Sobota, 27 października 2018Kategoria Scott 2018, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 13.40 km AVS: 19.61 km/h
ALT: 30 m MAX: 30.40 km/h
Temp:9.0 'C
Piątek, 26 października 2018Kategoria Canyon 2018, Wycieczka
Spokojna pętelka do Góry, ponure oblicze jesieni
Dane wycieczki:
DST: 58.20 km AVS: 23.76 km/h
ALT: 99 m MAX: 44.30 km/h
Temp:9.0 'C
Wtorek, 23 października 2018Kategoria Canyon 2018, Wycieczka
Wypad do Gassów, 5'C, cały czas w deszczu i na silnym wietrze, stopy zupełnie mi przemarzły. Żywej duszy na rowerze nie spotkałem, w taką pogodę jeżdżą tylko ci co naprawdę kochają rower :)). Tutaj piękna, już trochę zapomniana piosenka dla ludzi z pasją:
Dane wycieczki:
DST: 31.20 km AVS: 26.00 km/h
ALT: 98 m MAX: 41.60 km/h
Temp:5.0 'C
Poniedziałek, 22 października 2018Kategoria Ultramaraton, NorthCape 4000
NorthCape 4000
Zapraszam na relację z mojej najważniejszej tegorocznej imprezy - czyli starcie w ultramaratonie NorthCape 4000. Trasa przez pół Europy - zaczynaliśmy jazdę pod palmami nad Gardą, kończyliśmy na Nordkappie, gdzie nic poza trawą już nie rośnie. Wspaniała przygoda, udało mi się uzyskać doskonały rezultat - zająłem 3 miejsce, na ok. 120 startujących zawodników. A na zachętę - krótki filmik w którym się również pojawiam, dobrze pokazujący klimat walki w Arktyce :)
Zapraszam na relację z mojej najważniejszej tegorocznej imprezy - czyli starcie w ultramaratonie NorthCape 4000. Trasa przez pół Europy - zaczynaliśmy jazdę pod palmami nad Gardą, kończyliśmy na Nordkappie, gdzie nic poza trawą już nie rośnie. Wspaniała przygoda, udało mi się uzyskać doskonały rezultat - zająłem 3 miejsce, na ok. 120 startujących zawodników. A na zachętę - krótki filmik w którym się również pojawiam, dobrze pokazujący klimat walki w Arktyce :)
Dane wycieczki:
DST: 0.00 km AVS: km/h
ALT: m MAX: 0.00 km/h
Temp: 'C
Sobota, 20 października 2018Kategoria Scott 2018, Użytkowo
Po mieście

Dane wycieczki:
DST: 13.40 km AVS: 19.14 km/h
ALT: 30 m MAX: 29.60 km/h
Temp:8.0 'C
Piątek, 19 października 2018Kategoria Scott 2018, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 13.40 km AVS: 19.14 km/h
ALT: 30 m MAX: 28.60 km/h
Temp:10.0 'C
Czwartek, 18 października 2018Kategoria Scott 2018, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 14.20 km AVS: 18.52 km/h
ALT: 30 m MAX: 28.20 km/h
Temp:13.0 'C
Wtorek, 16 października 2018Kategoria >100km, Canyon 2018, Wypad
Śladami Niepodległej - Ukraina - dzień 6
Dzisiaj najbardziej górzysty dzień tego generalnie płaskiego wyjazdu - czeka mnie przejazd
przez Roztocze i Skierbieszowski Park Krajobrazowy. Bardzo fajne tereny, złota polska jesień to
optymalny czas na jazdę przez Roztocze, bo nie brakuje tutaj tak kolorowych o tej porze roku
lasów. Za Cieszanowem zaczyna się pierwsza seria górek, za Zamościem druga - czyli bardzo fajna
droga na Chełm, prowadząca po wielu ściankach w okolicy. Znowu z wiatrem, więc jechało mi się
doskonale, do Chełma dojeżdżam z dużym zapasem czasowym.

Wypad bardzo udany - doskonała pogoda cały czas, może trochę jedynie już dość krótki dzień
przeszkadzał przy dużych dystansach jakie pokonywałem, ale to już niewielki minus, zmuszający
jedynie do większej dyscypliny postojowej. Udało się zrealizować cały plan wycieczki,
odwiedziłem miejsca, gdzie 100 lat temu wykluwała się polska niepodległość, wykluwała w sposób
krwawy, wymagający od Polaków wielkich poświęceń i ofiar - dlatego należy bardzo szanować
pokolenia naszych pradziadów, którym los kazał w tak trudnych czasach żyć. Dzięki ich wielkiemu
poświęceniu mamy dzisiaj Polskę w której można bardzo wygodnie żyć. Kraj może nie idealny, nie
pozbawiony wielu wad - ale postęp w porównaniu z tym co było 100 lat temu jest ogromny, za to
właśnie by ich dzieci miały tylko takie problemy jak my mamy teraz - umierali legioniści
Piłsudskiego, czy też Orlęta Lwowskie.
Na podsumowanie przepiękna polska pieśń z okresu wykuwania się niepodległości "O mój rozmarynie"; ten wyjazd aż za dobrze uświadomił mi ilu tych "chłopców malowanych" zostało na wschodzie na zawsze byśmy my mogli się cieszyć wolnością...
Zdjęcia z wyjazdu
Dzisiaj najbardziej górzysty dzień tego generalnie płaskiego wyjazdu - czeka mnie przejazd
przez Roztocze i Skierbieszowski Park Krajobrazowy. Bardzo fajne tereny, złota polska jesień to
optymalny czas na jazdę przez Roztocze, bo nie brakuje tutaj tak kolorowych o tej porze roku
lasów. Za Cieszanowem zaczyna się pierwsza seria górek, za Zamościem druga - czyli bardzo fajna
droga na Chełm, prowadząca po wielu ściankach w okolicy. Znowu z wiatrem, więc jechało mi się
doskonale, do Chełma dojeżdżam z dużym zapasem czasowym.
Wypad bardzo udany - doskonała pogoda cały czas, może trochę jedynie już dość krótki dzień
przeszkadzał przy dużych dystansach jakie pokonywałem, ale to już niewielki minus, zmuszający
jedynie do większej dyscypliny postojowej. Udało się zrealizować cały plan wycieczki,
odwiedziłem miejsca, gdzie 100 lat temu wykluwała się polska niepodległość, wykluwała w sposób
krwawy, wymagający od Polaków wielkich poświęceń i ofiar - dlatego należy bardzo szanować
pokolenia naszych pradziadów, którym los kazał w tak trudnych czasach żyć. Dzięki ich wielkiemu
poświęceniu mamy dzisiaj Polskę w której można bardzo wygodnie żyć. Kraj może nie idealny, nie
pozbawiony wielu wad - ale postęp w porównaniu z tym co było 100 lat temu jest ogromny, za to
właśnie by ich dzieci miały tylko takie problemy jak my mamy teraz - umierali legioniści
Piłsudskiego, czy też Orlęta Lwowskie.
Na podsumowanie przepiękna polska pieśń z okresu wykuwania się niepodległości "O mój rozmarynie"; ten wyjazd aż za dobrze uświadomił mi ilu tych "chłopców malowanych" zostało na wschodzie na zawsze byśmy my mogli się cieszyć wolnością...
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 164.10 km AVS: 25.38 km/h
ALT: 1246 m MAX: 69.00 km/h
Temp:16.0 'C
Poniedziałek, 15 października 2018Kategoria >100km, Canyon 2018, Wypad
Śladami Niepodległej - Ukraina - dzień 5
Dzisiejszego dnia obawiałem się dużego ruchu na drodze do Lwowa - ale żadnego dramatu nie było,
wygodna jazda, bo droga z dobrym asfaltem, tak więc 50km dzielące mnie od miasta szybko
zleciało. Za to w samym Lwowie masakra, większość ulic jest wybrukowana kostką i to nie jest
równa kostka, tylko chamski, nierówny bruk, powyginany na wszystkie strony; o ile w innych
krajach bruk w miastach jest raczej elementem mającym tworzyć klimat, to tutaj to po prostu
normalka obecna w całym mieście. Najgorszy bruk był na dużym podjeździe w stronę Cmentarza
Łyczakowskiego, przerwy między kostkami bruku były takie że notorycznie wpadały w nie wąskie
opony szosowe, szczególnie na zjeździe było więc wesoło, jak się dobrze zaklinuje to można
piękny lot przez kierownicę zaliczyć :).

Polski Cmentarz Obrońców Lwowa stanowi wydzieloną część wielkiego cmentarza Łyczakowskiego.
Robi naprawdę duże wrażenie - pięknie położony na stoku wysokiego wzgórza, bardzo przyzwoicie
wyremontowany i utrzymywany we wzorowym porządku; także tutaj, podobnie jak w Kostiuchnówce
państwo polskie stanęło na wysokości zadania, dbając o godne miejsce spoczynku dla tych co
niepodległość wywalczyli. Porażające są też daty na grobach wielu żołnierzy, bardzo dużo jest
18-latków, a nawet i 16-latków. A byli i młodsi, bo do spontanicznej walki z Ukraińcami
próbującymi opanować miasto, gdzie Polacy mieli zdecydowaną większość stanęło wielu uczniów
liceów i szkół - słynnych "Orląt Lwowskich". Taka mnie też naszła refleksja porównując te czasy
sprzed 100 lat z naszymi - ile wówczas było osób, które gotowe były ojczyźnie "na stos rzucić
swoj życia los" a ile takich osób się znajdzie obecnie, dla których liczy się coś więcej niż
kariera, pieniądze, czy prywatne egoizmy? Ciekawe pytanie, bardzo trudno na nie odpowiedzieć,
bo ekstremalne poświęcenie często wychodzi z ludzi dopiero w ekstremalnych sytuacjach, często
normalni spokojni obywatele pod wpływem czynników zewnętrznych stają się wewnętrznie silni jak
stal, a ich gotowość do ofiar na rzecz czegoś większego niż wygodne życie znacznie rośnie.
Wielka też szkoda, że wichry historii tak się ułożyły, że to polskie miasto, od kilkuset lat w
Rzeczypospolitej zostało Polsce zabrane na rzecz sowieckiego imperializmu, a po zawaleniu się
komunizmu dostało się w ręce Ukraińców.

Zrobiłem sobie też spacer po samym cmentarzu Łyczakowskim - to bez wątpienia najpiękniejszy
cmentarz jaki widziałem, mnóstwo wykonanych z wielkim kunsztem wspaniałych rzeźb, do tego ładne
ulokowanie; nie dziwne, że spotkać tutaj można wiele wycieczek bo naprawdę jest co tutaj
oglądać - przy zwiedzaniu Lwowa niewątpliwie obowiązkowy punkt. Z cmentarza jadę do centrum,
robię sobie dłuższy popas na reprezentacyjnym deptaku pod lwowską Operą. Miasto opuszczam drogą
na Szegini, wyjazd nieprzyjemny, dużo kostki i to na podjeździe, diopiero 20km za miastem robi
się już pustawo. Na szczęście główny ruch transportowy wzięła na siebie droga do Korczowej,
gdzie zaczyna się autostrada, co znacznie odciążyło Medykę. Tak więc odcinek ze Lwowa na polską
granicę przeleciał z duża przyjemnością - poezja asflatu, licznika i wiatru w plecy :)). Po
polskiej stronie jeszcze prawie 50km do pokonania, przyjemne boczne drogi do Wielkich Oczu,
gdzie nocuję kawałek za miasteczkiem.
Zdjęcia z wyjazdu
Dzisiejszego dnia obawiałem się dużego ruchu na drodze do Lwowa - ale żadnego dramatu nie było,
wygodna jazda, bo droga z dobrym asfaltem, tak więc 50km dzielące mnie od miasta szybko
zleciało. Za to w samym Lwowie masakra, większość ulic jest wybrukowana kostką i to nie jest
równa kostka, tylko chamski, nierówny bruk, powyginany na wszystkie strony; o ile w innych
krajach bruk w miastach jest raczej elementem mającym tworzyć klimat, to tutaj to po prostu
normalka obecna w całym mieście. Najgorszy bruk był na dużym podjeździe w stronę Cmentarza
Łyczakowskiego, przerwy między kostkami bruku były takie że notorycznie wpadały w nie wąskie
opony szosowe, szczególnie na zjeździe było więc wesoło, jak się dobrze zaklinuje to można
piękny lot przez kierownicę zaliczyć :).
Polski Cmentarz Obrońców Lwowa stanowi wydzieloną część wielkiego cmentarza Łyczakowskiego.
Robi naprawdę duże wrażenie - pięknie położony na stoku wysokiego wzgórza, bardzo przyzwoicie
wyremontowany i utrzymywany we wzorowym porządku; także tutaj, podobnie jak w Kostiuchnówce
państwo polskie stanęło na wysokości zadania, dbając o godne miejsce spoczynku dla tych co
niepodległość wywalczyli. Porażające są też daty na grobach wielu żołnierzy, bardzo dużo jest
18-latków, a nawet i 16-latków. A byli i młodsi, bo do spontanicznej walki z Ukraińcami
próbującymi opanować miasto, gdzie Polacy mieli zdecydowaną większość stanęło wielu uczniów
liceów i szkół - słynnych "Orląt Lwowskich". Taka mnie też naszła refleksja porównując te czasy
sprzed 100 lat z naszymi - ile wówczas było osób, które gotowe były ojczyźnie "na stos rzucić
swoj życia los" a ile takich osób się znajdzie obecnie, dla których liczy się coś więcej niż
kariera, pieniądze, czy prywatne egoizmy? Ciekawe pytanie, bardzo trudno na nie odpowiedzieć,
bo ekstremalne poświęcenie często wychodzi z ludzi dopiero w ekstremalnych sytuacjach, często
normalni spokojni obywatele pod wpływem czynników zewnętrznych stają się wewnętrznie silni jak
stal, a ich gotowość do ofiar na rzecz czegoś większego niż wygodne życie znacznie rośnie.
Wielka też szkoda, że wichry historii tak się ułożyły, że to polskie miasto, od kilkuset lat w
Rzeczypospolitej zostało Polsce zabrane na rzecz sowieckiego imperializmu, a po zawaleniu się
komunizmu dostało się w ręce Ukraińców.
Zrobiłem sobie też spacer po samym cmentarzu Łyczakowskim - to bez wątpienia najpiękniejszy
cmentarz jaki widziałem, mnóstwo wykonanych z wielkim kunsztem wspaniałych rzeźb, do tego ładne
ulokowanie; nie dziwne, że spotkać tutaj można wiele wycieczek bo naprawdę jest co tutaj
oglądać - przy zwiedzaniu Lwowa niewątpliwie obowiązkowy punkt. Z cmentarza jadę do centrum,
robię sobie dłuższy popas na reprezentacyjnym deptaku pod lwowską Operą. Miasto opuszczam drogą
na Szegini, wyjazd nieprzyjemny, dużo kostki i to na podjeździe, diopiero 20km za miastem robi
się już pustawo. Na szczęście główny ruch transportowy wzięła na siebie droga do Korczowej,
gdzie zaczyna się autostrada, co znacznie odciążyło Medykę. Tak więc odcinek ze Lwowa na polską
granicę przeleciał z duża przyjemnością - poezja asflatu, licznika i wiatru w plecy :)). Po
polskiej stronie jeszcze prawie 50km do pokonania, przyjemne boczne drogi do Wielkich Oczu,
gdzie nocuję kawałek za miasteczkiem.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 185.80 km AVS: 25.11 km/h
ALT: 1076 m MAX: 57.70 km/h
Temp:17.0 'C
Niedziela, 14 października 2018Kategoria >100km, Canyon 2018, Wypad
Śladami Niepodległej - Ukraina - dzień 4
Ranek najzimniejszy na wyjeździe - kolo świtu był mróz, rano cały rower mam w zamarzniętej
wilgoci. Ale pogoda dalej jest jak drut, cały czas ten sam wyżowy schemat - zimne noce i
poranki, a ekstra pogoda i słońce cały dzień. Dzisiaj jadę na Łuck, szybko na drodze robi się
duży ruch, a szosa jest w stylu ukraińskim, z masą dziur, więc trzeba często tańcować po całej
szerokości by je omijać, co przy dużym ruchu jest mocno nieprzyjemne. Ze względu na awarię
sztycy miałem jechać główną szosą bezpośrednio na Lwów, by ograniczyć złe nawierzchnie do
minimum, ale przez ten ruch zdecydowałem się jednak pojechać planowanym wcześniej sporo
dłuższym wariantem przez Beresteczko - po bardziej bocznych drogach.

Sam Łuck nie za ciekawy, w centrum była jakaś defilada chyba uczniów szkół wojskowych bo szli w
mundurach, ale na żołnierzy byli sporo za młodzi. Za Łuckiem zjeżdżam z głównej szosy kierując
się na Demidówkę. Ruch od razu znacznie zmalał, asfalt był cienki, ale też i dramatu nie było,
dało się po tym jechać, sporo przeszkadzał natomiast południowo-wschodni wiatr. Pierwszy
odcinek pagórkowaty, sporo małych góreczek po 10-20m, sporo szpalerów drzew z całą paletą
jesiennych barw. Widać tutaj też zupełnie niewykorzystane bogatctwo Ukrainy - czyli słynne
czarnoziemy, kraj dysponujący takim potencjałem powinien być rolniczą potęgą.
Za Demidówką wreszcie skręcam na zachód i wiatr zaczyna zdecydowanie pomagać. W Plaszewie
odbijam do kompleksu upamiętniającego słynną bitwę pod Beresteczkiem, gdzie Polacy rozbili
armię kozacko-tatarską w jednej z największych bitew całego XVII wieku. Kompleks robi wrażeniey
- składa się z otoczynych wysokim murem dwóch cerkwii, drewnianej XVIIw wybudowanej tuż po
bitwie, oraz sporo większej murowanej z 1914 roku. Postawione są w miejscu, gdzie po przegranej
bitwie ewakuował się ogromny, ok. 60tys kozacki tabor, rozgromiony w trakcie próby przeprawy
przez bagna.

Spod Beresteczka kontynuuję jazdę w stronę Lwowa, nieoczekiwanie od Łopatyna do Radziechowa
jest już nowiutki asfalt, więc z pomocą wiatru pruje się elegancko w stronę zachodzącego
słońca. Pociągnąłem jeszcze kawałek za Radziechów, już główną drogą na Lwów.
Zdjęcia z wyjazdu
Ranek najzimniejszy na wyjeździe - kolo świtu był mróz, rano cały rower mam w zamarzniętej
wilgoci. Ale pogoda dalej jest jak drut, cały czas ten sam wyżowy schemat - zimne noce i
poranki, a ekstra pogoda i słońce cały dzień. Dzisiaj jadę na Łuck, szybko na drodze robi się
duży ruch, a szosa jest w stylu ukraińskim, z masą dziur, więc trzeba często tańcować po całej
szerokości by je omijać, co przy dużym ruchu jest mocno nieprzyjemne. Ze względu na awarię
sztycy miałem jechać główną szosą bezpośrednio na Lwów, by ograniczyć złe nawierzchnie do
minimum, ale przez ten ruch zdecydowałem się jednak pojechać planowanym wcześniej sporo
dłuższym wariantem przez Beresteczko - po bardziej bocznych drogach.
Sam Łuck nie za ciekawy, w centrum była jakaś defilada chyba uczniów szkół wojskowych bo szli w
mundurach, ale na żołnierzy byli sporo za młodzi. Za Łuckiem zjeżdżam z głównej szosy kierując
się na Demidówkę. Ruch od razu znacznie zmalał, asfalt był cienki, ale też i dramatu nie było,
dało się po tym jechać, sporo przeszkadzał natomiast południowo-wschodni wiatr. Pierwszy
odcinek pagórkowaty, sporo małych góreczek po 10-20m, sporo szpalerów drzew z całą paletą
jesiennych barw. Widać tutaj też zupełnie niewykorzystane bogatctwo Ukrainy - czyli słynne
czarnoziemy, kraj dysponujący takim potencjałem powinien być rolniczą potęgą.
Za Demidówką wreszcie skręcam na zachód i wiatr zaczyna zdecydowanie pomagać. W Plaszewie
odbijam do kompleksu upamiętniającego słynną bitwę pod Beresteczkiem, gdzie Polacy rozbili
armię kozacko-tatarską w jednej z największych bitew całego XVII wieku. Kompleks robi wrażeniey
- składa się z otoczynych wysokim murem dwóch cerkwii, drewnianej XVIIw wybudowanej tuż po
bitwie, oraz sporo większej murowanej z 1914 roku. Postawione są w miejscu, gdzie po przegranej
bitwie ewakuował się ogromny, ok. 60tys kozacki tabor, rozgromiony w trakcie próby przeprawy
przez bagna.
Spod Beresteczka kontynuuję jazdę w stronę Lwowa, nieoczekiwanie od Łopatyna do Radziechowa
jest już nowiutki asfalt, więc z pomocą wiatru pruje się elegancko w stronę zachodzącego
słońca. Pociągnąłem jeszcze kawałek za Radziechów, już główną drogą na Lwów.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 186.10 km AVS: 23.81 km/h
ALT: 791 m MAX: 48.80 km/h
Temp:17.0 'C

