wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Poniedziałek, 4 maja 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 18.20 km AVS: 22.75 km/h ALT: 61 m MAX: 37.60 km/h Temp:19.0 'C
Niedziela, 3 maja 2009Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Góra Kalwaria - Warka - Brzóza - Radom - Wierzbica - Wąchock- Rez. Wykus - Bodzentyn - Św. Katarzyna - Święty Krzyż (595m) - Kielce - [pociąg] - Piaseczno - Warszawa

Na trasę ruszam o 7, pogoda bardzo fajna - pełne słońce, choć jeszcze zimno (11-13'C). Na drogach puściutko, Konstancin prawie jak wymarły. Pierwsza część trasy normalnie dość nudna - teraz naprawdę fajna, ze względu na kwitnące właśnie jabłonie, których w tym rejonie jest prawdziwe zagłębie, sady ciągną się kilometrami. A teraz całe całe te ogromne połacie kwitną na biało, w słońcu wygląda to niesamowicie. Za Warką przeważają lasy, wiatr niewielki raczej z boku. Odcinek Brzóza - Radom trochę dziurawy, ale lepszy wiatr, do Radomia docieram w niezłej formie, odpoczywam w pięknym parku w centrum (pod pomnikiem Kochanowskiego) trafiają przygotowania do obchodów 3 Maja, jest wielu weteranów w mundurach, spotkałem nawet grupę rekonstrukcyjną - cyklistów na starych rowerach, z bronią, w mundurach wrześniowych, niestety nie zdążyłem ich sfotografować. W mijanych po drodze do Radomia wioskach widać, że to święto na prowincji cieszy się dużo większą estymą niż np. w Warszawie, wszyscy w białych koszulach i odświętnych ubraniach - i takich ludzi jest naprawdę dużo, kościoły pękają w szwach.

Odcinek do Wierzbicy jedzie się niespecjalnie, za miastem trochę odżywam, pojawiają się wreszcie widoki na Góry Świętokrzyskie, za Mircem są już same góry, wjeżdżam na 260m, po czym po paru km w lesie zjeżdżam do Wąchocka. Z Wąchocka postanowiłem spróbować nowej drogi na Siekierno. Do Ratajów bardzo fajny kręty podjazd, niestety po paru km asfalt się kończy i zaczyna się chamska kostka. Jak to zwykle bywa przy takich okazjach - szkoda mi było podjechanych juz metrów więc zdecydowałem się jechać dalej. Przeprawa była straszna, niemal 10km beznadziejnej drogi, pół biedy jakby to była zwykła gruntówka - ale to była tragiczna kostka po której niemal nie dało się jechać, szczególnie na kołach szosowych. Trochę się ratowałem jadąc z boku, ale tam z kolei było dużo piachu. Do tego cały ten odcinek był mocno pofalowany, więc jechało się naprawdę ciężko, na tych 10km średnia spadła mi o ponad 2km/h. Widokowo trasa piękna, przez rezerwat Wykus, prowadzi tu szlak partyzancki związany z licznymi walkami AK w czasie wojny w tym rejonie, nie brakuje mogił. Z wielką ulga docieram do asfaltu w Siekiernie, stąd generalnie zjeżdżam do Bodzentyna, dalej zaczyna się podjazd w stronę Św. Katarzyny, w sumie kończy się już za miasteczkiem na ponad 400m, tam staję na odpoczynek. Orientuję się że przez to przebijanie się przez Wykus kiepsko stoję z czasem i by wyrobić sie na pociąg o 18 trzeba się spieszyć. Jadę więc pod wiatr do podnóży Łysej Góry, w tym roku po raz pierwszy zaliczam ten podjazd. Najostrzejszy kawałek jest w rejonie bramy Parku Narodowego, w górnej zamkniętej dla samochodów części masy turystów, ale w cieniu jedzie się całkiem fajnie, w przyzwoitej formie docieram na szczyt. Po krótkim odpoczynku pod klasztorem (również i tu jest kilku weteranów) szybko (66km/h) zjeżdżam na dół i zasuwam do Kielc, z wiatrem jedzie się bardzo przyzwoicie. Na dworzec w Kielcach docieram ok. 20 min przed odjazdem, ale kolejka do kasy była tak duża, że bilety musiałem kupować w pociągu (i dwa razy musiałem zapłacić opłatę za wypisanie biletu, na rower też sobie doliczyli)
Pokaż trasę GPS">Ślad GPS
Zdjęcia

Dane wycieczki: DST: 235.70 km AVS: 26.48 km/h ALT: 1720 m MAX: 66.00 km/h Temp:23.0 'C
Sobota, 2 maja 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 25.59 km/h ALT: 61 m MAX: 37.60 km/h Temp:19.0 'C
Piątek, 1 maja 2009Kategoria Użytkowo, Treking
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.40 km AVS: 25.41 km/h ALT: 75 m MAX: 37.60 km/h Temp:16.0 'C
Czwartek, 30 kwietnia 2009Kategoria Użytkowo, Treking
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 25.59 km/h ALT: 65 m MAX: 35.70 km/h Temp:24.0 'C
Środa, 29 kwietnia 2009Kategoria Wycieczka, Rower szosowy
Warszawa - Góra Kalwaria - Celestynów - Otwock - Warszawa

Dłuższa pętla wiślańska, bardzo fajny leśny kawałek od Celestynowa do Otwocka
Dane wycieczki: DST: 83.10 km AVS: 28.01 km/h ALT: 269 m MAX: 46.70 km/h Temp:24.0 'C
Wtorek, 28 kwietnia 2009Kategoria Użytkowo, Treking
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.50 km AVS: 24.17 km/h ALT: 71 m MAX: 38.40 km/h Temp:22.0 'C
Niedziela, 26 kwietnia 2009Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wycieczka, >300km
Nowy rekord!

Warszawa - Nieporęt - Pułtusk - Ciechanów - Mława - Działdowo - Iława - Prabuty - Malbork - Pruszcz Gd. - Gdańsk - Gdynia - Władysławowo - Hel

Z tym wyjazdem nosiłem się już od dawna, trasa na Hel to dobry odcinek na tak długi dystans - nie ma większych górek, ruch też umiarkowany; w ten weekend wreszcie udało mi się pogodzić wolne w pracy z dobrym wiatrem :)

Ruszam w sobotę o 18, błyskawicznie przebijam się przez Warszawę, po czym skręcam na Nieporęt. Z rok nie jechałem tą drogą - i okazało się, że niedawno położony asfalt jest już w kiepskim stanie, jednym słowem zwykłe partactwo, wykonawca powinien za to płacić słoną karę. Nad Zalewem Zegrzyńskim powoli zaczyna już zmierzchać, fajnie prezentuje się zachodzące słońce w falach Narwi. Zupełnie ciemno robi się przed Pułtuskiem, bardzo się spieszyłem by tam dotrzeć - bo droga Serock - Pułtusk i dalej do Augustowa jest bardzo ruchliwa, z masą tirów, zupełnie nie nadaje się do jazdy nocą, nawet na tym kawałku miałem parę wyprzedzeń "na gazetę". Za Pułtuskiem robi się już puściutko, noc jest piękna, masa gwiazd, niestety bezksiężycowa. 20km przed Ciechanowem znowu powrót na bardziej ruchliwą drogę (ale oczywiście z tą do Pułtuska nieporównywalną) - i po ok. 20km w całkiem przyzwoitej formie docieram do Ciechanowa, gdzie w centrum odpoczywam pół h, ciepło się na postój ubierając. Za Ciechnowem ciemny (nawet jak na noc :) odcinek - prawie nie ma wiosek, sporo lasów, więc i oświetlenia minimalna ilość. Odżywam dopiero w Mławie, gdzie parę km jadę w mieście, do Działdowa także jest sporo lamp. więc odcinek dość szybko schodzi; w samym Działdowie odpoczywam ze 20min. Natomiast za Działdowem wjeżdżam w przysłowiową "czarną dupę" - świateł nie ma prawie w ogóle, jadę tu fragment skrótem bocznymi drogami do drogi na Nowe Miasto Lubawskie. Że boczne drogi były w nienajlepszym stanie - to mnie specjalnie nie zdziwiło, ale gdy wjechałem na główniejszą do Nowego Miasta - okazało się że jest jeszcze gorsza, przez 10-15km jedzie się bardzo marnie, a nawet w całkiem dużych wioskach (jak Rybie) brakuje świateł. Po skręcie na Lubawę wraca na parę km lepszy asfalt, po tym znowu kiepski odcinek i przed samym miastem wreszcie kończy się zła droga. W Lubawie na parę km wjeżdzam na główną drogę do Torunia, gdzie nawet o tej godzinie (ok.3) jest trochę ruchu; po czym skręcam na Iławę. Te 15km dało mi nieźle w kość, zaczynam odczuwać zmęcznie i mocne zniechęcenie wielogodzinną jazdą nocą, do Iławy wlekę się 20-24km/h. Na półgodzinny postój staję w centrum miasta, mimo przebrania się we wszystko co miałem - nieźle mnie wytrzęsło, jest 6'C, powoli zaczyna świtać i gdy się nie jedzie - marźnie się błyskawicznie.

Za Iławą jedzie się znacznie lepiej - przede wszystkim wreszcie zaczyna świtać, a to zawsze daje potężnego kopa motywacyjnego i poczucie, że najgorsze już mną. Do tego i trasa robi się naprawdę ładna, nie brakuje jeziorek odbijających promienie wschodzącego słońca i małych górek, w Suszu i Prabutach w centrum jest charakterystyczna kostka dodająca im uroku (choć jazdy na wąziutkich kołach nie ułatwia). Za Prabutami niestety jakość drogi bardzo się zepsuła, cały czas jest nierówno położony asfalt, na którym trzęsie jak cholera, nie pozwala to na czerpanie przyjemności z pięknych krajobrazów (bo widokowo ten odcinek jest bardzo fajny). Dopiero za Suszem wraca świetny asfalt, do tego do Malborka mam mocny wiatr równo w plecy, ciągnie się 32-34km/h. W Malborku staję na treściwszy posiłek w McDonaldzie, robię rundkę przy ogromnym zamku krzyżackim, Nogat przejeżdżam drewnianym mostkiem. Do Tczewa jadę DK50 - myślałem że na drodze tej klasy nie będzie kłopotów z asfaltem, co najwyżej duży ruch; ale - gdzie tam, po paru km droga zamienia się w nierówne betonowe płyty, gdzie skacze się co 2-3m, dalej jest asfalt położony na tych płytach - jednym słowem makabra. Trochę mnie zaskoczył przejazd przez Wisłę - spodziewałem się bardzo szerokiej rzeki, a jest węższa niż w Warszawie, widać woda poszła tu w głębokość, nie szerokość :). Za mostem na DK50 zaczyna się po prostu zwykła kostka, tego było już dla mnie za wiele - więc skręcam na boczną drogę do Tczewa. Przebijam się przez miasto i wjeżdżam na "jedynkę" do Gdańska. Tu wreszcie nie ma kłopotów z drogą, jedzie się szybko i sprawnie. Niestety za Pruszczem zaczyna się już typowa miejska jazda, z masą świateł i dużym ruchem, po ponad 300km pozamiejskiej podróży trudno do tego na nowo przywyknąć. Na odpoczynek staję w Gdańsku na pięknym Starym Mieście, tuż pod słynną fontanną Neptuna. O tej godzinie jest już cieplutko, można jechać w krótkim rękawku.

Następne kilometry - to bardzo nieprzyjemna jazda trójmiejską aglomeracją, cały czas ogromny ruch, światła, do tego jeszcze zakazy (które oczywiście ignoruję, bo po 300km nie mam czasu i chęci na męczenie się jazdą ścieżkami). W ten sposób tłukę się niemal 40km, dopiero za rozjazdem w Redzie można odetchnąć. Kawałek za tym skrętem zaliczam największy podjazd na tej trasie (miał może 60m :)), ładną pagórkowatą drogą docieram pod Puck, gdzie wreszcie mogę zobaczyć Bałtyk. Widać też już Mierzeję Helską którą będę musiał zaliczyć; bardzo obawiam się wiatru, bo na Mierzei jest idelanie przeciwny i do tego całkiem mocny. We Władysławowie robię zakupy, po czym staję na odpoczynek w lasku już na Mierzei. Ostatnie kilometry - to ciężka walka z wiatrem, chwilami pomaga las, niestety droga najczęściej prowadzi południową stronę Mierzei - tak więc wiatr ma pole do popisu. Cały czas w dolnym chwycie, cały czas 22-25km/h, do tego mocno już daje o sobie 400km w nogach. Jadę szosą, ignorując ścieżkę z nierównej kostki (zresztą od Jastarni już terenową). W Jastarni staję na kilka minut, ostatni odcinek na Hel daje odzipnąć, niemal cały czas w lesie, bardzo fajna kręta droga, z pięknym zapachem pełnej wiosny w powietrzu. Parę minut po 16 docieram wreszcie do celu, wjeżdżam do portu, strzelam sobie fotki z widokiem na morze (niestety pod słońce).

Na dłuższą regenerację, czy rybkę ze smażalni już nie było czasu - bo o 16.30 mam pociąg. Do Gdyni jedzie się osobowym "tramwajem" - całkiem wygodny, jest sporo miejsca, mimo naprawdę dużej ilości rowerzystów. Natomiast pospieszny z Gdynie do Warszawy - to masakra - 5,5h pod śmierdzącym i zalanym kiblem, pociąg nabity na ful, do tego spóźnił się z pół h; za stary się już robię na takie podróże - wolę jednak zapłacić dwa razy więcej za ekspres niż tak się mordować po jeszcze bardziej morderczej trasie :)

Pokaż trasę GPS">Ślad GPS
Zdjęcia
Dane wycieczki: DST: 474.20 km AVS: 27.79 km/h ALT: 2206 m MAX: 53.40 km/h Temp:15.0 'C
Piątek, 24 kwietnia 2009Kategoria Treking, Użytkowo
Do pracy
Dane wycieczki: DST: 14.30 km AVS: 25.24 km/h ALT: 72 m MAX: 41.00 km/h Temp:20.0 'C
Czwartek, 23 kwietnia 2009Kategoria Rower szosowy, Wycieczka
Po Warszawie z Marcinem (jego pierwsza trasa w tym sezonie)
Dane wycieczki: DST: 45.60 km AVS: 19.27 km/h ALT: 225 m MAX: 39.40 km/h Temp:21.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl