Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 20.86 km/h
ALT: 51 m MAX: 32.00 km/h
Temp:0.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 20.86 km/h
ALT: 50 m MAX: 31.70 km/h
Temp:2.0 'C
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 21.35 km/h
ALT: 60 m MAX: 40.20 km/h
Temp:5.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 21.86 km/h
ALT: 55 m MAX: 40.60 km/h
Temp:5.0 'C
Do pracy. Pierwsze kilometry w 2013, po krótkiej przerwie pod koniec roku, gdy nie bardzo chciało mi się jeździć.
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 21.86 km/h
ALT: 42 m MAX: 35.40 km/h
Temp:4.0 'C
Poniedziałek, 31 grudnia 2012
Podsumowanie sezonu - w tym roku przejechałem 19 545,8km na co złożyły sie przebiegi poszczególnych rowerów - Scott 2 796,3km, Red Bull 10 325,5km oraz Giant Anthem 6 424km
Tym razem nieco mniej niż w ostatnich latach - czego przyczyną był znacznie większy nacisk na jazdę terenem, obie tegoroczne wyprawy miały zdecydowanie terenowy charakter. A w terenie jak wiadomo tych kilometrów wpada trochę mniej, za to taka jazda ma swój niekwestionowany urok. Do okrągłych 20 tys km troszkę zabrakło, gdyby nie poważny wypadek, który miałem w listopadzie pod Jędrzejowem - myślę że udałoby się tę granicę przekroczyć. Ale generalnie to kolejny sezon zdecydowanie na plus - dwie bardzo udane terenowe wyprawy Wyspy Kanaryjskie oraz TransAlp, obie w stylu UltraLight z minimalnym bagażem, równie udane trasy na szosie - pobiłem swój rekord trasy w BBTour aż o 8h, ponadto przejechałem długie trasy do Wilna i Berlina oraz na Hel.
Tym razem nieco mniej niż w ostatnich latach - czego przyczyną był znacznie większy nacisk na jazdę terenem, obie tegoroczne wyprawy miały zdecydowanie terenowy charakter. A w terenie jak wiadomo tych kilometrów wpada trochę mniej, za to taka jazda ma swój niekwestionowany urok. Do okrągłych 20 tys km troszkę zabrakło, gdyby nie poważny wypadek, który miałem w listopadzie pod Jędrzejowem - myślę że udałoby się tę granicę przekroczyć. Ale generalnie to kolejny sezon zdecydowanie na plus - dwie bardzo udane terenowe wyprawy Wyspy Kanaryjskie oraz TransAlp, obie w stylu UltraLight z minimalnym bagażem, równie udane trasy na szosie - pobiłem swój rekord trasy w BBTour aż o 8h, ponadto przejechałem długie trasy do Wilna i Berlina oraz na Hel.
Dane wycieczki:
DST: 0.00 km AVS: km/h
ALT: m MAX: 0.00 km/h
Temp: 'C
Poświąteczna pętelka nad Wisłą z Janką. Pogoda niestety dość kiepska - odwilż na całego i dużo wody na drodze, za to dość ciepło
Dane wycieczki:
DST: 33.30 km AVS: 18.50 km/h
ALT: 33 m MAX: 29.80 km/h
Temp:7.0 'C
Do pracy, okropna pogoda przy powrocie
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 20.86 km/h
ALT: 56 m MAX: 32.30 km/h
Temp:-2.0 'C
Janusowy Kampinos ;)
O 10 spotykam się z Krzyśkiem na stacji metra Młociny, chwilę poczekaliśmy czy nikt się jeszcze nie pojawi (oczywiście się nie pojawił ;) - i ruszamy szosą w kierunku Truskawia. Temperatura szybko stabilizuje się na poziomie -10'C i tak było przez niemal całą wycieczkę. Na drodze do Truskawia po bokach jest trochę lodowej skorupy - więc trzeba uważać. W Truskawiu nieoczekiwanie dołącza do nas jeszcze Renifer, pokazując że są jednak w Grupie Mazowieckiej ludzie jeżdżący w każdych warunkach, zawstydzając kilka dużo młodszych osób, które wymiękły ;))
Za Truskawiem zaczyna się teren, bardzo byliśmy ciekawi jakości drogi, ale wbrew czarnym wizjom snutym przez paru formowych "ekspertów" - mocno ubity śnieg, trochę wyślizgany, ale jedzie się bez żadnych problemów, choć trzeba uważać z hamowaniem, na tym kawałku przydałyby się kolce. Warunki do jazdy - bajkowe, zaśnieżone drzewa, skrzypiący śnieg pod kołami, do tego piękne słońce. Elegancko docieramy do Palmir, spory odcinek po kocich łbach jechało się lepiej niż latem, bo śnieg niwelował nierówności drogi. Pod cmentarzem krótko zastanawiamy się nad dalszą trasą - i postanawiamy zaryzykować jazdę czerwonym szlakiem do Roztoki. Pierwszy odcinek szlaku to kilka porządnych górek, kawałkami trzeba podprowadzać - ale generalnie szlakiem jedzie się nadspodziewanie dobrze, po przejechaniu wydm już właściwie z rowerów nie zsiadamy. Pierwszy odcinek szlaku za Karczmiskiem jednak wymagający - są tylko ślady po nartach biegowych, więc musimy się przebijać po nieprzetartym śniegu, jedzie się wolno 8-9km/h - ale się jednak jedzie, duże brawa dla Renifera, który jechał na trekingu z oponami 1,6. Po paru kilometrach pojawiają się ślady po samochodach, co ułatwia nam jazdę, kręcenie nie wymaga takiego wysiłku, kolejny trudniejszy kawałek jest przed cmentarzem w Wierszach.
Tutaj pod pięknie ośnieżonym cmentarzykiem robimy postój racząc się batonikami i herbatą z termosów, odcinek do Roztoki elegancki, w większości porządnie przetarty, więc szybko nam przeleciał. W Roztoce żegnamy się z Reniferem, który musiał już jechać do domu (dzięki za wspólną trasę!), my zamiast jazdy nieprzyjemną i ruchliwą szosą do Leszna postanowiliśmy spróbować terenu - najpierw zielonym szlakiem na zachód, potem żółtym na południe. Z lata pamiętaliśmy, że są tu dosyć szerokie drogi, więc liczyliśmy że powinny być przetarte, ale okazało się że jedynie pierwszy, króciutki odcinek był łatwy; bo większość trasy to była męcząca jazda po nieco głębszym śniegu. Ale w tak cudowną pogodę jechaliśmy z chęcią, rzadko się w Polsce trafiają tak piękne zimowe dni.
Terenowy odcinek trasy (ponad 25km) kończymy w Lesznie, do Warszawy wracamy szosą; nieźle nas te 40km przeczesało, bo zdecydowanie za mało zjedliśmy na trasie, (a zimą to ważne!); 3 batoniki to nie był dobry pomysł i zaczynało już nas zasysać; do tego Krzyśka, który jechał w butach SPD w końcówce męczyły marznące stopy, ponad 6h jazdy na -10'C jednak daje zdrowo w kość. Do Warszawy docieramy już o zmierzchu, na Dźwigowej spotykamy jeszcze przypadkiem Cimana wracającego z pracy ;)
Podsumowując - bardzo udana wycieczka, wspaniała pogoda, nieczęsto można oglądać Kampinos w takich warunkach
Zdjęcia z wycieczki
O 10 spotykam się z Krzyśkiem na stacji metra Młociny, chwilę poczekaliśmy czy nikt się jeszcze nie pojawi (oczywiście się nie pojawił ;) - i ruszamy szosą w kierunku Truskawia. Temperatura szybko stabilizuje się na poziomie -10'C i tak było przez niemal całą wycieczkę. Na drodze do Truskawia po bokach jest trochę lodowej skorupy - więc trzeba uważać. W Truskawiu nieoczekiwanie dołącza do nas jeszcze Renifer, pokazując że są jednak w Grupie Mazowieckiej ludzie jeżdżący w każdych warunkach, zawstydzając kilka dużo młodszych osób, które wymiękły ;))
Za Truskawiem zaczyna się teren, bardzo byliśmy ciekawi jakości drogi, ale wbrew czarnym wizjom snutym przez paru formowych "ekspertów" - mocno ubity śnieg, trochę wyślizgany, ale jedzie się bez żadnych problemów, choć trzeba uważać z hamowaniem, na tym kawałku przydałyby się kolce. Warunki do jazdy - bajkowe, zaśnieżone drzewa, skrzypiący śnieg pod kołami, do tego piękne słońce. Elegancko docieramy do Palmir, spory odcinek po kocich łbach jechało się lepiej niż latem, bo śnieg niwelował nierówności drogi. Pod cmentarzem krótko zastanawiamy się nad dalszą trasą - i postanawiamy zaryzykować jazdę czerwonym szlakiem do Roztoki. Pierwszy odcinek szlaku to kilka porządnych górek, kawałkami trzeba podprowadzać - ale generalnie szlakiem jedzie się nadspodziewanie dobrze, po przejechaniu wydm już właściwie z rowerów nie zsiadamy. Pierwszy odcinek szlaku za Karczmiskiem jednak wymagający - są tylko ślady po nartach biegowych, więc musimy się przebijać po nieprzetartym śniegu, jedzie się wolno 8-9km/h - ale się jednak jedzie, duże brawa dla Renifera, który jechał na trekingu z oponami 1,6. Po paru kilometrach pojawiają się ślady po samochodach, co ułatwia nam jazdę, kręcenie nie wymaga takiego wysiłku, kolejny trudniejszy kawałek jest przed cmentarzem w Wierszach.
Tutaj pod pięknie ośnieżonym cmentarzykiem robimy postój racząc się batonikami i herbatą z termosów, odcinek do Roztoki elegancki, w większości porządnie przetarty, więc szybko nam przeleciał. W Roztoce żegnamy się z Reniferem, który musiał już jechać do domu (dzięki za wspólną trasę!), my zamiast jazdy nieprzyjemną i ruchliwą szosą do Leszna postanowiliśmy spróbować terenu - najpierw zielonym szlakiem na zachód, potem żółtym na południe. Z lata pamiętaliśmy, że są tu dosyć szerokie drogi, więc liczyliśmy że powinny być przetarte, ale okazało się że jedynie pierwszy, króciutki odcinek był łatwy; bo większość trasy to była męcząca jazda po nieco głębszym śniegu. Ale w tak cudowną pogodę jechaliśmy z chęcią, rzadko się w Polsce trafiają tak piękne zimowe dni.
Terenowy odcinek trasy (ponad 25km) kończymy w Lesznie, do Warszawy wracamy szosą; nieźle nas te 40km przeczesało, bo zdecydowanie za mało zjedliśmy na trasie, (a zimą to ważne!); 3 batoniki to nie był dobry pomysł i zaczynało już nas zasysać; do tego Krzyśka, który jechał w butach SPD w końcówce męczyły marznące stopy, ponad 6h jazdy na -10'C jednak daje zdrowo w kość. Do Warszawy docieramy już o zmierzchu, na Dźwigowej spotykamy jeszcze przypadkiem Cimana wracającego z pracy ;)
Podsumowując - bardzo udana wycieczka, wspaniała pogoda, nieczęsto można oglądać Kampinos w takich warunkach
Zdjęcia z wycieczki
Dane wycieczki:
DST: 79.20 km AVS: 16.39 km/h
ALT: 173 m MAX: 32.90 km/h
Temp:-10.0 'C
Do pracy
Dane wycieczki:
DST: 15.30 km AVS: 21.35 km/h
ALT: 60 m MAX: 32.30 km/h
Temp:-12.0 'C

