Łukiem Karpat
I dzień - Przemyśl - Kalwaria Pacławska - Arłamów - Krościenko
Na kolejny w tym roku krótki wyjazd wybrałem się z Marcinem i jego siostrą Gosią, trasą bardzo zbliżoną do mojego zeszłorocznego wyjazdu w Bieszczady.
Rano spotykamy się na dworcu Zachodnim, przyjechałem dość późno, licząc że bilet kupi się tak łatwo jako na Centralnym - a tu są zaledwie 3 kasy, wszystkie z dużymi kolejkami - więc pozostał zakup biletu w pociągu. Do Przemyśla docieramy przed 14, w mieście jeszcze zeszło się nam trochę czasu na wizytę w sklepie rowerowym (wymiana klocków w rowerze Gosi) oraz zakupy. Krótka wizyta na rynku i opuszczamy miasto drogą na Fredropol, szybko wjeżdżając w Pogórze Przemyskie. Przed Huwnikami pierwszy dłuższy podjazd następnie odbijamy w bok do Kalwarii Pacławskiej. Dojazd do sanktuarium nieoczekiwanie okazuje się piekielnie nachyloną ścianą (16%) - był to najostrzejszy kawałek na całej trasie (na której przecież gór nie brakowało!). W parku przed kościołem mamy zasłużony odpoczynek, miasteczko położone jest na szczycie wysokiego wzgórza, więc i widoki są stąd rozległe - patrząc w kierunku południowym widać że szybko psuje się pogoda. Wracamy do drogi na Arłamów, w lesie na podjeździe dopada nas gwałtowna ulewa, nie ma się gdzie schować - więc jedziemy, cały długi podjazd na niemal 600m zaliczając w ulewnym deszczu. Przestało lać dopiero przed szczytem, decydujemy się skręcić do samego hotelu, w którym fundujemy sobie smaczny żurek, przyjemnie rozgrzewający po mokrym podjeździe.
Dalsza droga - to głównie zjazdy bocznymi drogami w stronę Krościenka, już nie pada - ale drogi mokre, widoki piękne, bo na okolicznych stokach unosi się wiele mgły. Po zaliczeniu zjazdu do drogi wojewódzkiej na Krościenko długo czekam na Marcina i Gosię, po paru minutach dochodzę do wniosku że musiało się coś stać i zawracam. Podjeżdżając z powrotem pod górę miałem cały czas przed oczami wizję jakiejś bardzo groźnej wywrotki, bo zjazd był szybki, śliski i mocno dziurawy. Na szczęście okazuje się że to tylko zwykła dętka, na tych dziurach to nawet zrozumiałe - bo Gosia jedzie na rowerze szosowym z wąskimi kółkami. Ale na naprawę schodzi nam trochę czasu - i zaczyna się już ściemniać, szybko nabieramy więc wodę na nocleg i już nocą rozbijamy się w niespecjalnym miejscu za Krościenkiem.
Zdjęcia z wyjazdu
I dzień - Przemyśl - Kalwaria Pacławska - Arłamów - Krościenko
Na kolejny w tym roku krótki wyjazd wybrałem się z Marcinem i jego siostrą Gosią, trasą bardzo zbliżoną do mojego zeszłorocznego wyjazdu w Bieszczady.
Rano spotykamy się na dworcu Zachodnim, przyjechałem dość późno, licząc że bilet kupi się tak łatwo jako na Centralnym - a tu są zaledwie 3 kasy, wszystkie z dużymi kolejkami - więc pozostał zakup biletu w pociągu. Do Przemyśla docieramy przed 14, w mieście jeszcze zeszło się nam trochę czasu na wizytę w sklepie rowerowym (wymiana klocków w rowerze Gosi) oraz zakupy. Krótka wizyta na rynku i opuszczamy miasto drogą na Fredropol, szybko wjeżdżając w Pogórze Przemyskie. Przed Huwnikami pierwszy dłuższy podjazd następnie odbijamy w bok do Kalwarii Pacławskiej. Dojazd do sanktuarium nieoczekiwanie okazuje się piekielnie nachyloną ścianą (16%) - był to najostrzejszy kawałek na całej trasie (na której przecież gór nie brakowało!). W parku przed kościołem mamy zasłużony odpoczynek, miasteczko położone jest na szczycie wysokiego wzgórza, więc i widoki są stąd rozległe - patrząc w kierunku południowym widać że szybko psuje się pogoda. Wracamy do drogi na Arłamów, w lesie na podjeździe dopada nas gwałtowna ulewa, nie ma się gdzie schować - więc jedziemy, cały długi podjazd na niemal 600m zaliczając w ulewnym deszczu. Przestało lać dopiero przed szczytem, decydujemy się skręcić do samego hotelu, w którym fundujemy sobie smaczny żurek, przyjemnie rozgrzewający po mokrym podjeździe.
Dalsza droga - to głównie zjazdy bocznymi drogami w stronę Krościenka, już nie pada - ale drogi mokre, widoki piękne, bo na okolicznych stokach unosi się wiele mgły. Po zaliczeniu zjazdu do drogi wojewódzkiej na Krościenko długo czekam na Marcina i Gosię, po paru minutach dochodzę do wniosku że musiało się coś stać i zawracam. Podjeżdżając z powrotem pod górę miałem cały czas przed oczami wizję jakiejś bardzo groźnej wywrotki, bo zjazd był szybki, śliski i mocno dziurawy. Na szczęście okazuje się że to tylko zwykła dętka, na tych dziurach to nawet zrozumiałe - bo Gosia jedzie na rowerze szosowym z wąskimi kółkami. Ale na naprawę schodzi nam trochę czasu - i zaczyna się już ściemniać, szybko nabieramy więc wodę na nocleg i już nocą rozbijamy się w niespecjalnym miejscu za Krościenkiem.
Zdjęcia z wyjazdu
Dane wycieczki:
DST: 83.20 km AVS: 20.13 km/h
ALT: 1246 m MAX: 66.10 km/h
Temp:20.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.20 km AVS: 26.82 km/h
ALT: 34 m MAX: 48.90 km/h
Temp:26.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.20 km AVS: 25.33 km/h
ALT: 39 m MAX: 52.10 km/h
Temp:28.0 'C
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 34.30 km AVS: 21.89 km/h
ALT: 66 m MAX: 44.80 km/h
Temp:30.0 'C
Czwartek, 5 sierpnia 2010Kategoria >100km, >200km, >300km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Warka - Radom - Ostrowiec Świętokrzyski - Opatów - Łoniów - Nowy Korczyn - Nowe Brzesko - Kraków
W planach miał to być długi wypad w Góry Świętokrzyskie - a wyszło trochę inaczej :)
Ruszam przed 4, jest jeszcze ciemno, jakąś godzinkę jadę z włączonymi lampkami. Świt bardzo przyjemny, nadwiślańskie łąki ubrane w poranną mgłę - wygląda to naprawdę fajnie, na drogach ruch zerowy. Do Warki małe pagóreczki, dalej więcej leśnych odcinków, temperatura przyjemna w okolicach 20'C. Odcinek z Brzózy do Radomia nieco poprawiony, więcej dobrego asfaltu, mniej dziur.
Sam Radom mijam właściwie bokiem - bo wjeżdżam na obwodnicę miasta, tędy ma prowadzić trasa Imagisu. Początkowo kiepska droga, później kawałek z poboczem; wreszcie zaczyna się dwukilometrowy remont, trzeba się przeprawiać po szutrowo-kamienistych odcinkach; niemniej da się przejechać nawet na szosowych kołach, a objazd wymagałby nadrobienia wielu kilometrów + błądzenie. Za to za objazdem - asfalt właściwie szklanka i zero ruchu, co utrzymuje się spory kawałek; pobocza brak aż prawie do Ostrowca. Kawałek przed Iłżą zaczynają się pagóreczki, samo miasto bardzo fajnie położone - w głębokiej kotlince, a nad nim królują ruiny zamku. Jakieś 10km za Iłżą kilka ścianek na 240m, ze szczyciku roztacza się ładny widok na masyw Gór Świętokrzyskich. Później zjeżdża się do doliny Kamiennej i już wzdłuż rzeki do Ostrowca. Tutaj dochodzę do wniosku, że ciekawej będzie jechać do Krakowa, niż znanymi trasami z powrotem do Radomia (w którym ostatnio trochę za często bywam :).
Sam Ostrowiec dość duży, aczkolwiek urodą nie grzeszy, przy wyjeździe z miasta dość długa ścianka, a cały podjazd to w sumie 100m. Pagórkowato też w rejonie Opatowa, od Klimontowa już więcej w dół. Góry to wielkie nie są; niemniej na odcinku Radom - Łoniów jest ok. 650-700m podjazdów, a to już trochę męczy. W Łoniowie skręcam na południowy zachód i odtąd zaczyna się przyjemna jazda, bo mam wiatr w plecy (na kawałku do Łoniowa sporo przeszkadzał). Droga dobra, choć ruchliwa i bez pobocza. Kilometry szybko lecą, droga wcale nie taka płaska jakby to bliskość Wisły wskazywała, jest kilka dłuższych ścianek. Za Nowym Korczynem na zjeździe udało mi się wykręcić aż 74,6km/h, nachylenie wcale nie było ogromne (rzędu 7%) - ale wiatr zrobił swoje! Wjazd do Krakowa niespecjalny, długie kilometry trzeba się przebijać przez brzydką Nową Hutę, ale na szczęście jest nowy asfalt, gdy byłem tu parę lat temu - były po prostu fatalne dziury. na pociąg wyrobiłem się bez problemów, tanie połączenie IR (45zł z rowerem) po Magistrali (czyli nieco ponad 3h jazdy) - to bardzo fajna sprawa.
Zdjęcia
W planach miał to być długi wypad w Góry Świętokrzyskie - a wyszło trochę inaczej :)
Ruszam przed 4, jest jeszcze ciemno, jakąś godzinkę jadę z włączonymi lampkami. Świt bardzo przyjemny, nadwiślańskie łąki ubrane w poranną mgłę - wygląda to naprawdę fajnie, na drogach ruch zerowy. Do Warki małe pagóreczki, dalej więcej leśnych odcinków, temperatura przyjemna w okolicach 20'C. Odcinek z Brzózy do Radomia nieco poprawiony, więcej dobrego asfaltu, mniej dziur.
Sam Radom mijam właściwie bokiem - bo wjeżdżam na obwodnicę miasta, tędy ma prowadzić trasa Imagisu. Początkowo kiepska droga, później kawałek z poboczem; wreszcie zaczyna się dwukilometrowy remont, trzeba się przeprawiać po szutrowo-kamienistych odcinkach; niemniej da się przejechać nawet na szosowych kołach, a objazd wymagałby nadrobienia wielu kilometrów + błądzenie. Za to za objazdem - asfalt właściwie szklanka i zero ruchu, co utrzymuje się spory kawałek; pobocza brak aż prawie do Ostrowca. Kawałek przed Iłżą zaczynają się pagóreczki, samo miasto bardzo fajnie położone - w głębokiej kotlince, a nad nim królują ruiny zamku. Jakieś 10km za Iłżą kilka ścianek na 240m, ze szczyciku roztacza się ładny widok na masyw Gór Świętokrzyskich. Później zjeżdża się do doliny Kamiennej i już wzdłuż rzeki do Ostrowca. Tutaj dochodzę do wniosku, że ciekawej będzie jechać do Krakowa, niż znanymi trasami z powrotem do Radomia (w którym ostatnio trochę za często bywam :).
Sam Ostrowiec dość duży, aczkolwiek urodą nie grzeszy, przy wyjeździe z miasta dość długa ścianka, a cały podjazd to w sumie 100m. Pagórkowato też w rejonie Opatowa, od Klimontowa już więcej w dół. Góry to wielkie nie są; niemniej na odcinku Radom - Łoniów jest ok. 650-700m podjazdów, a to już trochę męczy. W Łoniowie skręcam na południowy zachód i odtąd zaczyna się przyjemna jazda, bo mam wiatr w plecy (na kawałku do Łoniowa sporo przeszkadzał). Droga dobra, choć ruchliwa i bez pobocza. Kilometry szybko lecą, droga wcale nie taka płaska jakby to bliskość Wisły wskazywała, jest kilka dłuższych ścianek. Za Nowym Korczynem na zjeździe udało mi się wykręcić aż 74,6km/h, nachylenie wcale nie było ogromne (rzędu 7%) - ale wiatr zrobił swoje! Wjazd do Krakowa niespecjalny, długie kilometry trzeba się przebijać przez brzydką Nową Hutę, ale na szczęście jest nowy asfalt, gdy byłem tu parę lat temu - były po prostu fatalne dziury. na pociąg wyrobiłem się bez problemów, tanie połączenie IR (45zł z rowerem) po Magistrali (czyli nieco ponad 3h jazdy) - to bardzo fajna sprawa.
Zdjęcia
Dane wycieczki:
DST: 362.80 km AVS: 26.87 km/h
ALT: 1618 m MAX: 74.60 km/h
Temp:22.0 'C
Po mieście
Dane wycieczki:
DST: 23.40 km AVS: 23.40 km/h
ALT: 49 m MAX: 37.90 km/h
Temp:20.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 16.60 km AVS: 24.29 km/h
ALT: 45 m MAX: 35.70 km/h
Temp:27.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 24.86 km/h
ALT: 38 m MAX: 36.90 km/h
Temp:27.0 'C
Sobota, 31 lipca 2010Kategoria >100km, Rower szosowy, Wycieczka
Warszawa - Grójec - Białobrzegi - Radom
Kolejna trasa śladami Imagisu. Tym razem postanowiłem sprawdzić jak wygląda kwestia jazdy drogami serwisowymi wzdłuż drogi ekspresowej między Grójcem i Radomiem. Szybko docieram do Grójca, tam wjeżdżam na ekspresówkę, po paru km przed Skurowem (skręt na Warkę) koło "Karczmy u Jakuba" zjeżdżam na boczną drogę. W stanie jest właściwie idealnym, zero ruchu - świetna alternatywa dla ekspresówki. Lekkim problemem jest tylko kilka miejsc, gdzie droga odbija od ekspresówki na zachód, drogowskazy są najczęściej na jakieś małe miejscowości - ale generalnie wjechanie na dobrą drogę jest dość instynktowne i nie stwarza większych problemów. Do Białobrzegów są trzy takie odbicie, czwarte - największe - to same Białobrzegi, szosa ekspresowa omija je dużym łukiem, my jedziemy starym mostem na Pilicy (w czasach gdy tędy prowadziła szosa krakowska słynnym z powodowania ogromnych korków) - i wjeżdżamy do samego miasta. Wcześniej łapie mnie krótka ale silna ulewa, ufając w prognozę pogody nie wziąłem nic od deszczu, tak więc już do Radomia jadę przemoczony (podobnie powrót w pociągu z mokrymi butami).
Przez Białobrzegi przejechałem prosto, dojechałem do ekspresówki, ale kawałek dalej serwisówka mocno odbija od drogi, trzeba tu nadrobić z 1,5-2km; nie wiem czy trochę krócej nie wyszłoby jechać od razu z Białobrzegów na Suchą. Dalszy odcinek - już raczej przy szosie, jest jeszcze kilka małych odbić od szosy (dokładnie je widać na zbliżeniu śladu GPS). Droga ekspresowa kończy się przed Jedlińskiem, serwisówka ciągnie się jeszcze kawałek dalej, później już trzeba wjechać na główną szosę, gdzie jest sporo zakazów dla rowerów.
Podsumowując - jazda serwisówkami jest trochę wolniejsza i dłuższa niż ekspresówką, dla osób jadących tam pierwszy raz mogą być lekkie problemy z nawigacją, ale generalnie jest to dobra alternatywa dla ekspresówki, dużo ciekawsza (coś się na trasie dzieje, nie tylko prujemy naprzód przez ponad 45km patrząc się na licznik); no i unika się ryzyka problemów z policją.
Kolejna trasa śladami Imagisu. Tym razem postanowiłem sprawdzić jak wygląda kwestia jazdy drogami serwisowymi wzdłuż drogi ekspresowej między Grójcem i Radomiem. Szybko docieram do Grójca, tam wjeżdżam na ekspresówkę, po paru km przed Skurowem (skręt na Warkę) koło "Karczmy u Jakuba" zjeżdżam na boczną drogę. W stanie jest właściwie idealnym, zero ruchu - świetna alternatywa dla ekspresówki. Lekkim problemem jest tylko kilka miejsc, gdzie droga odbija od ekspresówki na zachód, drogowskazy są najczęściej na jakieś małe miejscowości - ale generalnie wjechanie na dobrą drogę jest dość instynktowne i nie stwarza większych problemów. Do Białobrzegów są trzy takie odbicie, czwarte - największe - to same Białobrzegi, szosa ekspresowa omija je dużym łukiem, my jedziemy starym mostem na Pilicy (w czasach gdy tędy prowadziła szosa krakowska słynnym z powodowania ogromnych korków) - i wjeżdżamy do samego miasta. Wcześniej łapie mnie krótka ale silna ulewa, ufając w prognozę pogody nie wziąłem nic od deszczu, tak więc już do Radomia jadę przemoczony (podobnie powrót w pociągu z mokrymi butami).
Przez Białobrzegi przejechałem prosto, dojechałem do ekspresówki, ale kawałek dalej serwisówka mocno odbija od drogi, trzeba tu nadrobić z 1,5-2km; nie wiem czy trochę krócej nie wyszłoby jechać od razu z Białobrzegów na Suchą. Dalszy odcinek - już raczej przy szosie, jest jeszcze kilka małych odbić od szosy (dokładnie je widać na zbliżeniu śladu GPS). Droga ekspresowa kończy się przed Jedlińskiem, serwisówka ciągnie się jeszcze kawałek dalej, później już trzeba wjechać na główną szosę, gdzie jest sporo zakazów dla rowerów.
Podsumowując - jazda serwisówkami jest trochę wolniejsza i dłuższa niż ekspresówką, dla osób jadących tam pierwszy raz mogą być lekkie problemy z nawigacją, ale generalnie jest to dobra alternatywa dla ekspresówki, dużo ciekawsza (coś się na trasie dzieje, nie tylko prujemy naprzód przez ponad 45km patrząc się na licznik); no i unika się ryzyka problemów z policją.
Dane wycieczki:
DST: 120.20 km AVS: 29.08 km/h
ALT: 380 m MAX: 41.10 km/h
Temp:22.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 14.50 km AVS: 23.51 km/h
ALT: 42 m MAX: 35.00 km/h
Temp:26.0 'C

