałem drugi raz ładować się pod górę. Ale za bunkrami - już luzik, teren sporo łatwiejszy; niemniej te ok. 20km ciągnie się w nieskończoność, bo nóżki już nie takie świeże ;)). Jazdę wałem wiślanym urozmaicają duże ryby wyskakujące z wody, światła mostu widać z daleka. Za mostem czeka mnie jeszcze ostatni, kultowy podjazd po kostce do Góry Kalwarii - i na mecie melduję się o 21.55, z przyzwoitym jak na wrzesień (wymagający sporo nocnej jazdy) czasem 18h55min. Wracając z Góry Kalwarii miałem jeszcze sprawę do załatwienia w Warszawie, więc parę dodatkowych kilometrów jeszcze musiałem dokręcić ;)

Szlak jedyny w swoim rodzaju, daje kapitalny przegląd terenu występującego w rejonie Warszawy, zachwyca swoim urozmaiceniem, jednocześnie zmuszając do wielkiego wysiłku. Pomimo solidnego wypompowania na mecie - satysfakcja jest duża, a wrażeń z jazdy mnóstwo; tak więc każdemu rowerzyście lubiącemu wyzwania - warto ten szlak polecić.

Zdjęcia z trasy



Dane wycieczki: DST: 307.00 km AVS: 16.90 km/h ALT: 893 m MAX: 42.10 km/h Temp:25.0 'C
Sobota, 13 września 2014Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Wypad do Modlina. Razem z Krzyśkiem odprowadziliśmy kawałek Jacka (Turystę) jadącego z Warszawy do Gdańska, by wypróbować nowy rower przełajowy.
Dane wycieczki: DST: 63.70 km AVS: 25.65 km/h ALT: 180 m MAX: 56.60 km/h Temp:28.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl