wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Środa, 7 maja 2014Kategoria Wyprawa, Rower szosowy, >200km, >100km
Hochtor - dzień 3
Loucka - Kromeriz - Slavkov u Brna - Znojmo - [A] - Eggenburg - Maissau

Od rana silnie wieje, przy planowanym dystansie ponad 200km to marniutka wiadomość. Wiatr generalnie wieje bardziej z boku, więc tak źle na szczęście nie jest, niemniej wyraźnie przeszkadza. Trasa lekko pagórkowata, choć jak na czeskie warunki nie jest źle, liczba górek w normie. Przejeżdżam przez ładny Kromeriz, kilkanaście km dalej wjeżdżam na bardzo ruchliwą drogę do Slavkova, pobocza brak, sporo tirów, trzeba było się przemęczyć ok. 20km. W Slavkovie robię zakupy, samo miasto dużo lepiej jest znane pod niemiecką nazwą Austerlitz, tutaj w 1805 roku rozegrała się słynna bitwa 3 cesarzy, w której Francuzi pod dowództwem Napoleona rozbili Austriaków i Rosjan. Z tego właśnie względu przez ten rejon poprowadziłem swoją trasę, kawałek za miastem jest sporo pamiątek po bitwie, wjechałem na panujące nad okolicę słynne wzgórze Prace, które odegrało kluczową rolę w czasie bitwy, na szczycie znajduje się małe mauzoleum poświęcone bitwie.

Kolejny odcinek do Znojma raczej płaski, niestety znowu czekał mnie długi odcinek wąskiej i ruchliwej drogi do Znojma, do tego wyraźne zaczęła się psuć pogoda, ok. 20km przed miastem zaczęło padać, znacznie się ochłodziło. W deszczu musiałem jechać spory kawał, na granicy austriackiej opady przeszły w regularną ulewę, uspokajać zaczęło się dopiero za Eggendrofem, tak więc rozkładając się na nocleg sporo rzeczy miałem juz mokrych.

Zdjęcia


Dane wycieczki: DST: 218.50 km AVS: 24.32 km/h ALT: 1741 m MAX: 58.60 km/h Temp:18.0 'C
Wtorek, 6 maja 2014Kategoria Wyprawa, Rower szosowy, >200km, >100km
Hochtor - dzień 2
Zawiercie - Olkusz - Pszczyna -m Zebrzydowice -[CZ] - Ostrava - Pribor - Stramberk - Loucka

Z Zawiercia ruszam wcześnie rano, po paru kilometrach orientuję się, że nie mam magnesu do kadencji, musiał gdzieś odpaść na trasie, na szczęście Zbyszek jeszcze był w domu i poratował mnie swoim ;)). Zaraz za Ogrodzieńcem zaczyna się najładniejszy dziś kawałek - czyli spora seria górek aż do Oświęcimia, w rejonie Olkusza bardzo solidne podjazdy. Za Oświęcimiem wyraźnie się wypłaszcza, jadę wzdłuż jeziora Goczałkowickiego, fajnie wygląda taka wielka tafla z rysującymi się zarysami gór na horyzoncie. Granicę czeską przekraczam w Zebrzydowicach, pierwszy odcinek w Czechach marniutki, dość ruchliwe drogi i bardzo przemysłowe tereny zagłębia górniczego w rejonie Ostravy. Dopiero za Ostravą zaczyna się sensowniejsza jazda, odwiedzam zabytkowe miasto Stramberk, do którego trzeba podjechać spory kawałek pod górę, ale warto, bo prezentuje się okazale, z panującym nad okolicą pięknym zamkiem na wzgórzu i historyczną zabudową.

Wyjeżdżając z miasteczka zachciało mi się robić skróty, więc trochę musiałem przejechać po szutrze i paru ostrych ściankach, po czym wracam na drogę na Valasskie Mezirici, rozbijam się kawałek za tym miastem, na polu przy drodze

Zdjęcia


Dane wycieczki: DST: 231.20 km AVS: 24.51 km/h ALT: 1766 m MAX: 56.00 km/h Temp:20.0 'C
Poniedziałek, 5 maja 2014Kategoria Wyprawa, Rower szosowy, >200km, >100km
Hochtor - dzień 1
I dzień - Warszawa - Drzewica - Końskie - Włoszczowa - Pilica - Zawiercie

Na trasę ruszam wcześnie rano, na pierwszym odcinku jadę razem z Bartkiem. Pogoda dobra, wieje w plecy, słonecznie, choć chłodno, rano zaledwie kilka stopni. Ale w miarę upływu czasu szybko się ociepla i za Grójcem rozbieramy się. Dobrze znana trasa na Końskie łatwo przelatuje, rozmawiając czas szybciej mija. Bartek odprowadził mnie do Odrzywołu, stąd pojechał do Tomaszowa i dalej do Warszawy. Ja tymczasem kontynuuję jazdę na Końskie, mijam zalew w Sielpi, a z Radoszyc jadę bocznymi drogami do Włoszczowy, jest tu trochę kiepskich asfaltów, ale dystans o ok. 10km krótszy niż wersja przez Łopuszno.

