wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wtorek, 24 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i do sklepu
Dane wycieczki: DST: 15.70 km AVS: 24.15 km/h ALT: 38 m MAX: 41.00 km/h Temp:24.0 'C
Poniedziałek, 23 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 23.54 km/h ALT: 40 m MAX: 39.80 km/h Temp:25.0 'C
Niedziela, 22 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 24.81 km/h ALT: 39 m MAX: 36.90 km/h Temp:26.0 'C
Piątek, 20 maja 2011Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Węgrów - Kosów Lacki - Wysokie Maz. - Tykocin - Białystok

Dłuższy wypad na którym sprawdzałem lemondkę i dużą torbę podsiodłową z nowym usztywnieniem. Pogoda na starcie przyzwoita, ciepło, chwilami wręcz upalnie (nawet ponad 30'C), porządny wiatr w plecy. Przed Węgrowem dwie awarie - najpierw spadła mi lampka (niestety większość okrągłych lampek ma fatalne mocowania na zipy czy gumki), przestała działać, zaskoczyła dopiero po mocnym uderzeniu o asfalt. Odkęrciło się też usztywnienie sakwy, musiałem zajechać do warsztatu samochodowego gdzie mi to mocno dokręcili i skontrowali kolejną nakrętką.

Trasa dość monotonna, Bug przekraczałem w rejonie Nuru, tam też zaczęła się zmieniać szybko pogoda i przed Czyżewem dopadła mnie niewielka burza. Kolejna burza łapie mnie przed Jeżewem, ale tam warunki pogorszyły się już znacząco - bo zaczął wiać mocny przeciwny wiatr. Żeby nie jechać remontowaną główną drogą - pojechałem przez Tykocin, na czym wyszedłem jak Zabłocki na mydle - bo wpakowałem się na spory odcinek beznadziejnego, chropowatego asfaltu.

Zmiana opon przedniej z tylną przy stanie 3219km; przebieg obecnej tylnej 3219km (na przodzie), przebieg obecnej przedniej 5515km (wszystko na tyle)


Zaliczone gminy - 9 (Miedzna, KOSÓW LACKI, Ceranów, Nur, CZYŻEW, Wysokie Mazowieckie - wieś, WYSOKIE MAZOWIECKIE - miasto powiatowe, Sokoły, TYKOCIN)
Dane wycieczki: DST: 247.20 km AVS: 27.88 km/h ALT: 750 m MAX: 43.70 km/h Temp:27.0 'C
Wtorek, 17 maja 2011Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po Warszawie z Cimanem

Zapraszam na relację z mojej kwietniowej wyprawy Śródziemnomorska Wiosna
Dane wycieczki: DST: 47.70 km AVS: 23.65 km/h ALT: 103 m MAX: 42.40 km/h Temp:21.0 'C
Niedziela, 15 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy, powrót w sporym deszczu
Dane wycieczki: DST: 15.30 km AVS: 23.54 km/h ALT: 64 m MAX: 38.10 km/h Temp:15.0 'C
Sobota, 14 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 15.20 km AVS: 22.24 km/h ALT: 44 m MAX: 37.10 km/h Temp:21.0 'C
Czwartek, 12 maja 2011Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wypad
Dookoła Tatr dz.II

Kraków - Dobczyce - Rabka - Gliczarów Górny - Łysa Polana - Przeł. Zdziarska (1080m) - Śląski Dom (1670m) - Strbske Pleso (1350m) - Liptovsky Mikulasz - Kvacanske Sedlo (1085m) - Zuberec - Sucha Hora - Chochołów - Chabówka - Myślenice - Kraków

Dziś zaczyna się prawdziwa trasa dookoła Tatr, ruszam wcześnie, o jakiejś 5,45, chciałbym się wyrobić w okolicach doby, tak by wsiąść w pierwszy ranny pociąg do Warszawy. Jako, że wczoraj nie zrobiłem zakupów, to śniadania nie jadłem; przez problemy z bagażnikiem sztycowym i dużą torbą podsiodłową pojechałem z absolutnym minimum bagażu - sprzęt do łatania gum, rękawki i koszulka, ryzykując zaufanie prognozie nie wziąłem nic od deszczu, tak więc jedzenia nie mam już jak wozić. Dojechałem na głodniaka do Dobczyc, tam chwilę poczekałem aż otworzą Biedronkę, zrobiłem zakupy i zjadłem porządne śniadanie.

Za Dobczycami lekko pod górę, większe podjazdy zaczynają się kawałek przed Kasiną, w sumie na ok. 550m, widoki coraz piękniejsze - nie ma to jednak jak góry! Z pod Kasiny zjazd do Mszany i fatalny kawałek krajówką do Rabki, akurat w partacki sposób łatano drogę gorącym żwirkiem, skutkiem czego moje opony "łapią" każdy kamyczek na drodze, dobre 20km nie dało się tego skutecznie wyczyścić. W Rabce pętelka przez całe miasto by znaleźć urząd gminy, po czym zaczynam długi podjazd na Obidową, w drugiej części pojawiają się pierwsze widoki na jeszcze zaśnieżone Tatry, im wyżej - tym widok mam ciekawszy. Podobnie jest i na zjeździe do Nowego Targu, oraz na dalszym odcinku zakopianki. Ale tym razem do samego Zakopanego nie jadę, w Białym Dunajcu skręcam na Gliczarów, słynny z bardzo ostrego podjazdu. W samym Dunajcu robię dłuższy postój, naprawiam też kasetę, która zaczęła się odkręcać. Jako, że nie miałem klucza do kasety, posłużyłem się małym imbusem jako dłutem i kamieniem jako młotkiem :))

Podjazd pod Gliczarów początkowo w normie, fajna wąziutka dróżka, ostra ściana zaczyna się dopiero za Gliczarowem Dolnym, są dwie krótkie stromizny ok. 20-22%, z moim przełożeniem (39-28) wjeżdżam ledwo-ledwo, z kadencją (specjalnie zamontowałem sobie czujnik:) rzędu 40. Na kawałku Gliczarów - Bukowina wspaniałe widoki na Tatry (a dziś jest doskonała widoczność), z kulminacyjnym momentem na Głodówce. Stamtąd zjeżdżam na Łysą Polanę i wjeżdżam na Słowację. Górki są cały czas - przełęcz Zdziarska (1080m), następnie podjazd Drogą Wolności. Ten ostatni dość łagodny, aczkolwiek ciągnie się wiele kilometrów. Długo zastanawiałem się czy jadąc tak długą i wyczerpującą trasę jest sens zaliczać tak ciężki podjazd jak Śląski Dom, ale w końcu uznałem, że to będzie takie swoiste ukoronowanie tego wyjazdu. Podjazd (pokonywany już na ok.170km górskiej trasy) dał mi bardzo mocno w kość, na prawie 700m różnicy poziomów jest średnio równe 10%, a to z moimi przełożeniami oznaczało bardzo siłową jazdę, z kadencją koło 50, do tego droga od 1300m jest w fatalnym stanie, w zeszłym roku robili jakiś remont, ale jego efektem jest tylko pogorszenie stanu nawierzchni, na szosowych kołach spowalnia to o 1-2km/h (na pojeździe i zjeździe średnia spadła łącznie o 1,5km/h). Na szczyt docieram z ulgą, lekiem kojącym zmęczenie są wspaniałe widoki, krajobraz typowo wysokogórski, wielkie kamienie i kameralne Velickie Pleso niesamowicie "wpasowane" w podnóża Gerlacha.

Zjazd w pierwszej części to masakra, nie przekraczałem 20km/h, dopiero poniżej 1300m da się jechać. Ale mnie na trasie czeka jeszcze wiele gór, z Tatrzańskiej Polanki ruszam do Strbskiego Plesa, na szczycie melduję się koło 17.30, tutaj w restauracji postanowiłem zjeść obiad, podobnie jak przed rokiem na trasie z Gosią i Marcinem zamówiłem świetny wyprażany ser. Ze Strbskiego mała nagroda za wiele podjazdów - niemal 40km w dół do Liptovskiego Hradoka, tam znowu dokręcam kasetę i robię zakupy na noc w Lidlu. Później spory kawałek po płaskim w zachodzącym słońcu, na podjeździe pod Kvacanskie Sedlo łapie mnie noc. Jazda po wysokich górach ciemną nocą ma swój niekwestionowany urok, a dziś trasę trochę oświetlał mi księżyc; ruch praktycznie zerowy. Podjazd pod Kvacanskie ciężki i długi, ale na duchu podtrzymuje mnie perspektywa, że to już ostatni tak duży podjazd na mojej trasie. Zjazd poszedł elegancko, jako że jest tu świetna nawierzchnia można się rozpędzić. W Zubercu krótka przerwa, pluję sobie w brodę, że nie zabrałem długich spodni, temperatura oscyluje koło 10'C, jadąc to nie przeszkadza, ale w czasie postoju wychładza momentalnie.

Z Zuberca kieruję się na Chochołów, zaliczając leśny podjazd na Oravicę (940m), zjazd niestety po marniutkiej nawierzchni, trzeba uważać i jechać na maksymalnym trybie lampki. Do Chochołowa też parę całkiem ostrych górek, w Polsce widać sporą różnicę w porównaniu do Słowacji, znacznie lepsze oświetlenie (sodowe lampy i to często, na Słowacji w skrócie ciemno jak w d. u Murzyna :), szosy też lepsze. Miałem nadzieję, że znajdę jeszcze jakiś czynny bar, ale przed północą wszystko już zamknięte. Jechałem sympatyczną trasą przez Czarny Dunajec do Chabówki, po drodze jedna mała przełęcz na 700m; dalej wjeżdżam na zakopiankę, do Lubienia jadę razem z samochodami, odcinek Lubień-Myślenice starą zakopianką z zerowym ruchem. Kawałek za Myślenicami wreszcie trafiłem na dużą stację Orlenu, gdzie można było odpocząć w cieple, wypić gorącą herbatę i coś zjeść. Odcinek z Myślenic pagórkowaty, na ostatnim podjeździe w Mogilanach zaczyna padać deszcz, co dodało mi motywacji do szybkiej jazdy na dworzec (dzisiejszy maks to właśnie nocny zjazd na tym kawałku :), po mokrym mieście leciałem koło 30km/h, na szczęście za mocno nie padało, na dworzec docieram koło 4.30 wyrabiając się na pierwszy pociąg do Warszawy (swoją drogą jakieś ciekawe połączenie - TLK, ale tylko wagony bezprzedziałowe, a bilet z rowerem za 53zł, czyli niewiele więcej niż IR).

Wyjazd udany, udało się wykonać ten bardzo ambitny plan, nawet z dodatkowymi bonusami jak Sląski Dom czy podjazdy pod Gliczarów czy nad samo Strbskie Pleso (w sumie powyżej 5000m podjazdów!). Po górach jechało mi się dobrze, tradycyjnie pod koniec mocno we znaki dawało się siedzenie, bardzo doskwierał brak długich spodni, w końcu będę musiał chyba zainwestować w kolejny bagażnik sztycowy, by mieć komfort przewożenia rzeczy, niska waga to nie wszystko, a kilogram w te czy we te nie gra roli, a wygoda jest warta większego ciężaru.

Średnia kadencja 65

Zdjęcia z komórki


Zaliczone gminy - 8 (Bukowina Tatrzańska, Czarny Dunajec, Raba Wyżna, Lubień, Jordanów - wieś, Pcim, MYŚLENICE - miasto powiatowe, Mogilany)
Dane wycieczki: DST: 414.10 km AVS: 22.88 km/h ALT: 5392 m MAX: 61.50 km/h Temp:23.0 'C
Środa, 11 maja 2011Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wypad
Dookoła Tatr dz.I

Warszawa - Grójec - Drzewica - Końskie - Jędrzejów - Miechów - Kraków

Krótki okres dobrej pogody postanowiłem wykorzystać na "spróbowanie" się z trasą, która już od dawna chodziła mi głowie - czyli objechaniu Tatr w jeden dzień ze startem i metą w Krakowie; wyzwanie nie lada zważywszy na ogromną liczbę gór po drodze.

Startuję bezpośrednio z Warszawy trochę przed 7, warunki na trasie przyzwoite - szybko robi się ciepło, cały czas jest słonecznie, wiatr raczej sprzyjający, aczkolwiek minimalny. Pierwsze kilometry to dobrze mi znana trasa przez Grójec i Nowe Miasto, postój tradycyjnie w Drzewicy w parku. Jako, że ostatnio trochę odpuściłem zaliczanie gmin - czas nadrobić zaległości, w miarę możliwości odwiedzam te po drodze, walcząc przy okazji z nowym GPS-em, który skasował mi wszystkie waypointy z adresami urzędów gmin ;)

Za Drzewicą zaczynają się małe górki, na trasie przed Łopusznem czuję już zmęczenie, trochę denerwuje droga, fragmentami w kiepskim stanie. W Jędrzejowie robię drugi duży postój, zakupy w sklepie, zjadłem lody, wypiłem duży jogurt, jako że jest naprawdę ciepło (26-28'C) pragnienie spore. Ostatni odcinek jadę szosą krakowską, jak zwykle na tym kawałku jedzie mi się całkiem przyzwoicie, mimo sporo większych górek niż wcześniej. W Krakowie melduję się zgodnie z planem przed 20, zjadłem obiad w McDonaldzie, zrobiłem krótki kurs po centrum i pojechałem na nocleg do schroniska PTSM.

Średnia kadencja 70

Zdjęcia z komórki


Zaliczone gminy - 19 (Belsk Duży, MOGIELNICA, NOWE MIASTO NAD PILICĄ, Odrzywół, DRZEWICA, Gielniów, Gowarczów, KOŃSKIE - miasto powiatowe, Radoszyce, Łopuszno, MAŁOGOSZCZ, JĘDRZEJÓW - miasto powiatowe, Wodzisław, Książ Wielki, MIECHÓW - miasto powiatowe, SŁOMNIKI, Iwanowice, Michałowice, Zielonki)
Dane wycieczki: DST: 298.60 km AVS: 26.58 km/h ALT: 2033 m MAX: 59.60 km/h Temp:26.0 'C
Wtorek, 10 maja 2011Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy i do sklepu
Dane wycieczki: DST: 16.80 km AVS: 23.44 km/h ALT: 43 m MAX: 39.40 km/h Temp:22.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl