Niedziela, 16 sierpnia 2015Kategoria >100km, Rower szosowy, Wypad
Pomorze - dzień 5
Dzisiejszy dzień to głównie trasa po Kaszubach, więc górki sa cały czas, a wraz ze zbliżaniem się do morza wiatr coraz większy. Aler dystans nie był duży, więc sprawnie się jechało, na postój stajemy na eleganckim wejherowskim rynku, całe miasto zrobiło na nas pozytywne wrażenie, tak przyjemnie się na rynku siedziało, że zupełnie nam się nie chciało dalej jechać. Ale ruszamy po ostatnie gminy i po pętelce po Kaszubach dojeżdżamy do Gdańska. Przebijanie się przez miasto upierdliwe, choć jest tu sporo dobrej jakości ścieżek. Ale i partactwo się zdarza, jechaliśmy piękną ścieżką na ulicy Rakoczego. Ścieżka w dół, więc jedzie się szybko i w pewnym momencie nad ścieżką pojawia się biała tablica informująca chyba o szpitalu obok. Tablica jest na tyle nisko, że wyższa osoba w kasku na rowerze dającym wyprostowaną sylwetkę dałaby radę uderzyć w to głową, a jak wspominałem jest to na zjeździe, gdzie da się spokojnie 40km/h wyciągnąć.
Na gdańskiej starówce trafiamy akurat na Jarmark Dominikański, więc tłumy są nieprzebrane. Posiedzieliśmy sobie pod rynkiem ponad godzinę obserwując życie miasta, a także sprzedaż jednego z hitów jarmarku czyli sprzedaży skaczących i piszczących piesków, Kot niestety nie dał się namówić na miauczącego kotka ;)). Powrót do Warszawy PKP jak zwykle pochrzaniony, w tej firmie nigdy nie będzie normalnie, rower miałem na jednym końcu pociągu, sam siedziałem na drugim, wcześniejszy ekspres spóźnił się ponad 30min, więc do mojego napakowało się sporo nadprogramowych osób.
Tym wyjazdem zakończyłem zbieranie gmin, byłem rowerem w każdej z 2479 polskich gmin! W sumie zajęło to 4 lata, 7 miesięcy i 16dni.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 6 (Linia, Szemud, Luzino, Wejherowo-wieś, WEJHEROWO - miasto powiatowe, Przodkowo)
Dzisiejszy dzień to głównie trasa po Kaszubach, więc górki sa cały czas, a wraz ze zbliżaniem się do morza wiatr coraz większy. Aler dystans nie był duży, więc sprawnie się jechało, na postój stajemy na eleganckim wejherowskim rynku, całe miasto zrobiło na nas pozytywne wrażenie, tak przyjemnie się na rynku siedziało, że zupełnie nam się nie chciało dalej jechać. Ale ruszamy po ostatnie gminy i po pętelce po Kaszubach dojeżdżamy do Gdańska. Przebijanie się przez miasto upierdliwe, choć jest tu sporo dobrej jakości ścieżek. Ale i partactwo się zdarza, jechaliśmy piękną ścieżką na ulicy Rakoczego. Ścieżka w dół, więc jedzie się szybko i w pewnym momencie nad ścieżką pojawia się biała tablica informująca chyba o szpitalu obok. Tablica jest na tyle nisko, że wyższa osoba w kasku na rowerze dającym wyprostowaną sylwetkę dałaby radę uderzyć w to głową, a jak wspominałem jest to na zjeździe, gdzie da się spokojnie 40km/h wyciągnąć.
Na gdańskiej starówce trafiamy akurat na Jarmark Dominikański, więc tłumy są nieprzebrane. Posiedzieliśmy sobie pod rynkiem ponad godzinę obserwując życie miasta, a także sprzedaż jednego z hitów jarmarku czyli sprzedaży skaczących i piszczących piesków, Kot niestety nie dał się namówić na miauczącego kotka ;)). Powrót do Warszawy PKP jak zwykle pochrzaniony, w tej firmie nigdy nie będzie normalnie, rower miałem na jednym końcu pociągu, sam siedziałem na drugim, wcześniejszy ekspres spóźnił się ponad 30min, więc do mojego napakowało się sporo nadprogramowych osób.
Tym wyjazdem zakończyłem zbieranie gmin, byłem rowerem w każdej z 2479 polskich gmin! W sumie zajęło to 4 lata, 7 miesięcy i 16dni.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 6 (Linia, Szemud, Luzino, Wejherowo-wieś, WEJHEROWO - miasto powiatowe, Przodkowo)
Dane wycieczki:
DST: 116.40 km AVS: 21.69 km/h
ALT: 939 m MAX: 54.40 km/h
Temp:25.0 'C
Sobota, 15 sierpnia 2015Kategoria >100km, Rower szosowy, Wypad
Pomorze - dzień 4
Pierwsza część dnia to jazda w stronę Bytowa, słabe asfalty, ale puściutko, piękne krajobrazy. W Bytowie na rynku robimy krótki postój, dopiero teraz zorientowaliśmy się, że dziś jest 15 sierpnia, więc duże markety są zamknięte, ale na szczęście udało się znaleźć mniejszy sklep, gdzie kupiliśmy wszystko czego potrzebowaliśmy. Z Bytowa odbijamy w stronę morza, na drodze do Lęborka jeszcze musiałem wymieniać linkę do przerzutki, dobrze, że jeszcze nie pękła, bo koniec linki lubi się zakleszczyć w manetce. W Lęborku krótka rundka po centrum miasta - i ruszamy do Łeby nad morze. Ten kawałek niestety przerąbany, bardzo duży ruch, do miasta docieramy z dużą ulgą. W Łebie tradycyjny nadmorski jarmark, pół miasta to stragany na których wciska się ludziom wszystko co się da, sort przewijających się tłumów też nie za wysoki, pomimo że do wieczora było daleko - niejedna osoba była już pod wpływem.
Ale jedliśmy lody i gofry, więc można powiedzieć, że morze zaliczyliśmy w pełni ;). Z, Łeby wyjechaliśmy już inną, boczną drogą, o niebo przyjemniejszą, choć sporo pod wiatr; miejscówkę znajdujemy wśród pierwszych kaszubskich górek.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 6 (Tuchomie, Cewice, Nowa Wieś Lęborska, LĘBORK - miasto powiatowe, ŁEBA, Łęczyce)
Pierwsza część dnia to jazda w stronę Bytowa, słabe asfalty, ale puściutko, piękne krajobrazy. W Bytowie na rynku robimy krótki postój, dopiero teraz zorientowaliśmy się, że dziś jest 15 sierpnia, więc duże markety są zamknięte, ale na szczęście udało się znaleźć mniejszy sklep, gdzie kupiliśmy wszystko czego potrzebowaliśmy. Z Bytowa odbijamy w stronę morza, na drodze do Lęborka jeszcze musiałem wymieniać linkę do przerzutki, dobrze, że jeszcze nie pękła, bo koniec linki lubi się zakleszczyć w manetce. W Lęborku krótka rundka po centrum miasta - i ruszamy do Łeby nad morze. Ten kawałek niestety przerąbany, bardzo duży ruch, do miasta docieramy z dużą ulgą. W Łebie tradycyjny nadmorski jarmark, pół miasta to stragany na których wciska się ludziom wszystko co się da, sort przewijających się tłumów też nie za wysoki, pomimo że do wieczora było daleko - niejedna osoba była już pod wpływem.
Ale jedliśmy lody i gofry, więc można powiedzieć, że morze zaliczyliśmy w pełni ;). Z, Łeby wyjechaliśmy już inną, boczną drogą, o niebo przyjemniejszą, choć sporo pod wiatr; miejscówkę znajdujemy wśród pierwszych kaszubskich górek.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 6 (Tuchomie, Cewice, Nowa Wieś Lęborska, LĘBORK - miasto powiatowe, ŁEBA, Łęczyce)
Dane wycieczki:
DST: 165.70 km AVS: 23.23 km/h
ALT: 994 m MAX: 51.20 km/h
Temp:27.0 'C
Piątek, 14 sierpnia 2015Kategoria >100km, Rower szosowy, Wypad
Pomorze - dzień 3
Pierwsza część dzisiejszego dnia to boczne, wąskie asfalty przez lasy, po gminę Koczała musieliśmy nawet odbijać szutrem. Następnie wjeżdżamy na krajówki, do Białego Boru solidny ruch, ale szybko przemknęliśmy z wiatrem, sam Biały Bór wygląda jak duża wieś. Tam skręcamy na Miastko, też krajówką, ale mniej ruchliwą, tereny bardzo przyjemne na rower - sporo wzgórz, a jako, że lasów tu już mniej, więc mamy szeroką perspektywę na okolicę. W Miastku obkupiliśmy się w miejscowej piekarni, zakupy konsumujemy w parku. Kolejny odcinek to znowu głównie lasy, najpierw do Polanowa, następnie do Sławna, gęstość zaludnienia niewielka, czyli klimaty typowe dla Zachodniego Pomorza. W Sławnie postój w parku i zawracamy na wschód, niestety już pod wiatr. Miejscówki na nocleg trochę sie naszukaliśmy, ale w końcu trafiła się prima sort - tuż nad jeziorem, w ładnej okolicy.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 8 (Koczała, BIAŁY BÓR, MIASTKO, POLANÓW, Malechowo, Sławno-wieś, SŁAWNO - miasto powiatowe, KĘPICE)
Pierwsza część dzisiejszego dnia to boczne, wąskie asfalty przez lasy, po gminę Koczała musieliśmy nawet odbijać szutrem. Następnie wjeżdżamy na krajówki, do Białego Boru solidny ruch, ale szybko przemknęliśmy z wiatrem, sam Biały Bór wygląda jak duża wieś. Tam skręcamy na Miastko, też krajówką, ale mniej ruchliwą, tereny bardzo przyjemne na rower - sporo wzgórz, a jako, że lasów tu już mniej, więc mamy szeroką perspektywę na okolicę. W Miastku obkupiliśmy się w miejscowej piekarni, zakupy konsumujemy w parku. Kolejny odcinek to znowu głównie lasy, najpierw do Polanowa, następnie do Sławna, gęstość zaludnienia niewielka, czyli klimaty typowe dla Zachodniego Pomorza. W Sławnie postój w parku i zawracamy na wschód, niestety już pod wiatr. Miejscówki na nocleg trochę sie naszukaliśmy, ale w końcu trafiła się prima sort - tuż nad jeziorem, w ładnej okolicy.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 8 (Koczała, BIAŁY BÓR, MIASTKO, POLANÓW, Malechowo, Sławno-wieś, SŁAWNO - miasto powiatowe, KĘPICE)
Dane wycieczki:
DST: 175.00 km AVS: 23.65 km/h
ALT: 875 m MAX: 54.60 km/h
Temp:26.0 'C
Czwartek, 13 sierpnia 2015Kategoria >100km, Rower szosowy, Wypad
Pomorze - dzień 2
Rano pogoda elegancka, o poranku jeszcze całkiem rześko, na początek dnia zaliczamy pomorskie gminy blisko Wisły, jest tu trochę ładnych miasteczek jak Skarszewy z pochyłym rynkiem czy też Pelplin z wielką bazyliką. W Skórczu fundujemy sobie w cukierni smaczne ciastka - i odbijamy w głąb Borów Tucholskich. Bardzo przyjemny kawałek, wiatr lekko pomagał, zupełnie puste drogi - tak jechało się już prawie do końca dnia. Pod wieczór docieramy na pojezierze, w rejonie Swornegaci lasom dodają uroku liczne jeziorka i meandrująca po okolicy Brda. Miejscówka pierwsza klasa - polanka z miękkim mchem w sosnowym lesie.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 9 (SKARSZEWY, Starogard Gdański-wieś, STAROGARD GDAŃSKI - miasto powiatowe, PELPLIN, Morzeszczyn, Bobowo, Skórcz-wieś, SKÓRCZ, CZERSK)
Rano pogoda elegancka, o poranku jeszcze całkiem rześko, na początek dnia zaliczamy pomorskie gminy blisko Wisły, jest tu trochę ładnych miasteczek jak Skarszewy z pochyłym rynkiem czy też Pelplin z wielką bazyliką. W Skórczu fundujemy sobie w cukierni smaczne ciastka - i odbijamy w głąb Borów Tucholskich. Bardzo przyjemny kawałek, wiatr lekko pomagał, zupełnie puste drogi - tak jechało się już prawie do końca dnia. Pod wieczór docieramy na pojezierze, w rejonie Swornegaci lasom dodają uroku liczne jeziorka i meandrująca po okolicy Brda. Miejscówka pierwsza klasa - polanka z miękkim mchem w sosnowym lesie.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 9 (SKARSZEWY, Starogard Gdański-wieś, STAROGARD GDAŃSKI - miasto powiatowe, PELPLIN, Morzeszczyn, Bobowo, Skórcz-wieś, SKÓRCZ, CZERSK)
Dane wycieczki:
DST: 160.30 km AVS: 23.12 km/h
ALT: 682 m MAX: 43.70 km/h
Temp:26.0 'C
Środa, 12 sierpnia 2015Kategoria >100km, >200km, Rower szosowy, Wypad
Pomorze - dzień 1
Celem tego wyjazdu było zebranie ostatnich gmin, które mi brakowały do zaliczenia całej Polski. Dojeżdżam pociągiem do Prabut, stamtąd rozpoczynam zaliczanie prawobrzeżnych pomorskich gmin, rejony niebrzydkie, ale wiele bocznych dróg w mizernym stanie. Po zaliczeniu rejonu Kwidzyna powoli zaczyna się chmurzyć, gdy wyjeżdżam z malborka dopada mnie burza, popadało solidniej z pół h i się uspokoiło i już do końca dnia była sensowna temperatura. Zaliczam kilka żuławskich gmin i przerzucam się na drugą stronę Wisły, w Tczewie odpieram na stacji Kota i razem jedziemy kawałek za miasto i już nocą rozkładamy obozowisko.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 13 (Kwidzyn-wieś, Gardeja, Sadlinki, KWIDZYN - miasto powiatowe, Ryjewo, Stary Targ, Stare Pole, Miłoradz, Lichnowy, NOWY STAW, Ostaszewo, Cedry Wielkie, Suchy Dąb)
Celem tego wyjazdu było zebranie ostatnich gmin, które mi brakowały do zaliczenia całej Polski. Dojeżdżam pociągiem do Prabut, stamtąd rozpoczynam zaliczanie prawobrzeżnych pomorskich gmin, rejony niebrzydkie, ale wiele bocznych dróg w mizernym stanie. Po zaliczeniu rejonu Kwidzyna powoli zaczyna się chmurzyć, gdy wyjeżdżam z malborka dopada mnie burza, popadało solidniej z pół h i się uspokoiło i już do końca dnia była sensowna temperatura. Zaliczam kilka żuławskich gmin i przerzucam się na drugą stronę Wisły, w Tczewie odpieram na stacji Kota i razem jedziemy kawałek za miasto i już nocą rozkładamy obozowisko.
Zdjęcia
Zaliczone gminy - 13 (Kwidzyn-wieś, Gardeja, Sadlinki, KWIDZYN - miasto powiatowe, Ryjewo, Stary Targ, Stare Pole, Miłoradz, Lichnowy, NOWY STAW, Ostaszewo, Cedry Wielkie, Suchy Dąb)
Dane wycieczki:
DST: 202.70 km AVS: 23.52 km/h
ALT: 818 m MAX: 44.70 km/h
Temp:27.0 'C
Wtorek, 11 sierpnia 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 15.00 km AVS: 23.08 km/h
ALT: 35 m MAX: 35.00 km/h
Temp:32.0 'C
Poniedziałek, 10 sierpnia 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 15.00 km AVS: 22.50 km/h
ALT: 35 m MAX: 33.70 km/h
Temp:30.0 'C
Niedziela, 9 sierpnia 2015Kategoria Rower szosowy, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 17.30 km AVS: 24.14 km/h
ALT: 35 m MAX: 31.90 km/h
Temp:36.0 'C
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 11.10 km AVS: 24.67 km/h
ALT: 19 m MAX: 38.10 km/h
Temp:23.0 'C
Tour de Pologne Amatorów - dzień 2
Rano jedziemy na start Tour de Pologne Amatorów pod hotel w Bukowinie, tłumy ogromne (kilka koszulek BBTour też widziałem), w trakcie oczekiwania na start dowiadujemy się, że jedzie aż 1800 osób! Pierwszy odcinek wyścigu to start honorowy i zjazd do Poronina, ogromny peleton na górskiej drodze robi wielkie wrażenie, choćby dlatego warto wziąć udział w tej imprezie. W Poroninie start ostry, startowałem w miarę na początku. Krótki kawałek po starcie zaczyna się podjazd do Zębu, tempo od razu idzie mocne, sporo więcej osób wyprzedzam niż mnie wyprzedzają. Niestety, gdy zrzucałem na mała tarczę z przodu zaklinował mi się łańcuch i musiałem stanąć i ręcznie go założyć, ze 20-30 sekund poleciało. Podjazd ostrym tempem, tętno cały czas na poziomie ok. 200. Na zjazdach z kolei mnie znacznie więcej osób wyprzedza - widać jednak braki w technice, przy tej ilości osób wolałem jechać ostrożnie, niektórzy mocno ryzykowali, jadąc slalomikiem, czy też nawet zahaczając o nieasfaltowe pobocze przy 60km/h.
Za Zębem czeka nas królewski podjazd TdP, czyli Gliczarów, na dojeździe pod górę, jeszcze przed samą ścianką jakieś 100m przede mną widzę samochód serwisowy Mavica, który na chama ciągnie kolarza trzymającego się za drzwi, bezczelność niektórych ludzi nie zna granic, wszystko to na oczach wielu jadących uczciwie zawodników. Pod Gliczarów podjazd wymagający, wspomniany samochód Mavica zablokował go mocno, bo wlókł się za stającymi kolarzami, przez co dla zawodników zostało koło metra szerokości trasy, zezwolenie na wjeżdżanie samochodów na takie miejsce (gdzie wiadomo, ze wiele osób prowadzi) to nieporozumienie, mimo wyplutych płuc jeszcze opieprzyłem tego oszusta. Do tego na Gliczarowie widzę kolejne oszustwa, kilka jadących wyścig osób było umówionych ze znajomymi (znali ich imiona, więc to nie były przypadkowe osoby), którzy ich pchali na podjeździe i nie mówię tu o symbolicznym pchaniu, a wpychaniu ich na połowę góry; trzeba być naprawdę małym fiutkiem, żeby coś takiego robić, osobiście wolałbym pchać całą górę o własnych siłach niż uzyskać najlepszy ze wszystkich czas dzięki oszustwu.
Z Gliczarowa znowu dość wymagający, kręty zjazd, z odcinkami dziurawej nawierzchni, potem krótki kawałeczek delikatnego podjazdu do ronda na Jurgów - i zaczyna się końcowy podjazd do Bukowiny. Najprostszy z tych trzech, ale byłem tu już mocno wypruty, jeszcze trochę pościgałem się z kolegą z mojej drużyny, ale nie dałem rady utrzymać koła, płuca już wypluwałem. Na metę docieram z przyzwoitym czasem 1h11:07, co dało 195 miejsce na 1668 osób, które wyścig ukończyły. Na liście z wynikami na 186 miejscu widzę Dariusza Bulandę, który wygrał klasyfikację Open BBTour 2014, więc chyba nie tak źle mi poszło ;). Całość jechałem na maksa, wczorajszy rekord maksymalnego tętna podniosłem do poziomu 209, średnie tętno aż 189, a średnia z właściwej jazdy była ze 195, bo trzeba uwzględnić zjazdy, niewątpliwie upał miał na to wpływ, bo na trasie było 33-35 stopni. Ze 3-4min można było zyskać na zjazdach, ale do tego trzeba przejechać ileś takich wyścigów by się oswoić z szybkimi zjazdami w dużym peletonie. No i co najważniejsze - takie jazdy to zupełnie co innego niż ultramaratony, zupełnie inny typ wysiłku, tu trzeba ponad godzinę jechać na zupełnego maksa, tam się jedzie bardzo długo, ale na innym poziomie intensywności, zupełnie inaczej się to trenuje. Trasa TdP Amatorów bardzo krótka, właściwy wyścig to ledwie 31km, ale na tak krótkim kawałku jest aż 840m podjazdów, przejechanie tego na maksa daje ostro w kość, przed startem jednak tego nie doceniłem, za szybko po króciutkim dystansie uznałem to za łatwiznę, jeśli walczymy o swój wynik, a nie jedziemy na przejechanie - to takie 30km po górach ostro daje popalić. Ale generalnie zadowolony jestem że tu startowałem, warto taką masową imprezę przejechać, trasa bardzo ciekawa i wymagająca, wkurzały mnie jedynie jawne oszustwa w okolicach Gliczarowa, warto tez wspomnieć, że dla wielu osób na mecie zabrakło medali, co przy tej wysokości wpisowego miejsca mieć nie powinno, szczególnie, że dla większości z jadących samo ukończenie trasy jest najważniejsze i ten medal to dla nich miła nagroda. Jako ciekawostkę warto dodać,ze wyścig przejechał tżz Czesław Lang, ze świetnym czasem 1h06:55, co dało drugie miejsce w kategorii powyżej 60 lat, sekundę straty do pierwszego.
Wraz z pakietem startowym był darmowy wstęp na wypasione termy w Bukowinie, musiałem użyć całych pokładów swojej odporności psychicznej, żeby w tym upale zgodnie z planem pojechać kolejne 170km do Krakowa ;)). Ale po tym jak doszedłem do siebie po wyścigu - jednak ruszam dalej, na trasie kupa gór - Głodówka, Gubałówka, w Jabłonce postój na lody i obiad. Następnie wjeżdżam na trasę MP i zaliczam Zubrzycką, Makowską i ciężki podjazd do Zachełmna, odbijam też do Lanckorony. Tam łapie mnie zmierzch, dopiero koło 19.30 temperatura spadła poniżej 30 stopni. Nocny kawałek z Kalwarii Zebrzydowskiej do Krakowa przyjemny, wreszcie trochę chłodniej, ale w samym Krakowie (położonym w kotlinie) jeszcze o 22 jest 28-30 stopni!
Kilka fotek
Rano jedziemy na start Tour de Pologne Amatorów pod hotel w Bukowinie, tłumy ogromne (kilka koszulek BBTour też widziałem), w trakcie oczekiwania na start dowiadujemy się, że jedzie aż 1800 osób! Pierwszy odcinek wyścigu to start honorowy i zjazd do Poronina, ogromny peleton na górskiej drodze robi wielkie wrażenie, choćby dlatego warto wziąć udział w tej imprezie. W Poroninie start ostry, startowałem w miarę na początku. Krótki kawałek po starcie zaczyna się podjazd do Zębu, tempo od razu idzie mocne, sporo więcej osób wyprzedzam niż mnie wyprzedzają. Niestety, gdy zrzucałem na mała tarczę z przodu zaklinował mi się łańcuch i musiałem stanąć i ręcznie go założyć, ze 20-30 sekund poleciało. Podjazd ostrym tempem, tętno cały czas na poziomie ok. 200. Na zjazdach z kolei mnie znacznie więcej osób wyprzedza - widać jednak braki w technice, przy tej ilości osób wolałem jechać ostrożnie, niektórzy mocno ryzykowali, jadąc slalomikiem, czy też nawet zahaczając o nieasfaltowe pobocze przy 60km/h.
Za Zębem czeka nas królewski podjazd TdP, czyli Gliczarów, na dojeździe pod górę, jeszcze przed samą ścianką jakieś 100m przede mną widzę samochód serwisowy Mavica, który na chama ciągnie kolarza trzymającego się za drzwi, bezczelność niektórych ludzi nie zna granic, wszystko to na oczach wielu jadących uczciwie zawodników. Pod Gliczarów podjazd wymagający, wspomniany samochód Mavica zablokował go mocno, bo wlókł się za stającymi kolarzami, przez co dla zawodników zostało koło metra szerokości trasy, zezwolenie na wjeżdżanie samochodów na takie miejsce (gdzie wiadomo, ze wiele osób prowadzi) to nieporozumienie, mimo wyplutych płuc jeszcze opieprzyłem tego oszusta. Do tego na Gliczarowie widzę kolejne oszustwa, kilka jadących wyścig osób było umówionych ze znajomymi (znali ich imiona, więc to nie były przypadkowe osoby), którzy ich pchali na podjeździe i nie mówię tu o symbolicznym pchaniu, a wpychaniu ich na połowę góry; trzeba być naprawdę małym fiutkiem, żeby coś takiego robić, osobiście wolałbym pchać całą górę o własnych siłach niż uzyskać najlepszy ze wszystkich czas dzięki oszustwu.
Z Gliczarowa znowu dość wymagający, kręty zjazd, z odcinkami dziurawej nawierzchni, potem krótki kawałeczek delikatnego podjazdu do ronda na Jurgów - i zaczyna się końcowy podjazd do Bukowiny. Najprostszy z tych trzech, ale byłem tu już mocno wypruty, jeszcze trochę pościgałem się z kolegą z mojej drużyny, ale nie dałem rady utrzymać koła, płuca już wypluwałem. Na metę docieram z przyzwoitym czasem 1h11:07, co dało 195 miejsce na 1668 osób, które wyścig ukończyły. Na liście z wynikami na 186 miejscu widzę Dariusza Bulandę, który wygrał klasyfikację Open BBTour 2014, więc chyba nie tak źle mi poszło ;). Całość jechałem na maksa, wczorajszy rekord maksymalnego tętna podniosłem do poziomu 209, średnie tętno aż 189, a średnia z właściwej jazdy była ze 195, bo trzeba uwzględnić zjazdy, niewątpliwie upał miał na to wpływ, bo na trasie było 33-35 stopni. Ze 3-4min można było zyskać na zjazdach, ale do tego trzeba przejechać ileś takich wyścigów by się oswoić z szybkimi zjazdami w dużym peletonie. No i co najważniejsze - takie jazdy to zupełnie co innego niż ultramaratony, zupełnie inny typ wysiłku, tu trzeba ponad godzinę jechać na zupełnego maksa, tam się jedzie bardzo długo, ale na innym poziomie intensywności, zupełnie inaczej się to trenuje. Trasa TdP Amatorów bardzo krótka, właściwy wyścig to ledwie 31km, ale na tak krótkim kawałku jest aż 840m podjazdów, przejechanie tego na maksa daje ostro w kość, przed startem jednak tego nie doceniłem, za szybko po króciutkim dystansie uznałem to za łatwiznę, jeśli walczymy o swój wynik, a nie jedziemy na przejechanie - to takie 30km po górach ostro daje popalić. Ale generalnie zadowolony jestem że tu startowałem, warto taką masową imprezę przejechać, trasa bardzo ciekawa i wymagająca, wkurzały mnie jedynie jawne oszustwa w okolicach Gliczarowa, warto tez wspomnieć, że dla wielu osób na mecie zabrakło medali, co przy tej wysokości wpisowego miejsca mieć nie powinno, szczególnie, że dla większości z jadących samo ukończenie trasy jest najważniejsze i ten medal to dla nich miła nagroda. Jako ciekawostkę warto dodać,ze wyścig przejechał tżz Czesław Lang, ze świetnym czasem 1h06:55, co dało drugie miejsce w kategorii powyżej 60 lat, sekundę straty do pierwszego.
Wraz z pakietem startowym był darmowy wstęp na wypasione termy w Bukowinie, musiałem użyć całych pokładów swojej odporności psychicznej, żeby w tym upale zgodnie z planem pojechać kolejne 170km do Krakowa ;)). Ale po tym jak doszedłem do siebie po wyścigu - jednak ruszam dalej, na trasie kupa gór - Głodówka, Gubałówka, w Jabłonce postój na lody i obiad. Następnie wjeżdżam na trasę MP i zaliczam Zubrzycką, Makowską i ciężki podjazd do Zachełmna, odbijam też do Lanckorony. Tam łapie mnie zmierzch, dopiero koło 19.30 temperatura spadła poniżej 30 stopni. Nocny kawałek z Kalwarii Zebrzydowskiej do Krakowa przyjemny, wreszcie trochę chłodniej, ale w samym Krakowie (położonym w kotlinie) jeszcze o 22 jest 28-30 stopni!
Kilka fotek
Dane wycieczki:
DST: 206.00 km AVS: 24.33 km/h
ALT: 2732 m MAX: 76.60 km/h
Temp:29.0 'C