Za Koniecpolem zaczynają się ciekawsze tereny, coraz bliżej do Jury, za Lelowem są już solidne górki, które czuję w nogach, bo dystans z Warszawy solidny. Z Zawiercia naprzeciw wyjechał mi Zbyszek, spotykamy się przed Ogrodzieńcem, wspólnie oglądamy piękne ruiny zamku panujące nad miastem. Nocuję u Zbyszka w Zawierciu, podziękowania za kolejne bardzo miłe przyjęcie, było sporo czasu, żeby pogadać o rowerowych planach na zbliżające się wakacje.

Zdjęcia


Dane wycieczki: DST: 264.40 km AVS: 25.88 km/h ALT: 1627 m MAX: 56.00 km/h Temp:13.0 'C
Sobota, 3 maja 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście, bardzo marna pogoda
Dane wycieczki: DST: 15.10 km AVS: 22.65 km/h ALT: 35 m MAX: 30.00 km/h Temp:6.0 'C
Piątek, 2 maja 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście, zimno
Dane wycieczki: DST: 15.40 km AVS: 23.10 km/h ALT: 35 m MAX: 31.90 km/h Temp:8.0 'C
Czwartek, 1 maja 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 15.00 km AVS: 23.68 km/h ALT: 35 m MAX: 32.80 km/h Temp:17.0 'C
Środa, 30 kwietnia 2014Kategoria Treking, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 4.10 km AVS: 22.36 km/h ALT: m MAX: 27.40 km/h Temp:21.0 'C
Środa, 30 kwietnia 2014Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Pętla przez Górę Kalwarię i Zalesie Górne
Dane wycieczki: DST: 70.90 km AVS: 27.27 km/h ALT: 142 m MAX: 52.60 km/h Temp:23.0 'C
Wtorek, 29 kwietnia 2014Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Powrót z dworca, autokar dojechał trochę wcześniej, jeszcze przed godzinami kursowania metra, więc choć nie bardzo mi się chciało musiałem pojechać rowerem ;)
Dane wycieczki: DST: 23.20 km AVS: 27.29 km/h ALT: 50 m MAX: 46.20 km/h Temp:11.0 'C
Poniedziałek, 28 kwietnia 2014Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wycieczka, >500km
Kot z Wilkiem jadą do Berlina ;))

Pod koniec kwietnia planowałem jakąś długą jednodniówkę, a jako że ostatnio utrzymują się wiatry ze wschodu - padło na Berlin. Trasa z Warszawy do Berlina prowadzi przez Poznań - więc od razu pomyślałem o Kocie, która wraz z mężem Krzyśkiem ma już na koncie niejedną trasę podobnej skali trudności; a o której rowerowych przygodach czytałem już nieraz. A taka trasa jak Berlin - to wręcz idealna okazja do poznania się osobiście z ludźmi, którzy dzielą z nami rowerową pasję.

Ruszam z Warszawy przed 13, początek mało ciekawy, częściowo pod wiatr, dopiero za Łowiczem warunki się poprawiły, a zapowiadane przelotne opady nie zmaterializowały się. Trasa z Warszawy do Poznania jest śmiertelnie nudna, jedyne urozmaicenie to pagórkowaty odcinek pomiędzy Kołem a Koninem, który pokonuję już po zmierzchu. Za to droga dobrej jakości, a dziś dodatkowo ruch był bardzo mały. Na drugi postój zatrzymuję się na stacji w Golinie, po nim jeszcze koło 3h nocnej jazdy do Poznania i tam spotykam się z Kotem. Szybko jedziemy do domu na obiad (2 w nocy to idealny czas ;)), tam poznaję Krzyśka.

Po szybkim posiłku i krótkiej pogawędce - ruszamy na na trasę. Przez Poznań przebijamy się błyskawicznie, miasto o tej godzinie zupełnie puste. Od samego początku Krzysiek dyktuje szybkie tempo, koło 30km/h, więc głównie wiozę się na kole ;). Noc w miarę ciepła, zimniej robi się koło świtu, szczególnie na łąkach, gdzie witają nas malownicze mgły i dużo wilgoci. Na postój zatrzymujemy się na stacji w Zbąszyniu, ciepłe kawa i herbata są w sam raz na takie warunki. Z kolejnymi kilometrami szybko zaczyna się ocieplać, trasa ciekawa i mocno urozmaicona, nie to co nudna szosa do Poznania. Są lasy, są małe pagóreczki, są drogowe ciekawostki jak solidna lubuska kostka w Jeziorach, jest wreszcie atrakcja nie do przebicia, czyli gigantyczna statua Chrystusa w Świebodzinie, fajnie oświetlona porannym słońcem ;))

Ze Świebodzina odbijamy na południowy-zachód i leśnymi terenami docieramy do Krosna Odrzańskiego, tam postój pod marketem, a w czasie zakupów Marzena dowiedziała się od miejscowego policjanta-rowerzysty, że krajówka na Gubin, której trochę się obawialiśmy jest na rower bardzo wygodna a ruch niewielki. I sprawdziło się to w rzeczywistości, po szybkiej leśnej jeździe meldujemy się w Gubinie, gdzie stajemy na ostatni postój w Polsce, ze względu na szybkie tempo jakie cały czas utrzymywaliśmy czasu na postoje było w nadmiarze, więc nie trzeba było się spieszyć. Po obowiązkowych fotkach na granicy - wjeżdżamy do Niemiec, pierwszy kawałek zaraz za Gubinem to najładniejszy odcinek naszej trasy, zupełnie boczne dróżki, głównie w lesie, sporo pagóreczków, kilka niebrzydkich miasteczek, pogoda idealna, aż się chciało jechać, tutaj mijają 24 godziny na trasie, w które pokonałem 545km. W Berlinie byłem też 2 lata temu, ale wtedy od Świebodzina jechałem innymi drogami, granicę przekraczałem we Frankfurcie - tamta trasa była o wiele gorsza od dzisiejszej, znacznie bardziej ruchliwa i mniej widokowa, pomysł jazdy dłuższym wariantem przez Gubin był strzałem w dziesiątkę.

Po najciekawszym kawałku w Niemczech stanęliśmy sobie na postój nad jeziorem Oelsener, im bliżej było Berlina tym więcej spotykaliśmy jezior, przecinaliśmy całą masę kanałów składających się na skomplikowaną sieć wodną okolic Berlina, w paru miejscach widoki były jak na Mazurach, dotąd nie zdawałem sobie sprawy, że w tak bliskiej odległości od Berlina jest całkiem spore pojezierze. Im bliżej stolicy tym ruch robił się coraz większy, więc parę razy skorzystaliśmy z pozamiejskich ścieżek, jedna całkiem fajna, z leśnym odcinkiem, po króciutkich interwałowych pagóreczkach. Końcówka już mniej przyjemna, jazda typowo miejska, a po takim dystansie w nogach ciągłe ruszanie i hamowanie nie jest za przyjemne. Dobrym pomysłem był odjazd z lotniska Schonefeld, nie z centrum Berlina, co oszczędziło nam dobrych 20km po zwartej zabudowie miejskiej, a sam Berlin nie jest tak atrakcyjnym miastem by było czego specjalnie żałować.

Powrót autobusem z 3 rowerami to zawsze pewne wyzwanie, kierowca od razu zaczął gadkę żeby rowery składać i opakować, ale na widok Kota i informacji ile dziś przejechaliśmy - szybko zmiękł, nawet nam pomógł w załadunku, kolejny powód dla którego warto mieć dziewczynę w składzie ;)) Całą podróż do Poznania przegadaliśmy, to chyba najskuteczniejsza metoda walki z sennością, żegnamy sie na dworcu w Górczynie, Kot i Krzysiek mieli jeszcze kawałek rowerami do domu, mnie czekało jeszcze parę godzin podróży autokarem do Warszawy.

Wyjazd bardzo udany - świetne towarzystwo, fajna trasa, doskonała pogoda, a jak na taki długi dystans "weszła w nogi" bardzo przyzwoicie, ale to z pewnością zasługa tego, że od Poznania niemal cała trasę jechałem na kole Kota i Krzyśka. Od czasu do czasu coś mnie tam pobolewało, ale na tak długich dystansach to norma, do tego w tym roku wreszcie nie mam żadnych problemów z siedzeniem, co potrafi nieźle uprzykrzyć życie na tak długich trasach. Dużo podziwu dla Kota, po ponad 350km wcale nie wyglądała na specjalnie zmęczoną, a w przeciwieństwie do mnie sporo udzielała się na przodzie, a tempo utrzymywaliśmy solidne, średnia na całym dystansie od Poznania wynosiła koło 29-30km/h. Przyjemnie było poznać ludzi z podobną pasją, którzy kochają zarówno jazdę długodystansową, jak i wielodniowe podróżowanie z sakwami; liczę, że w przyszłości pewnie jeszcze niejedną ciekawą trasę razem przejedziemy ;))

Zdjęcia z trasy


Zaliczone gminy - 1 (Skąpe)
Dane wycieczki: DST: 647.40 km AVS: 28.31 km/h ALT: 1702 m MAX: 51.20 km/h Temp:16.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl