wilk
Warszawa
avatar

Informacje

  • Wszystkie kilometry: 320328.34 km
  • Km w terenie: 837.00 km (0.26%)
  • Czas na rowerze: 583d 04h 04m
  • Prędkość średnia: 22.78 km/h
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Zaprzyjaźnione strony

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy wilk.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Środa, 8 maja 2019Kategoria Ultramaraton
Race Through Poland

Wielkimi krokami zbliża się mój najistotniejszy start w ultramaratonie w tym roku - czyli Race Through Poland (RTP). Maraton w swoich założeniach nawiązuje do najsłynniejszego ultra w Europie (a chyba i na świecie) - czyli Transcontinental Race. Czyli mamy start, cztery obowiązkowe punkty kontrolne (także obowiązkowe parcoury w ich okolicy) oraz metę. Poza tym zawodnicy planują sobie trasę sami, co wnosi wiele ciekawego do rywalizacji, pewne niuanse taktyczne typu czy pojechać krótszą i bardziej górzystą drogą, czy też nadrobić kilometrów po bardziej płaskiej trasie. Ważnym ograniczeniem przy planowaniu jest zakaz jazdy krajówkami oraz drogami jedno i dwucyfrowymi w Czechach i na Słowacji, wolno przejechać do 1km jednym ciągiem taką drogą (bo czasem nie sposób inaczej) - to wprowadza sporo urozmaicenia do planowania trasy. Oraz nie zmusza zawodników do słabej alternatywy - czyli albo nadrabiania bocznymi drogami, albo skracania bardzo ruchliwymi krajówkami.

Ulokowanie punktów oraz obowiązkowych parcourów jest takie, że wymusza bardzo górzystą trasę maratonu - start i meta to Wrocław, PK1 to Stóg Izerski, PK2 - Pradziad, PK3 - Pieniny, PK4 - Ojców; jednym słowem jest to trasa bardzo wymagająca, grubo ponad 10tys metrów w pionie. Do tego prognozy pogody póki co nie są specjalnie optymistyczne - zapowiadają się ciężkie warunki jazdy, bardzo niskie temperatury, do tego mogą być duże deszcze (choć w tym zakresie prognozy są bardzo dynamiczne). 

RTP to podobnie jak TCR wyścig typu samowystarczalnego, wszelka pomoc z zewnątrz jest zabroniona, zawodnicy ze wszystkim muszą sobie radzić sami, wyjątkiem jest kategoria Par, gdzie można korzystać ze wsparcia i koła towarzysza. Ale podstawowa rywalizacja na tym wyścigu to oczywiście kategoria Solo, gdzie drafting jest zabroniony. Na wyścig jest zapisanych jest 58 osób w kategorii Solo ( w tym 10 cudzoziemców) oraz 14 w kategorii Par. Odnośnie faworytów - pokuszę się o własne typy. Kandydatem numer 1 do zwycięstwa jest niewątpliwie Niemiec Bjoern Lenhard, można powiedzieć gwiazda światowego ultra - 2 miejsce w TCR 2017, 3 miejsce w TCR 2018 (gdyby nie rozcięta opona walczyłby o wygraną) oraz zwycięstwo w Paryż-Brest-Paryż 2015, gdzie jadąc bez wsparcia wygrał z ludźmi ze wsparciem. Z polskich zawodników moim głównym faworytem jest Paweł Pieczka, 2 miejsce w MRDP 2017, w tym roku doskonała forma, na Pięknym Wschodzie dojechał w drugiej grupce (530km ze średnią 33km/h), pomimo, że maraton ten jechał z marszu po długiej wyprawie ponad 1000km (bez dnia przerwy). Oprócz Pawła na pewno liczyć się będą również Radosław Rogóż (BBT w 39h 15min, też zwycięstwo w słabiej obsadzonym Zachód MRDP) oraz świetnie jeżdżący po górach Wojtek Gubała, któremu tak górzysta trasa na pewno będzie odpowiadać. Ciekawie zapowiada się również rywalizacja wśród pań, gdzie myślę, że o zwycięstwo powalczą Izabella Krawczyk (w zeszłym roku najlepsza wśród kobiet) i Karolina Maciejewska, doskonałe 3 miejsce wśród kobiet na TCR. A oprócz tych osób na pewno nie zabraknie mocnych wśród nie znanych mi zawodników - a takich jest wielu na liście startowej.

Moje osobiste założenia na ten wyścig - chciałbym się zmieścić w 80h, ale będzie to zadanie bardzo trudne, na górskim maratonie o porównywalnej skali trudności czyli GMRDP miałem czas 63,5h, ale tutaj mamy do przejechania niemal 300km więcej, do tego start jest niekorzystnie, dopiero o godzinie 16, co też ma wpływ na to, że bez spania mniej się ujedzie niż przy starcie porannym. Przy dobrych warunkach pogodowych może te 80h byłoby jeszcze realne, ale przy tym co się zapowiada swoje szanse na to oceniam jako niewielkie, niemniej trzeba próbować powalczyć ;). Limit czasu na ukończenie maratonu dość wymagający - 5 dni i 2h, a do przejechania jest ok. 1400-1500km i 14-15tys w pionie, czyli średnio trzeba jechać w okolicach 280km, a na dłuższych wyścigach to ile się w dobę da rade przejechać znacząco się różni np. od krótszych i dużo łatwiejszych tras jak np. BBT.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do śledzenia maratonu na monitoringu:
Monitoring
Widoczne na mapce czerwone ślady - to obowiązkowe dla wszystkich parcoury w okolicach PK oraz startu i mety. Formuła maratonu (czyli samodzielne planowanie trasy) atrakcyjna jest również i dla kibiców, bo można sobie na żywo analizować jak kto jedzie i czy wybrał dobrą trasę, czy zyskał, czy stracił. Parafrazując Mickiewicza - moje imię na tym maratonie będzie czterdzieści i cztery, czyli jadę z numerem 44 :)).  Wyścig będzie można śledzić również na grupie Race Through Poland na FB, gdzie organizatorzy i pewnie wielu uczestników będą wrzucać informacje z przebiegu maratonu. Start wyścigu w sobotę 11.V o godzinie 16


Dane wycieczki: DST: 0.00 km AVS: km/h ALT: m MAX: 0.00 km/h Temp: 'C
Wtorek, 7 maja 2019Kategoria Użytkowo, Canyon 2019
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 14.20 km AVS: 23.67 km/h ALT: 40 m MAX: 37.60 km/h Temp:20.0 'C
Poniedziałek, 6 maja 2019Kategoria Canyon 2019, Wycieczka
Pętelka do Cieciszewa, pięknie zakwitł rzepak. Przy wjeździe na drogę Konstancin - Gassy jakiś poważny wypadek, samochód na dachu, pełno policji, a nawet służb specjalnych ze słuchawkami w uszach; tak więc drugą pętlę sobie już odpuściłem

Dane wycieczki: DST: 43.10 km AVS: 27.81 km/h ALT: 118 m MAX: 43.00 km/h Temp:15.0 'C
Sobota, 4 maja 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 13.40 km AVS: 19.61 km/h ALT: 30 m MAX: 31.10 km/h Temp:12.0 'C
Piątek, 3 maja 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 13.40 km AVS: 20.62 km/h ALT: 30 m MAX: 31.20 km/h Temp:8.0 'C
Czwartek, 2 maja 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 14.20 km AVS: 19.81 km/h ALT: 30 m MAX: 30.00 km/h Temp:13.0 'C
Środa, 1 maja 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 13.40 km AVS: 20.10 km/h ALT: 30 m MAX: 28.50 km/h Temp:16.0 'C
Piątek, 26 kwietnia 2019Kategoria >100km, >200km, >300km, >500km, Canyon 2019, Wycieczka
Kolarski Romantyzm

Do tej trasy przymierzałem się już od dłuższego czasu, a ze względu na ważną dla mnie datę trzeba było jechać bez względu na pogodę. A z tą było pół na pół - z jednej strony ciepło i słonecznie, z drugiej ponad 400km pod solidny wiatr; wszystkiego nie można mieć ;))

Ruszam z domu o 9.30, początek wg prognoz miał być najgorszy, jazda pod wiatr rzędu 6-7m/s po odkrytych mazowieckich równinach. Jadę jak na skazanie, planując średnie na poziomie 20km/h, ale do odważnych świat należy - okazuje się, że nie ma tragedii, wiatr niby z południa, ale lekko też z kierunków wschodnich. A tymczasem droga z Warszawy na Kraków również lekko odbija na zachód, na 300km przejeżdża się 1 stopień geograficzny na zachód. I suma tych dwóch "lekko" spowodowała, że jechało się nadspodziewanie sensownie, powyżej 25km/h, czego w tych warunkach nie zakładałem. Dopiero po 90km przed Drzewicą zaczęło się to psuć, wiatr skręcił i zawiewał bardziej z zachodu, równo w czółko ;). Było też nadspodziewanie gorąco, zorientowałem się też że zapomniałem kremu przeciwsłonecznego, ale takimi drobiazgami nie ma się co za bardzo przejmować, czerwony nos nie charakteryzuje jedynie meneli, ale kolarzy jeżdżących ultra również ;).

Na odcinku przed Łopusznem nagromadzenie remontów, ze 20km ciągną się wahadła, z jednej strony fajnie, bo droga rzeczywiście była tu słaba, a często tędy jeżdżę na południe, z drugiej - dlaczego akurat dłubią jak tu jadę ;). Od Łopuszna już lepiej, droga elegancka, wiatr jak to przed wieczorem wyraźnie osłabł, więc jest OK. Na postoju w Seceminie łapią mnie krótkie sensacje żołądkowe, ledwo zdążyłem zakupić taśmę życia przed wizytą w toi-toiu ;). Za Seceminem powoli zaczyna zmierzchać, noc dość ciepła, ale za to do Wolbromia odcinek słabych, bocznych dróg. Od Wolbromia jadę dość ruchliwą szosą wojewódzką do Olkusza, a tam zgodnie z planem obiadowy postój w Macu. niestety odpalili za mocną klimę, więc na dwór wyszedłem trochę się trzęsąc, ale podjazd za Olkuszem od razu pozwolił na powrót normalnej termiki.

Za Olkuszem definitywnie kończy się płaska część trasy i zaczynają się solidne górki. Najpierw najeżone ściankami dolinki podkrakowskie, później, już po drugiej stronie Wisły Pogórze Wadowickie. Jazda idzie w miarę sprawnie, czasu miałem dużo, więc nie pilnowałem specjalnie dyscypliny postojowej. W rejonie Suchej Beskidzkiej znowu wiatr zaczął niszczyć, po nocnej przerwie ruszył do natarcia z dużą siłą, a na lekko nachylonej drodze jak do Makowa Podhalańskiego dawał popalić. Na stacji robię postój regeneracyjny, jak to przed świtem już zimno, ledwie 4-5 stopni. Po postoju wiatr się uspokaja, do Jordanowa podjazd po krajówce, dalej wjeżdżam na fajniejsze boczne drogi. Za Piekielnikiem otwiera się wreszcie widok na ośnieżone Tatry - po takie widoki warto było tyle czasu kręcić!

Bałem się jak to będzie z wiatrem na równinie Podhala, ale dojazd pod Tatry jeszcze do przeżycia, choć wiało solidnie. W Dolinie Chochołowskiej niestety takie polskie wieśniactwo - przy wejściu na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego wprowadzili dodatkową opłatę za rower. Zamiast promować zdrowy tryb życia - to u nas to okazja, żeby trochę kasy nabić. Dolina Chochołowska trochę rozczarowuje, tutaj obowiązuje kuriozalny system własnościowy, jednocześnie to TPN, ale lasy należą do wspólnoty 8 wsi z Witowa. Efekt jest taki, że tną drzewa bardzo mocno, na szlaku w dolinie było ileś ciężkich pojazdów do zwózki, słabe to jest strasznie. Taki żywy dowód na to czym by się skończyła pełna własność prywatna w niektórych miejscach. Im wyżej tym się robi ładniej, droga też niełatwa, bo asfalt szybko się kończy i trzeba jechać po solidnych kamyczkach. Ale creme de la creme to ścianki przed wjazdem na Polanę Chochołowską, tam już są bardzo solidne kamulce i 14% nachylenia; nie było przeproś, całość wjechałem w siodle, podczas gdy ludzie na wypożyczanych góralach grzeczniutko wpychali ;)).

Na Polanie Chochołowskiej był mój główny cel wyjazdu, czyli kwitnące krokusy. Warto było jechać ponad 400km pod wiatr by to zobaczyć, widok ma swoją niepowtarzalną magię, szczególnie widok krokusów przebijających się przez śniegi, taka najbardziej przekonująca alegoria wiosny, miód na serce romantyków...



Pogoda wspaniała, pełne słońce, zaśnieżone szczyty na horyzoncie, wiało solidnie (nawet przewrócił mi się rower w czasie robienia zdjęć). Podjechałem jeszcze ostatnią ostrą ściankę po kamieniach do stylowego schroniska na Polanie, tam zrobiłem sobie długi popas na śniadanie w schronisku. To prawdziwe górskie schronisko ze swoim klimatem, niewiele już takich w Polsce zostało, przyjemnie było posiedzieć w chłodnej sali jadalnej z wspaniałym widokiem na Kominiarski Wierch.


Powrót z doliny już łatwiejszy, jedynie masaż 4 liter na kamieniach, całość odcinka specjalnego przejechana na czysto, bez jednej gumy, na asfalcie już 30km/h bez kręcenia. Na powrót z Zakopanego miałem kilka wariantów, rozważałem rozmaite, w końcu zdecydowałem się na przejazd przez Głodówkę i zjazd do Nowego Targu. Widoki z Głodówki pierwsza klasa, natomiast krajówka do Nowego Targu to porażka. Bardzo duży ruch, kiedyś tu było całkiem OK, obecnie to droga której lepiej unikać; do tego przeszkadzał mocno silny wiatr. Tak więc ruchu miałem już dosyć, więc zrezygnowałem z powrotu zakopianką, zamiast tego jadąc bocznymi drogami. Był to dobry wybór, szczególnie fajnie klimatyczne dróżki na przełęcz Sieniawską - najwyższą w Polsce przełęcz kolejową, fajnie można z wąskiego mostku podziwiać jak tory kolejowe przechodzą przez siodło przełęczy, linię tę wybudowano jeszcze w XIX wieku. Końcówka to pagórkowate drogi przed Krakowem, gdzie dojeżdżam już po zmierzchu.

Trasa bardzo udana, kawał dobrej jazdy ultra - niemal 600km, 5500m w pionie, widoków i wrażeń co niemiara, a widoki kwitnących krokusów przebijających się przez śniegi zostaną w duszy na długo. Dystansu (596,8km) jeszcze nie wpisuję, bo okienko w kwietniu słusznie należy do Kota i jego imponującej trasy do Augustowa, trzeba oddać cesarzowi co cesarskie ;)).
Edit: Kotu niestety odebrała okienko inna osoba jadąca Piękny Wschód, więc dystans już mogę ze spokojnym sercem wpisać ;).

Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki: DST: 596.80 km AVS: 22.32 km/h ALT: 5510 m MAX: 74.10 km/h Temp:20.0 'C
Środa, 24 kwietnia 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 14.00 km AVS: 19.53 km/h ALT: 30 m MAX: 34.80 km/h Temp:17.0 'C
Wtorek, 23 kwietnia 2019Kategoria Scott 2019, Użytkowo
Po mieście
Dane wycieczki: DST: 13.40 km AVS: 20.10 km/h ALT: 30 m MAX: 40.30 km/h Temp:17.0 'C

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl